Ma niesamowitą siłę. Zamach nie powstrzymał jej przed dalszą walką – powiedział szef europarlamentu Martin Schulz, ogłaszając werdykt. Chwilę później Malala wystąpiła w CNN: „Marzyłam, by zostać lekarką. Już nie chcę. Zostanę politykiem. By pomóc wszystkim w swoim kraju”. Nastolatka, która była jedną z kandydatek do tegorocznego Pokojowej Nagrody Nobla, na razie mieszka w Wielkiej Brytanii. Nie po to, by się ukrywać, ale by móc chodzić do szkoły i nadal walczyć o prawa kobiet. Choć tych, którzy ją postrzelili, do dziś nie złapano, ma nadzieję, że wróci do Pakistanu. – Nie należę do Zachodu – mówi.

KSIĄŻKI POD CHUSTĄ
3 stycznia 2009 roku na blogu 11-latki pojawił się pierwszy post: „Miałam straszny sen o helikopterach i talibach. Mama zrobiła mi śniadanie i poszłam do szkoły. Bałam się, bo talibowie wydali edykt zakazujący nauki dziewczynkom. W drodze jakiś człowiek powiedział do mnie »zabiję cię«. Przyspieszyłam. I mocniej otuliłam się chustą”. – Kiedy się urodziła, zakochałem się w niej bez pamięci – wspomina jej tato Ziauddin Yousafzai, poeta, dyrektor sieci prywatnych szkół, pakistański opozycjonista. To on wybrał córce imię. Na cześć XIX-wiecznej afgańskiej poetki i bojowniczki. Malala poznała Koran, ale ojciec uczył ją też angielskiego i fizyki. Miała zaledwie dziesięć lat, gdy ośmieliła się powiedzieć, że nie chce prawa szariatu. Tego, które każe kobietom nosić burki, a zakazuje się uczyć, samotnie chodzić na zakupy.

STRZAŁY W AUTOBUSIE
Może odważne poglądy głosiłaby do dziś tylko wśród koleżanek, gdyby nie pakistański reporter BBC Abdul Hai Kakkar. Szukał kobiety, która opisze życie pod rządami talibów. Ta, którą znalazł, wycofała się, przestraszyła gróźb. Wtedy zgłosiła się Malala. Ojciec ją poparł. Przyjęła pseudonim Gul Makai. Pisała potajemnie odręczne notatki. Kakkar skanował je, przesyłał do Londynu. „Chowałam książki pod chustą, by nie zabrali ich talibowie”, „Widziałam w mieście pozbawione głów zwłoki niepokornych” – to jej wpisy. Tato prosił, by zmieniła szkolny mundurek na codzienne ubranie. Tak bezpieczniej. „Wybrałam różową sukienkę” – napisze. Wkrótce w dolinie Swat, w której mieszkała, talibowie wysadzili kilkaset szkół, do których chodziły dziewczynki. „Boże, daj pokój dolinie. A jeśli nie, to sprowadź tu Amerykanów albo Chińczyków” – to ostatni post. 9 października 2012 r. wracała do domu szkolnym autobusem. Zatrzymali go zamaskowani mężczyźni. „Która z was to Malala? Gadajcie, bo zabiję wszystkie!” – krzyknął jeden. Dziewczynki milczały, ale odruchowo zerknęły na Malalę. Talib strzelił raz. Kula przeszła przez czoło, mózg, policzek i utkwiła w ramieniu. Helikopter przewiózł Malalę do szpitala. Operacja trwała trzy godziny. – Jeśli pójdziecie w jej ślady, czeka was to samo! – straszył rzecznik ekstremistów Huma Yusuf. Jednak to, co stało się z Malalą, dodało Pakistankom sił. – Każda dziewczynka w dolinie to Malala! Będziemy się uczyć same. Nie złamią nas! – powiedziała w wywiadzie jej koleżanka.