To po prostu musiało się udać! Bo kto inny mógłby wyreżyserować współczesną wersję Wednesday Addams? Tylko Tim Burton. Filmowiec zachwycał nas takimi filmami jak "Edward Nożycoręki", "Sok z żuka", "Jeździec bez głowy", "Alicja w krainie czarów", Charlie i fabryka czekolady" czy animacjami "Gnijąca panna młoda" oraz "Miasteczko Halloween". Teraz Amerykanin próbuje swoich sił w serialu o kultowej postaci, jaką jest Wednesday. Jak mu się pracowało na planie produkcji Netflix? I dlaczego uważa, że tylko Jenna Ortega mogła wcielić się w tytułową postać? 

Rodzina Addamsów jest częścią popkultury i to od kilku pokoleń. Co cię przekonało do zrobienia o nich serialu, a zwłaszcza o Wednesday Addams?

Zawsze byłem fanem rysunków Charlesa Addamsa. Moją pierwszą miłością były kreskówki i rysunki "Addams Family", dlatego od dawna jestem fanem. Po prostu podobał mi się ten koncept. Uważam, że wszystkie rodziny są dziwne, a rodzina Addamsów jest symbolem tego, co myślę o rodzinach. Nigdy nie poznałem żadnej, która nie miałaby dziwnych cech. Szczególnie kocham Wednesday. Oczywiście nie jestem nastolatką, ale myślę, że w poprzednim życiu mogłem nią być, ponieważ gdy przeczytałem (scenariusz, przyp. red.) to czułem, że ta bohaterka podziela mój światopogląd. Uwielbiam to co stworzyli Alfred Gough i Miles Millar. Czułem jakby to napisali właśnie dla mnie. Było to dosyć dziwne uczucie. Po prostu utożsamiam się z Wednesday. Przywołało to emocje, które przeżywasz w szkole - poczucie obcości i tego, że nie pasujesz do reszty. Też tak miałem. Szkoła, terapia, rodzice, to co myślisz o swoich bliskich. Bardzo mocno to do mnie przemówiło i to na wielu płaszczyznach.

A jak wyglądała współpraca z showrunnerami serialu, Alfredem Goughem i Milesem Millarem? 

Jak już wspomniałem, kiedy przeczytałem scenariusz, to czułem się tak, jakby to napisali dla mnie. Było to dosyć dziwne. Nawet scena z piłką wodną - grałem w nią w liceum. Niestety moja kariera została przerwana przez złamaną rękę, więc nigdy nie zostałem profesjonalnym graczem. Było wiele elementów, które sprawiały, że czułem coś w stylu 'wow, oni chyba weszli do mojej głowy'. Czuliśmy się mocno zsynchronizowani i świetnie mi się z nimi pracowało.

Czym różni się ta wersja Wednesday Addams od poprzednich?

To, co zawsze uwielbiałem to to, że rodzina Addamsów była bardzo karykaturalna, co jest świetne, ale tutaj zrobiliśmy inaczej. Odkrywamy Wednesday jako całościową postać. Jest bardzo biało-czarną bohaterką. Widzi wszystkie rzeczy jako białe lub czarne, głównie jako czarne, ale znów, mogę się z nią utożsamić. To dłuższa forma i jest w niej więcej rzeczywistości, nie tylko magia, co kocham. Poznawanie dodatkowych odcieni w niej było ekscytujące. Jest teraz bardziej realną postacią, a my próbowaliśmy pokazać tę rzeczywistość. Zakres jej emocji jest mocno ograniczony, ale pod nimi kryje się wiele cieni. Mamy wielkie szczęście, że w obsadzie znalazła się Jenna Ortega. Bez względu na to, jak dobry jest scenariusz, bez odpowiedniej Wednesday, serial nie istniałby, z czego zdajemy sobie sprawę i wiemy, że mamy szczęście. Bo sam nie wyobrażam sobie innej Wednesday. 

Co Jenna Ortega wniosła do tej roli?

