MICK ROCK: CZŁOWIEK, KTÓRY SFOTOGRAFOWAŁ LATA 70.

Chyba nie można sobie wyobrazić lepszego nazwiska niż Rock dla fotografa najważniejszych gwiazd muzyki (przede wszystkim rockowej). Biorąc pod uwagę, że nazwisko nie jest ksywą i nie zostało przyjęte, „żeby lepiej brzmiało”, można się zgodzić z tym, że we wszechświecie nie ma przypadków. 

Mick Rock urodził się w 1948 roku. Od dziecka lubił muzykę, ale też literaturę. Nadal uwielbia pisać, stąd długie przedmowy w jego fotograficznych albumach.

Wszystko zaczęło się w Cambridge, gdzie studiował m.in. średniowieczne pisma. Wtedy zakochał się również w poezji Rimbaud’a czy Baudelaire’a. Ale nie tylko w niej. Zakochał się też w lokalnej scenie rockowej, a tylko kwestią czasu pozostało, kiedy zacznie ją fotografować. W Cambridge poznał też Syda Barretta – współzałożyciela legendarnej grupy Pink Floyd (piosenka „Shine on you crazy diamond” opowiada właśnie o nim). Kilka lat później Barrett stanął przed obiektywem Rocka. Powstała wtedy sesja do jego solowego albumu „The Madcap Laughs”. Ten wizerunek Syda przeszedł do historii. 

Mick Rock, 2005 rok.

Hedonistyczny tryb życia, zawsze długie włosy i okulary przeciwsłoneczne – oto Rock. Szybko nawiązał współpracę z Davidem Bowiem. Robił zdjęcia podczas koncertów, wyreżyserował również teledysk do przełomowej „Life on Mars”. „Bowie pomógł mi w karierze”, mówi. Faktycznie, muzyk poznał go z Lou Reedem i Iggym Popem. Rock zaprzyjaźnił się z każdym z nich, dlatego pozwalali mu na wiele. I dlatego mogły powstać tak wyjątkowe zdjęcia. To on jest autorem czarno-białej okładki „Transformer” Lou Reeda, płyty „Queen II” grupy Queen czy „End of the Century” The Ramones. Debbie Harry na krwisto-czerwonej ścianie to również jego pomysł. „Debbie to Marylin Monroe punka”, śmieje się Rock. 

Przed każdymi zdjęciami ćwiczy jogę – konkretnie jogę kundalini, jej najbardziej mistyczną odmianę. Potem, gdy bohater staje przed jego kamerą, Rock natychmiast „zakochuje się w nim na czas sesji”. 

Mówi się o nim, jako o człowieku, który sfotografował lata 70., ale gdy to słyszy, trochę się krzywi. W końcu nadal jest aktywny, a jego zdjęcia Karen O, Lany del Rey, Kate Moss, Alexa Kapranosa czy Daft Punk to również część legendy. 

Mick Rock opowiada o swoim życiu w dokumencie „Shot! The Psycho-Spiritual Mantra of Rock” na Netfliksie. Dokument jest o tyle niezwykły, że prowadzony przez samego Micka, który opiera się głównie na jego własnych wspomnieniach i przywoływaniu Davida Bowie’ego i Lou Reeda. Jest psychodelicznie, a fotograf mówi nie tylko o swoich sesjach, ale również doświadczeniach z używkami, które pewnego razu skończyły się prawie tragicznie… Dziś warto zaglądać na jego profil na Instagramie, na którym Rock jest bardzo aktywny. Regularnie opowiada tam na tzw. live’ach historie powstania wybranych zdjęć. 

HARRY BENSON: OD FRUWAJĄCYCH PODUSZEK PO MORDERSTWO

Harry Benson, 2016 rok.

Harry Benson, który urodził się w 1929 roku w Szkocji, jest fotoreporterem. Wyrzucono go ze szkoły w wieku 13 lat, bo – jak sam opowiada – „był głupkiem”. Pierwsze zdjęcie udało mu się opublikować już 1946 roku, w lokalnej gazecie, ale to lata 60. stały się najważniejszą dekadą dla rozwoju jego kariery. Był 1964 rok, kiedy został wysłany do Paryża, żeby sfotografować Beatlesów. Niechętnie odniósł się do zadania, bo specjalizował się przecież w trudnych reportażach społecznych, miał właśnie jechać do Ugandy. Uważał się za poważnego reportera, a muzyka była przecież taka niepoważna. Jednak naczelny był nieugięty. Pojechał. Benson tak wspomina ten moment: „W hotelu Georges V Paul popijał brandy. Zawsze pijał drogie alkohole. Nagle zaatakował go poduszką John. I się zaczęło. Gdy Paul uderzał Johna, a John George’a, wtedy nacisnąłem migawkę”. Naciskał ją wielokrotnie, i powstało to jedno ucięcie – najlepsze, które przeszło do historii. 

