ELLE: Masz 29 lat, dokładnie tyle, co wolna Polska. Jesteś matką Polką czy feministką?

Julia Pietrucha: A trzeba to rozgraniczać? Jest we mnie trochę feministki walczącej na co dzień o równouprawnienie. W związku, w pracy. Świat muzyki jest w dużej mierze światem męskim, który rządzi się swoimi prawami. Wkraczając w niego, nie zmieniam się w mężczyznę, ale proponuję swój kobiecy świat i uczę innych swojej kobiecości. Staram się też zrozumieć i zaakceptować męską przestrzeń. A matka Polka? Ona jest w każdej z nas. Można z tym walczyć, ale ­lepiej mieć tego świadomość i nie dać sobie wmówić ­poczucia winy. Wyszłyśmy z domów z pewną wyprawką, niełatwą – ten bagaż niosą nawet kobiety z mojego pokolenia. Moja córka ma szansę żyć w świecie, który będzie dla kobiet nieco łaskawszy. Mam taką nadzieję.

Poświęcasz jej teraz cały czas?

Postanowiłam nie zamykać się z nią w domu – dosyć szybko zaczęliśmy zabierać ją z sobą, w podróż autem do War­sza­wy, na spotkania z bliskimi czy na wakacyjne wypady nad morze. Oczywiście większość spraw kręci się wokół niej, kiedy umawiałyśmy się dziś na wywiad, powiedziałam ci, że nie mam dużo czasu, bo zostawiam Gaję z babcią. Córka jest moim priorytetem, pod nią układam sobie czas.

Od dwóch lat mieszkasz w Gdańsku, dokąd uciekłaś z Warszawy. Dużo podróżowałaś po świecie. Myślisz, że pojawienie się córki uziemi Cię, zakotwiczy w jakimś miejscu na stałe? Czy, kiedy zapragniesz kolejnych zmian, po prostu weźmiesz ją i ruszysz gdzieś dalej?

Raczej tak. Teraz Gdańsk jest moją ostoją, mieszkamy w pięknej Oliwie i dobrze mi tam. Ale co się wydarzy dalej i czy nie zapragnę mieszkać gdzieś indziej i spełniać innych swoich marzeń – tego nie wiem. Teraz nie czuję, żebym musiała ­rezygnować z siebie, bo urodziło mi się dziecko. Udaje mi się pogodzić swoje pasje z wychowaniem młodej. Planuję ­wiosenną trasę koncertową i dłuższe wakacje, na które tak bardzo czekam. Myślę, że najbliższe lata, zanim młoda pójdzie do szkoły, to będzie czas, żeby pojeździć po świecie i pozwiedzać piękne miejsca.

Skąd te przeprowadzki? Szukasz miejsca, w którym jest Ci najlepiej, czy uciekasz od miejsc, w których jest Ci źle?

Z obu powodów. Kiedy gdzieś jest niewygodnie, szukam możliwości zmiany. Być może jestem po prostu uzależniona od poczucia szczęścia, zawsze chcę, żeby było dobrze, a jak nie jest, wyruszam dalej. Nie mam na tyle złych doświadczeń, żeby bać się zmian.

Jaki masz teraz widok z okna?

Las. Z balkonu rozpościera się widok na Trójmiejski Park Krajobrazowy. Jest cicho, nie słychać rozmów ani szumu samochodów. Słychać ptaki i widać zachód słońca nad lasem.

A dlaczego Gdańsk?

Zakochałam się. Nauczyłam się jednak, żeby za wiele nie mówić o kwestiach tak intymnych, więc ukochanego zostawiamy w spokoju (śmiech). Decyzja, żeby zacząć grać swoją muzykę dała mi też tę wolność, że mogę to robić wszędzie.

Martyna Galla

Zawsze masz pewność, że decyzje, które podejmujesz, są dobre?

