Film "Królowa Kier" w reżyserii May el-Toukhy swoją premierę miał na słynnym Sundance Film Festival, gdzie otrzymał nagrodę publiczności. Duńsko-szwedzka produkcja już kilka tygodni temu trafiła również do polskich kin, co więcej, wszędzie gdzie ten tytuł się pojawia, wywołuje niemałe poruszenie. Powód? Niezwykła historia, niesamowite zdjęcia oraz świetna obsada. 

Ona (w tej roli Trine Dyrholm) jest empatyczną  i atrakcyjną prawniczką specjalizującą się w sprawach nieletnich (głównie broni ofiary molestowania i przemocy), on cenionym lekarzem. Mieszkają w pięknym domu w Danii, mają dwie córki, bliźniaczki. Idylla? Nie do końca. Wydawałoby się, że w ich życiu nie ma problemów. Okazuje się, że pod powierzchnią tej rodzinnej idylli, czegoś jednak brakuje. Namiętności. Tej iskry, sprawiającej, że chcemy żyć w pełni. Nagle pojawia się pewne zamieszanie, w postaci syna Petera z pierwszego małżeństwa. Pasierb (Gustav Lindh) trafia do nich ze Szwecji, ponieważ chłopak sprawia problemy wychowawcze. Gustav nie jest już nastolatkiem, ale jeszcze nie dorosłym. Stoi u progu kolejnego etapu życia. Od początku nie dogaduje się z własnym ojcem (Magnus Krepper), a po jego przeprowadzce w willi dochodzi do włamania. Z czasem pojawia się nić porozumienia pomiędzy Gustavem i Anne. Zaczyna się niewinnie od wspólnej zabawy w wodzie. Potem są rozmowy do późna nocy, robienie tatuażu domowym sposobem, coraz mniej przypadkowy dotyk. Chłopak przypomina kobiecie, jak to jest być młodym i szalonym, pokazuje także czego jej brakuje, a mianowicie partnera. Peter ciągle przesiaduje w pracy czy pracuje w domu nad kolejnym artykułem naukowym, nawet podczas wakacji córek. Nie angażuje się tyle, ile powinien. Ale to raczej wymówka. To Anne robi pierwszy krok i zmienia status relacji z synem męża. Tak, to nie młody mężczyzna dąży do zbliżenia, tylko o wiele starsza od niego kobieta. Najpierw pod wpływem alkoholu, potem matka bliźniaczek już całkiem świadomie angażuje się w ten "związek", wiedząc że w świetle prawa jest on nielegalny. Początkowo 17-latek jest zaskoczony tym, co robi Anne, ale szybko godzi się na więcej. Znajduje swoje miejsce w rodzinie, choć relacja między domownikami szybko staje się toksyczna i niemoralna. Skradzione pocałunki, zakazany seks, gdy męża nie ma w domu a dziewczynki bawią się w ogrodzie czy zbliżenia w lesie nieopodal posiadłości - tak spędzają razem czas pasierbi macocha. Stereotypowa historia? Nic bardziej mylnego, gorące emocje mieszają się z pięknymi, ale sterylnymi wnętrzami willi. Tutaj nic nie jest do końca pewne. Główna bohaterka wie, że robi źle. Dodatkowo, chociaż nie potwierdza wprost, dowiadujemy się, że w młodości sama była ofiarą molestowania.

Oczywiście w pewnym momencie wszystko wychodzi na jaw. Ale co zaskakujące, a nawet szokujące, kobieta zrobi wszystko, żeby nie stracić rodziny i tego, co budowała przez tyle lat. Nawet posłuży się kłamstwem (i to niejednym), a konsekwencje tych działań będą ogromne dla całej rodziny. A może tylko dla jej męża? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Anne w przeciągu kilku chwil staje się doskonałą manipulatorką, grającą na emocjach Petera oraz początkowo niepokornego Gustava. Obaj stają się jej ofiarami. A sam widz pozostaje wstrząśnięty jej działaniem z zimną krwią. Do końca.