Nie tylko Benson był zadowolony, ale czwórka z Liverpoolu również. Postanowili więc zabrać go w trasę po Stanach Zjednoczonych. Tam powstały inne słynne zdjęcia, jak choćby to, na którym Muhammad Ali wymierza cios Beatlesom. Z efektu szczególnie niezadowolony był Lennon. „Zrobiłeś z nas głupków”, powiedział. Po tej sesji Beatlesi przestali się do niego odzywać. Obraza trwała (tylko lub aż) miesiąc. 

Benson fotografował również backstage pokazów Halstona, Ralpha Laurena, Donny Karan, Vivienne Westwood, Yves’a Saint Laurenta, Pierre’a Cardina, Valentino… Ale do kolekcji najsłynniejszych zdjęć należą zdjęcia Michaela Jacksona w łóżku, chwili przed pocałunkiem Hillary i Billa Clintonów, Elizabeth Taylor tuż przed i po operacji mózgu. I TO zdjęcie – moment po śmiertelnym postrzeleniu senatora Roberta F. Kennedy’ego w hotelu The Ambassador. Benson przyznaje, że był to wyjątkowo trudny moment, ale na tym przecież właśnie polega praca fotoreportera – zachowaniu historii dla potomności. Zapytany w jednym wywiadów, czy żałuje, że nie zrobił jakiegoś zdjęcia, odparł, że żałowałby, gdyby nie zrobił zdjęcia w momencie morderstwa Kennedy’ego.

Osób, które stanęły przed jego obiektywem było tyle, że trudno je zliczyć. Najlepiej więc przyjrzeć się zdjęciom z bliska w dokumencie „Harry Benson: Shoot First!” dostępnym na Amazon Prime

ROBERT MAPPLETHORPE: PONIEDZIAŁKOWE DZIECKO

Robert Mapplethorpe, 1987 rok.

Nie byłoby Patti Smith bez Roberta Mapplethorpe’a. Jak i nie byłoby Roberta bez Patti. Jedna z najbarwniejszych par w historii popkultury poznała się po raz pierwszy w pokoju hotelowym, a potem w nowojorskiej księgarni Brentano’s, w której pracował Mapplethorpe, ale również Patti. Potem byli już nierozłączni, próbowali dostać się do modnych punkowych klubów, wejść do grona nowojorskiej bohemy. Nie zajęło im to dużo czasu. O Robercie Smith pisze pięknie w „Poniedziałkowych dzieciach” – może być to pierwszy krok do poznania tego wybitnego fotografa. Jej legendarne już zdjęcia zdobiące tomik poezji „Witt”, album „Horses” czy „Wave” to wszystko dzieła Roberta. 

Ale to czernią i bielą zasłynął, aktami totalnymi o tak bardzo ekstremalnej geometrii. I wzbudzał coraz większe kontrowersje. Zaczął od polaroidów, fascynowali go dadaiści, szczególnie Duchamp. Kierunek obrał dobry, bo pierwszą wystawę indywidualną zorganizowano mu już w 1973 roku w Light Gallery. 

Jego martwa natura była zawsze niezwykle sensualna. A męskie genitalia przypominały lilie. Ale uwielbiał fotografować też inne części ciała: brzuch, uda, piersi. Te zdjęcia są niemal rzeźbiarskie. 

Za estetyzację męskiego przyrodzenia i zainteresowanie obrazem sado-maso dostawało mu się od konserwatystów. Mówili, że jego prace są szokująco obrazoburcze. „Nie lubię słowa szokujący”, burzył się Mapplethorpe. „Szukam raczej czegoś niespodziewanego. Czegoś, czego wcześniej nie widziałem. A nagle znalazłem się w odpowiednim czasie, żeby to zdjęcie powstało. Czułem obowiązek, żeby je zrobić. Reakcje są różne. Niektórzy są wściekli, a inni postrzegają je jako prawdziwą eksplorację ludzkiego ciała, seksualności i pożądania”, tłumaczył.
W latach 80. Wszyscy zachwycali się Mapplethorpe’em, a przed jego obiektywem stawali Andy Warhol, Peter Gabriel, Isabella Rossellini czy Grace Jones, którą do sesji specjalnie malował Keith Haring. 

Mapplethorpe zmarł w 1989 roku, wcześniej wykryto u niego AIDS, chorobę, która dotknęła mnóstwo jego przyjaciół w latach 80. Sam do końca wierzył, że pokona śmierć. Jego biografię można oglądać w filmie z Mattem Smithem w roli głównej „Mapplethorpe” na HBO GO oraz w dokumencie „Look at the picture” dostępnym na Hulu.

