Mateusz Machalski to absolwent warszawskiej ASP, grafik. Tworzy identyfikacje wizualne, nowe kroje pisma. Kojarzycie typografię na albumie Szprycer Taco Hemingwaya? To właśnie dzieło Mateusza. W czerwcu podczas konferencji Element Talks grafik opowie o tym, jak tworzenie liter oraz sposób ich dystrybucji zmieniło jego podejście do projektowania graficznego. Dziś zadajemy mu kilka pytań o pracę, ulubioną muzykę i ostatnie lektury. 

ELLE Decoration: Jak odróżnić dobry font od złego? 
Mateusz Machalski: Nie ma czegoś takiego jak zły albo dobry krój pisma. Oczywiście możemy mówić o tym, że dany projekt zawiera błędy w sposobie kreślenia czy programowania natomiast litery dla projektu graficznego są tym czy np. podkład muzyczny w utworze. Dlatego raczej możemy mówić o źle wykorzystanym kroju w projekcie, a nie sensu stricte jego estetycznych aspektach. O tym czy krój pisma jest dobry czy zły decyduje osoba która z daną literą pracuje i fakt czy umie go dobrze wykorzystać. Mówię o tym dlatego, że dzisiejsze czasy to moment redefiniowania wielu rzeczy – podobnie w modzie – przecież to co robi Demna Gvasalia, MISBHV, Virgil Abloh czy Alessandro Michele z GUCCI jeszcze niedawno uznalibyśmy za anty-projektowanie i anty-estetyzm, a jednak przebija się to do mainstreamu i staje codziennością. Podobnie w typografii, to co jeszcze dwa lata temu uznalibyśmy za amatorski projekt osoby, która nie ma pojęcia o typografii, nagle bierze Ludvic Balland albo Eike König i robi z tego super wysmakowany projekt. 

Jak wygląda praca nad nowym krojem pisma?
M.M.: Praca nad każdym  krojem przebiega nieco inaczej. Zawsze pierwszą fazę stanowią poszukiwania i odpowiedzenie sobie na pytanie po co ten krój powstaje. W tym momencie na samym MYFONTS mamy około 120 000 różnych krojów. Oczywiście łatwo to porównać np. do projektowania samochodów – są ich setki modeli, a cały czas potrzebujemy czegoś nowego. Chyba po prostu człowiek z natury ma potrzebę nowości, zaskakiwania i rozwoju. W muzyce jest podobnie. W 2019 ciągle rodzą się nowe zespoły które odnoszą się do gitarowych kawałków lat 80. Ale w kontrze do nich stoją na przykład totalnie progresywni artyści, którzy eksperymentują. Te wszystkie rzeczy są obecne również w typografii. Mamy progresywne osoby eksperymentujące z samą formą litery, są type-geeki, którzy ekspresi twórczej poszukują w nowoczesnych rozwiązaniach dotykających sposobu działania kroju ale również osoby, które odnoszą się do renesansowych kanonów piękna i reinterpretują formy znaków powstałych 500 lat temu. To jest właśnie najlepsze, że dziś niezależnie od branży kreatywnej dla każdego jest miejsce. Każdej z tych gałęzi odbiorcy potrzebują. Jak już sobie odpowiemy na pytanie jaki krój chcemy zrobić to zaczynamy od szkiców, często ekspresyjnych, żeby rozrysować pierwszy zamysł kroju. Następnie te szkice są digitalizowane i rysowane przy pomocy krzywych Béziera w programie do edycji fontów. I tak kolejne parę tygodni: kreślimy, sprawdzamy, drukujemy, nanosimy korektę i znowu... Z perspektywy słuchania może się to wydawać żmudny proces, jednak nie różni się on niczym od projektu znaku i komunikacji wizualnej dla nowo powstającej firmy. Dla mnie litery są zdecydowanie taką graficzną jogą, która pozwala wejść w jakiś inny stan skupienia i się wyciszyć. Przy wszystkich innych aktywnościach jest to dla mnie bardzo ważne. Po kilku miesiącach pracy nad krojem i wykreśleniu wszystkich znaków dochodzi do wdrożenia na jednej z platform sprzedażowych. Jest to o tyle ciekawe, że sprzedaż typografii odbywa się na zasadzie kupowania licencji. Więc type designer robiąc krój w zależności od jego popularności będzie dostawać procent od każdej sprzedanej licencji. Oczywiście brzmi kolorowo, ale trzeba pamiętać, że rynek jest kapryśny. Często projekt, nad którym spędzimy 2 lata, okazuje się sprzedażową klapą i na odwrót - coś nad czym pracowaliśmy 2 miesiące nagle trafia do bestsellerów. W rynku i dystrybucji krojów zauważam pewną przewagę nad nazwijmy to klasycznym projektowaniem graficznym. Przy pracy nad brandingiem dla firmy w większości przypadków wycenia się projekt na X złotych i sprzedaje prawa majątkowe. Niezależnie czy firma osiągnie sukces czy nie, finalnie grafik dostaje tyle samo pieniędzy... Uważam, że to nie fair ponieważ komunikacja wizualna, strategia oraz ich jakość w dzisiejszych czasach ma realne przełożenie na sukces firmy. Przecież każdy z batoników zawiera praktycznie tą samą ilość tablicy Mendelejewa: syfu, oleju palmowego i smakuje tak samo – więc tym, co może pomóc w jego popularności oprócz budżetu na promocję są projektowanie graficzne oraz dobra strategia. W typografii, jeśli firma używająca kroju odnosi sukces i nagle ich stronę odwiedza nie 10 tys, a 2 miliony osób, to musi kupić większa licencję i tyle. Uważam, że to jest fair (śmiech).

