Właśnie skończyłam czytać „Betonowy pałac” i mam syndrom odstawienia. Jak Ty się czułaś, kiedy skończyłaś pisać tę książkę?
GAJA GRZEGORZEWSKA Też miałam syndrom odstawienia! Czasem trudno mi wrócić do rzeczywistości. Pisząc powieść, cały czas o niej myślę. Biegając czy jadąc na rowerze po zakupy, przetwarzam w głowie losy bohaterów. Momentami stają się bardziej realni niż otaczający mnie prawdziwi ludzie. Dlatego po oddaniu skończonej powieści czuję się pusta i osamotniona. Jak matka, która wysłała dziecko na studia do innego miasta. Przeżywam te moje książki, a zwłaszcza ostatnią, bo pisałam ją w pierwszej osobie.

Na dodatek jako mężczyzna.
Główny bohater to Profesor, postać znana z mojej poprzedniej książki „Grób”. Mocno się z nim identyfikowałam i potem trudno mi było przestać nim być. W dniu, kiedy wysłałam skończoną książkę, poszłam do knajpy, żeby odreagować, i prawie wdałam się w bójkę, bo byłam tak naładowana testosteronem. Mój chłopak uświadomił mi, że kiedy odrywałam się od pisania, żeby z nim porozmawiać, zmieniał mi się akcent. „Dymiłam” do niego jak chłopisko z osiedla!

Aktorzy często opowiadają, że wchodzą w rolę. Nie grają, tylko stają się postacią.
Zdecydowanie tak się czuję, kiedy piszę.

Fajnie być facetem?
Ja się czułam świetnie. To było ciekawe doświadczenie. Osobiste i literackie. To pewnie jakieś moje ukryte pragnienia, żeby czasem być chłopakiem. Już jako dziecko tak miałam, rodzice na moją prośbę mówili do mnie „Krzychu”. Myślę jednak że byłabym okropnym kolesiem. Jako facet chodziłam na dziwki, wdawałam się w bójki, zalewałam w trupa, popisywałam, unikałam odpowiedzialności, traktowałam kobiety przedmiotowo. Znakomicie się bawiłam!

Delikatna, ładna blondynka pisze brutalne, męskie kryminały. W każdym występuje detektyw Julia Dobrowolska i znowu sprzeczność: superkobieca blondynka, która jednym ruchem kładzie na ziemię przeciwnika.
Kobiety są pełne sprzeczności. Nawet te wyjątkowo sil- ne, pewne siebie i racjonalne miękną przy mężczyznach. Dałam Julii mój język, ja też dużo przeklinam. Uwielbiam polskie przekleństwa, bo są wyjątkowo pomysłowe i mocno brzmią. Lubię się nimi bawić. Julia jest mocna, nie tylko w słowach. Potrafi też dać w ryj.

A Ty potrafisz dać w ryj?
Cóż, zdarzyło mi się. Dostać niestety też.