Nie mam pewności. Podjęłam w życiu dużo przełomowych decyzji i to ja określam, czy były one dobre, czy złe. Nawet jeśli odniosę porażkę, wyciągam jakąś lekcję. Staram się nie żałować, bo to nie rozwija. Ja lubię zmiany, nie boję się ich, bardziej boję się bezpiecznego, z góry określonego i przewidywalnego życia.

Nieraz wspominałaś, że dosyć wcześnie zyskałaś samodzielność. Z czego to się brało?

Bardzo szybko zaczęłam pracować. Kiedy się usamodzielniłam, zrozumiałam, że jest we mnie silnie zakorzenione poczucie, że zawsze sama sobie poradzę. To w życiu pomaga, daje siłę i niezależność, a z drugiej strony ogranicza: ciągle musisz mieć poczucie kontroli, nie umiesz za bardzo oddać siebie. Ale zdaję sobie z tego sprawę i staram się walczyć z tymi aspektami swojej osobowości, które mi przeszkadzają.

Masz dwie siostry, czyli dom kobiet?

Kobiet i kotów! Wychowywałam się z dwiema siostrami: starszą i młodszą. Każda z nas miała twórcze zainteresowania. Mama tańczyła w balecie. Teraz, po pojawieniu się malutkiej na świecie, te kobiece relacje jeszcze bardziej się wzmocniły, powiększyły się o kolejną płaszczyznę. Bardzo to sobie cenię i zabiegam o tę naszą bliskość.

A ojciec muzyk? Graliście razem?

Nagrał piękne dźwięki na moją pierwszą płytę, na ukulele i gitarze. Występowaliśmy razem na scenie. Zaraził się ode mnie fascynacją ukulele – prowadzi zajęcia muzyczne dla dzieci i teraz uczy je grać właśnie na tym instrumencie. Wychowywałam się w domu bez ojca, ale cenię to, że mogliśmy się spotkać w takim kontekście.

Drzwi do świata popkultury i show-biznesu stały przed Tobą otworem. Przez lata grałaś główną rolę w serialu „Blondynka”. Łatwo było zrezygnować z pozycji wschodzącej gwiazdy?

Niełatwo. Ale to była moja decyzja. Dosyć ryzykowna, mogła bowiem przekreślić to, na co pracowałam przez tak wiele lat. A jednak miałam pewność, że dopiero kiedy poświęcę się w pełni swojemu marzeniu, jakim jest stworzenie płyty, bez kompromisów i skoków w bok – to będzie prawdziwe.

Martyna Galla

Ale ten wielki świat Cię nie kusił?

Jako 14-latka jeździłam do Stanów pracować jako modelka. Miałam otwartą drogę do kariery w Nowym Jorku, potem w Los Angeles i zrezygnowałam z tego. W pełni doceniam ciężką pracę dziewczyn w tej branży, nie chciałam być jednak postrzegana tylko jako modelka. Czułam, że chcę powiedzieć coś więcej. Wróciłam do Warszawy, by kontynuować naukę w liceum Batorego. Więc chyba mnie nie skusił.

Żyjemy w świecie, w którym ludzie zabijają się o uwagę i popularność. A Ty już jako młodziutka dziewczyna dwa razy rezygnujesz: ze świata modelingu, potem z aktorstwa. Bo idziesz pod prąd?

Bo uważam, że najważniejsze jest rozwijanie się, dostarczanie sobie wyzwań i sprawdzanie samego siebie. Najważniejsze i najprawdziwsze jest robienie tego, co się kocha, z czego jest się potem dumnym. Tworzenie czegoś, co jest na sto procent moje, spełniło mnie zawodowo. A chyba najbardziej cieszy, kiedy to, co robię z pełnym przekonaniem, trafia do ludzi – a oni pokazują mi, że im się to podoba. Nie wiem, czy dziś cokolwiek sprawia mi większą przyjemność. No, chyba że jest to uśmiech na twarzy mojej malutkiej.

Po co zostałaś modelką?