Co najbardziej lubisz w swojej pracy?
M.M.: Chyba możliwość ciągłego eksplorowania nowych "wizualnych terenów".

Czy podczas pracy słuchasz muzyki? Jeśli tak to jakiej?
M.M.: Oczywiście muzyka jest obecna u mnie cały czas. Generalnie w zależności od klimatu – ale staram się nie ograniczać więc na moich słuchawkach można znaleźć wszystko: od Chopina poprzez Doorsów, Jefferson Airplane, aż po JWP i współczesne polskie rapsy.  

Czy masz jakieś rady dla początkujących grafików?
M.M.: Nie wydaje mi się, żebym jako 30-latek mógł komuś radzić (śmiech). Natomiast jakiś czas temu jako STGU (Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej) przygotowaliśmy serię wywiadów z klasykami polskiego projektowania graficznego z kręgu ASP w Warszawie. Każdego z nich w rozmowie prosiliśmy o rady dla młodych projektantów. Z tych wszystkich rozmów w pamięci zapadły mi następujące refleksje:
Od prof. Rosława Szaybo: "Jeść łyżeczką i się przyglądać". Wiem, że to może być odebrane jako suchy frazes ale uważam, że wiele osób zbyt szybko oczekuje wygórowanych efektów. Projektowanie, jak każda branża kreatywna, jest trochę opatrzone symptomem "dążenia do mistrzostwa" i odwalenia odpowiedniej liczby tyłko-godzin. Myślę, że w tym szybko pędzącym świecie, świadomość, że rozwój projektanta to proces który trwa długo jest bardzo ważna. Drugą część wypowiedzi profesora Rosława rozumiem jako skupienie się na pracy. Niewciskanie się na siłę, skupienie na dobrym wykonywaniu zadań, a nie auto promocji etc.
Drugą ważną rzecz powiedział prof. Mieczysław Wasileski – "Młodzi zawsze chcą i powinni być w opozycji do tego,co było wczoraj. Ale w pewnym momencie, jak zaczną dorośleć, powinni sobie przypomnieć o tym, że nie są stwórcami że przed nimi byli inni i warto do nich teraz sięgnąć". Uważam, że to bardzo mądre ponieważ w tak postępowych branżach jak projektowanie często zapominamy o nestorach i osobach, które były wcześniej. Oczywiście bierze się to często z braku świadomości ich dorobku lub po prostu z myślenia na zasadzie "co on może wiedzieć jeśli nie umie nawet obsłużyć komputera". Myślę, że obcowanie, czy pobieranie nauk, rozmowy z poprzednimi pokoleniami grafików są bardzo istotne i pozwalają budować rodzaj ciągłość myślenia. Podobnie jak w sztuce, to wszystko jest przyczynowo skutkowe i wynika z wcześniejszych doświadczeń ludzi. Ogólnie myślę, że zawsze trzeba dążyć do równowagi. Dlatego uwielbiam czytać o tym, co się dzieje dzisiaj w projektowaniu. Konforontowanie tego z tym, co było kiedyś wydaje mi się istotne. 

Co Cię inspiruje?
M.M.: Wszystko. (szeroki uśmiech)

Co dobrego ostatnio czytałeś?
M.M.: Ostatnio lecę po kolei z serią "reportaż" wydawnictwa Czarnego. W tym momencie Buran – Kirgiz wraca na Koń, Wojciecha Górnickiego. To współczesna odpowiedź na jedną z moich ulubionych książek Kapuścińskiego Kirgiz spadł z konia. Oprócz tego, że tematyka Azji Centralnej jest niezwykle ciekawa, to w połączeniu ze sposobem narracji i wiedzą autora daje mieszankę wybuchową.

O czym dokładnie opowiesz na konferencji Element Talks?
M.M.: Głównym tematem będzie pokazanie jak przygoda z projektowaniem krojów pism wpłynęła na moje podejście do tworzenia innych projektów. Oczywiście wcześniej wspomniany sposób dystrybucji krojów w znaczący sposób odcisnął się u mnie w realizacjach planów podróżniczych, ponieważ umożliwił pracę zdalną. Dlatego podczas wykładu postaram się przybliżyć jak zmiana kontekstu miejsca czy kultury potrafi wpłynąć na naszą pracę oraz poszukiwania twórcze. Oczywiście całość będzie dotyczyła również głównego temat konferencji – czy portfolio jest martwe?. Moim zdaniem jest martwe w formie wordowego pliku z CV oraz prezentacji kilku projektów wrzuconych na mockupy. Dzisiejszym portfolio grafików moim zdaniem jest również to, co robią oprócz projektowania oraz to, jak wygląda ich proces twórczy i sposób dochodzenia do pewnych rozwiązań. Do zobaczenia! :D 

Dziękujemy za rozmowę!