„Look at the picture” Hulu

BRIAN DUFFY: CZŁOWIEK, KTÓRY SFOTOGRAFOWAŁ LATA 60.

"Aladdin Sane", okładka płyty Davida Bowiego autorstwa Briana Duffy'ego

Tak, jak Mick Rock jest tym, który sfotografował lata 70., tak poprzednią dekadę, obok Davida Baileya, sfotografował Brian Duffy. Ten sam, który powiedział, że „fotografia skończyła się w 1972 roku”, bo potem nic innowacyjnego już nie zobaczył. 

Duffy był najwybitniejszym kronikarzem swingującego Londynu. I miał idealne oko do mody. Nic dziwnego, bo przecież sam od projektowania mody zaczynał. Skończył St. Martins, a w latach 50. dostał nawet propozycję pracy w Paryżu, w pracowni Balenciagi. Odrzucił ją jednak, bo jego żona June była w ciąży z najstarszym synem, Chrisem. Poza tym, jak sam mówił, „fotografia była łatwiejsza niż rysowanie”.  Szybko więc zaczął fotografować londyńską ulicę, modelki. „Chciałem, żeby kobiety wyglądały dobrze. To mnie intrygowało. Jak sprawić, żeby modelki wyglądały tak, jakby ubrania, które prezentowały, należały do nich”. Udało się, bo dwukrotnie zapraszano go, by portretował kalendarz Pirelli.

Duffy nie należał do przyjemniaczków – trudno się z nim pracowało, co potwierdzali współpracownicy, jak i same modelki. Słynna jest historia, gdy pewnego razu na planie dziewczyna paliła papierosa, po czym Duffy opróżnił popielniczkę wprost do jej torby. Ale przełomowy miał się okazać pewien dzień 1979 roku. Tuż przed sesją do Duffy’ego zgłosił się jeden z asystentów, aby poinformować, że w studiu skończył się papier toaletowy. „Zdałem sobie wtedy sprawę, że podejmowałem decyzje dotyczące… papieru toaletowego. Pomyślałem – to musi się skończyć. Albo zamorduję swój zespół, albo popełnię samobójstwo, albo wszystko to spalę. Miałem dosyć”, mówił w jednym z wywiadów. Nie przesadzał. I zdecydował się na ten ostatni krok – zebrał klisze i odbitki w jednym miejscu i podłożył ogień. Jak się jednak okazało nie tak łatwo było ten kopiec spalić, a jeśli już zajmował się ogniem, wytwarzał gryzący dym. Sąsiedzi natychmiast kazali ugasić pożar, więc wściekły Duffy spakował wszystko do pudełek i wyniósł na strych. Nigdy więcej nie zrobił żadnego zdjęcia.

Dopiero w 2007 roku jego syn, Chris natknął się przez przypadek na pudełka. Zachwyciła go zawartość i namówił ojca, by zgodził się na zorganizowanie pierwszej w karierze wystawy. Wśród zdjęć znalazły się m.in. portrety Michaela Caine’a, Johna Lennona, Williama Burroughsa, Niny Simone, wielu polityków i okładki albumów Davida Bowie’ego. Znakomite okładki „Lodger” i „Scary Monsters” to jego prace. Ale tą najważniejszą była „Aladdin Sane” – z legendarnym czerwono-niebieskim piorunem na twarzy. Jedno z najważniejszych, najczęściej reinterpretowanych zdjęć we współczesnej kulturze popularnej.
Całą drogę Briana Duffy’ego można obejrzeć na oficjalnym kanale Duffy Archive na Vimeo w dokumencie „Duffy: The Man Who Shot the Sixties”.

SEBASTIÃO SALGADO: ZIEMIA W CZERNI I BIELI

Sebastião Salgado, 2014 rok.

Sebastião Salgado to brazylijski dokumentalista i reportażysta. Jego zdjęcia, które powstawały w 120 krajach, mają w sobie hipnotyzujący niepokój. Są pełne szczegółów, bardzo niewygodne, poruszają najczęściej tematy społeczne. Do granic nasycone, mocne obrazy z przepięknym światłem zostają w głowie na zawsze. I co najważniejsze – nie dają spokoju.

Salgado miał być ekonomistą. Skończył nawet odpowiednie studia na uniwersytecie w São Paulo. Ale już w 1973 roku, w wieku 29 lat, postanowił rzucić ekonomię i zająć się tylko fotografią. 