Jenna jest jedną z najbardziej utalentowanych osób, z jaką miałem okazję pracować. Jest jak aktorka kina niemego, w tym sensie, że potrafi tak wiele przekazać bez słów. Jej wypowiedzi są bardzo mocne, ma twardy punkt widzenia, ale pokazanie wszystkich subtelności czających się pod spodem było ekscytujące. To świetne, że oglądamy Wednesday jako starszą bohaterkę, bo zazwyczaj widzimy ją jako dziewczynkę. Cieszę się, że mogliśmy też pokazać te dziwne uczucia, które mają w sobie nastolatki, zwłaszcza że one często nie mijają wraz z wiekiem. Jenna nadała temu wszystkiemu prawdy. Ten motyw jest mi tak bliski, odkrywanie jak to ożywa było fascynujące.

Wiele twoich filmów pokazuje, co to znaczy być outsiderem lub odmieńcem. Jak ten wątek przejawia się w "Wednesday"?

Dla mnie Wednesday jest klasyczną outsiderką. I co zabawne, trafia do szkoły dla outsiderów. Jest wyrzutkiem w szkole dla wygnańców. To wspaniałe. Większość postaci ma w sobie coś dziwnego, więc fajnie było to zrównoważyć pokazując, że to Wednesday jest największym odmieńcem. Łatwo było mi się do tego odnieść, a praca przy takich tematach jest oczyszczająca, bo tak się właśnie czuję.

Sama Wednesday znana jest ze swojej fascynacji śmiercią i makabrycznymi tematami.

Czułem się z nią blisko związany, ponieważ gdy byłem dzieckiem bawiłem się na cmentarzu w pobliżu mojego domu. Uwielbiałem horrory i w pewien sposób sam czułem się wiele razy jak Wednesday. A to tylko część tego, kim ona jest, czy świat rodziny Addamsów. I znów, jest mi to bardzo bliskie.

W obsadzie znaleźli się też Catherine Zeta-Jones i Luis Guzman. Jak udało im się wejść w swoje role?

Mieliśmy dużo szczęścia, że Catherine i Luis zgodzili się na udział w serialu. Wróciliśmy do oryginalnych rysunków w tym sensie, że szukaliśmy pięknej, ale niedopasowanej pary, która jest w sobie bardzo zakochana. To właśnie mi się podoba w nich. To wręcz uderza, jak bardzo się różnią. Co więcej, myślę, że wiele dzieci nadal jest zawstydzonych swoimi rodzicami. Patrzysz na Catherine i Louisa razem i teraz wiesz, dlaczego Wednesday jest jaka jest. Ma to związek z jej rodzicami.

Scenografia jest ważną częścią rzeczywistości przedstawione w "Wednesday". Jak Ci się pracowało z Markiem Scrutonem?

Wspaniale było przyjechać do Rumunii, ponieważ to miejsce w jakiś dziwny sposób pasowało do świata rodziny Addamsów. Próba sprawienia, żeby Rumunia wyglądała jak Vermont była ciekawym wyzwaniem, ale wiedzieliśmy, że znaleźliśmy sporo dobrych lokalizacji. W studio mieliśmy specjalny pokój do budowania scenografii. Było też miejsce na wybudowanie miasteczka Jericho. Mark wykonał świetną robotę, poznaliśmy wielu świetnych artystów - rzeźbiarzy, malarzy. Praca z nimi była ekscytująca i pomagała aktorom. Wszystko ożyło i pomagało w budowaniu całego klimatu.

Ogromną częścią tego świata są też kostiumy. Od lat współpracujesz z Colleen Atwood.

Znamy się z Colleen bardzo dobrze, więc praca z nią zawsze jest wspaniała. Gdy mowa o Wednesday, to zwykle chodzi o jedną stylizację. Razem z Jenną staraliśmy się to nieco rozwinąć to, tworząc różne wersje looków, więc nie była to tylko ta jedna sukienka. Dało nam to większe pole do popisu. Zdajemy sobie sprawę, że z Wednesday kojarzy się jeden, charakterystyczny kostium, ale mieliśmy sporo zabawy zmieniając trochę jej garderobę, jak i fryzurę. Fajnie było próbować różnych rzeczy z Jenną, jednocześnie zachowując klasyczny klimat, charakterystyczny dla Wednesday.