Miałam 13 lat, każda dziewczynka w tym wieku chce przeżyć taką przygodę. Dostałam szansę, żeby wyjechać do USA, ­wtedy to była wyjątkowa okazja. Pracowałam w wakacje i w czasie ferii, żeby nie zaniedbywać nauki. Najpierw pojechała ze mną mama, potem opiekowała się mną agentka. Na pewno los mi sprzyjał, nie spotkało mnie nic złego ani trudnego. Chociaż jak dziś o tym myślę, to jednak byłam jeszcze dzieckiem... W końcu trzeba było podjąć decyzję: czy idę do liceum, czy w ten, jak mówisz, wielki świat.

Zawsze wiedziałaś, że jesteś ładna?

Raczej myślałam, że jestem za chuda i mam końską urodę. Zatem – nie.

Mówi porównywana do Beaty Tyszkiewicz wysoka blondynka o pięknej twarzy.

Musiałam walczyć z tym stereotypem. Przestałam niedawno, kiedy wydałam płytę i udowodniłam, że można zrobić to po swojemu, niekoniecznie wkładając w to wieloletnie doświadczenie czy wyuczone umiejętności, raczej: serce i wytrwałość. Może wreszcie zaczęto mnie inaczej postrzegać, a może to ja zaczęłam patrzeć inaczej na tych, którzy mnie oceniają.

Martyna Galla

Jak inna jesteś jako autorka piosenek i jako aktorka?

Kiedy śpiewam, jestem sobą, nie zakładam masek, opowiadam historie, które są o mnie. To pocztówki z mojego życia albo z bliskiego mi otoczenia. Jako aktorka wcielam się w postać, to już jest kreacja.

Twoja muzyka jest kojąca, radosna, szczera. A Ty jesteś beztroska?

Nie, nie sądzę. Choć często tak jestem odbierana. Jestem pracoholiczką i perfekcjonistką, co niekiedy przyprawia mnie o ból głowy. Mam mocno zakorzeniony etos pracy, punktualność. Chyba wynika to z mojej aktorskiej przeszłości. Zaczynałam pracować, mając 11 lat, w teatrze, zaraz potem w serialach. O piątej rano czekał na mnie samochód, którym jechałam na plan, nie mogłam się spóźnić. Wszystko miało z góry ułożony rytm. To mnie nauczyło poczucia obowiązku. Teraz trochę uczę się odpuszczać, bo z małą ciężko na sztywno zaplanować życie. Ale chcę w sobie ­odnajdywać te beztroskę. To dziecko we mnie.  

Łatwo jest z Tobą żyć?

Myślę, że nie. W dużej mierze jestem narcyzem...

Może to poczucie własnej wartości?

Możliwe! My, kobiety, zawsze lubimy się lekko zdeprecjonować. Ale ze mną nie ma sielanki, to raczej nie lada wyzwanie. Wymagam dużo od siebie i tak samo traktuję swoje otoczenie, ale w zamian potrafię bardzo dużo z siebie dać.

Martyna Galla

A łatwo zasłużyć na Twoje zaufanie?

Różnie, mam dobrą intuicję. Najbliżsi są ze mną od lat, nigdy nie zostałam emocjonalnie zdradzona przez bliską mi osobę, więc chyba mam nosa do ludzi. Otwieram się też na nowe relacje, w Gdańsku poznałam wspaniałe kobiety i bardzo sobie cenię takie damskie przyjaźnie.

Skąd się biorą?

Są wszędzie. Wystarczy tylko uważnie obserwować. Jakiś czas temu, lecąc samolotem, przyglądałam się przepięknej dziewczynie z dwojgiem dzieci i mężem. Byłam nią zafascynowana, tak po prostu. Rok później właśnie ta dziewczyna napisała do mnie, że słucha mojej płyty, że jest wzruszona i wybiera się na koncert. Pamiętałam ją z tego wspólnego lotu. Dziś jesteśmy bardzo blisko, a ja miałam możliwość poznać jej wewnętrzne piękno. Niezła historia, prawda?

Wolisz to, co było, czy to, co jest?

Najbardziej lubię to, co dopiero będzie.