Salgado swoimi projektami i albumami zwraca uwagę nie tylko na naturę i jej zmiany, ale również na różne twarze ludzkości, niesprawiedliwości, konflikty wojenne, głód, wykorzystywanie i niewolnictwo XX i XXI wieku – jak choćby problem robotników na plantacjach kawy i w kopalniach. Brazylijczyk jest bardzo wymagający i trzyma się swoich zasad. Dużo mówi o tym, że kiedyś zdjęcia były czymś namacalnym, dziś są tylko chmurą. I że Photoshop to oszustwo

Niezwykły portret artysty naszkicował Wim Wenders razem z synem Sebastião – Julianem Ribeiro Salgado. W dokumencie „Sól Ziemi” znajdziecie nie tylko obraz niezwykle ciekawego życia fotografa, ale także historie jego zdjęć. Film obejrzycie do 18 maja na Ninateka.pl

GUY BOURDIN: MODA NIEMOŻLIWA

Wystawa na cześć Guya Bourdina w londyńskim Somerset House, 2014 rok.

Wszystko, co możliwe i niemożliwe znaleźć można na zdjęciach Guy’a Bourdina. Niewielu w XX-wiecznej fotografii było takich prowokatorów, jak on. Na dodatek arogantów. Uzupełniali się z Helmutem Newtonem, zmieniając oblicze fotografii modowej, przy okazji tworząc obrazy całkowicie różne. „Gdybym działał tylko ja, a Bourdin’a by nie było, albo gdyby działał tylko on, a nie byłoby mnie, nasza siła nie byłaby tak wielka”, komentował Newton. A Bourdin to prawdziwie radykalna alternatywa.

Był jeszcze dzieckiem, gdy zostawiła go matka. Podobno to wydarzenie miało odbić się na nim tak bardzo, że jako mężczyzna kobiety traktował fatalnie. Przez całe życie ciągnął się za nim smutek odrzucenia, więc podczas sesji wychodził z niego tyran. Słynne zdjęcie z modelkami całymi w perłach, dziewczyny niemal przypłaciły własnym życiem. Bourdin, szalony perfekcjonista, kazał wysmarować ich ciała klejem i przyklejać perły jedna obok drugiej. W wyniku tego, ich skóra przestała oddychać, kobiety zaczęły się dusić, z czego fotograf nie zdawał sobie sprawy. Gdy straciły przytomność, kierownik planu kazał natychmiast przerwać sesję, na co Bourdin odpowiedział tylko, że „pięknie byłoby mieć je martwe”. Na szczęście modelkom nic się nie stało. Ale takich historii było więcej. Nic dziwnego, w końcu z fotografii Bourdin’a wyziera pożądanie, ale i śmierć.

Zachwycał hiperrealizmem przesiąkniętym surrealizmem. Czuć w jego pracach wpływy Mana Raya, którego zresztą nachodził siedmiokrotnie – sześć razy odbił się od drzwi, gdy otwierała żona Raya. Za siódmym razem otworzył artysta i wpuścił go do środka. Ale oprócz Raya są też inne inspiracje: Balthusem, Magritte’em, Westonem. Każde zdjęcie to odrębna historia i kolor. Nic dziwnego, że o kampanie Bourdin’a ubiegały się najpotężniejsze marki na świecie, jak Chanel czy Pentax. 

Jak stworzyć obrazy niemożliwe bez Photoshopa (to dlatego kiedyś kazał barwić morze, żeby było bardziej niebieskie, a gdy fale niszczyły efekt, odwołał sesję – „to kosztowało nas mnóstwo pieniędzy”, komentowała Grace Coddington)? Tego można się dowiedzieć z dokumentu „Dreamgirls: the Photographs of Guy Bourdin”.

RANKIN: OUTSIDER

Rankin i Heidi Klum, 2017 rok.

Współzałożyciel takich kultowych tytułów prasowych, jak „Dazed & Confused”, „AnOther”, „Hunger”, „Rank”. Fotograf mody, który mody nie lubi, ba – czuje się w środowisku, jak outsider. Brytyjczyk lubi komercję, ma cięty język i ciągle eksperymentuje. Portret britpopu lat 90. to przecież jego sprawka. 

Kogo on nie fotografował? Przed jego obiektywem stanęli Jude Law (to słynne zdjęcie z Ronaldem McDonaldem), Kate Moss, Robert Downey Jr., królowa Elżbieta, Madonna, David Bowie (z wyszczerzonymi zębami), Keith Richards, The Rolling Stones, Spice Girls (stojące tyłem!), Bono, Eva Green (w zieleni – nie inaczej!), Hugh Grant (z manekinem), Richard Ashcroft, Blur… To nawet nie promil postaci, które pozowały w jego studiu.

Rankin jest też autorem zdjęcia okładkowego z debiutanckiej płyty Duy Lipy, kampanii Triumph z Liv Tyler, kolekcji Madonny dla H&M czy Daniela Craiga dla Omegi. Jednocześnie zaangażowany jest w wiele projektów społecznych, podnoszących świadomość. O jednym z nich opowiada dokument „Hunger TV: Rankin Live Sky Arts”.