Filmy to dla miłośnika mody wyjątkowe pokazy, z wybiegami o szerokości kinowego ekranu. Szczególnych uciech dostarcza kino historyczne czy chociaż osadzone w realiach odległych czasowo o co najmniej kilkadziesiąt lat. Uwagę zwracają dwie kwestie – oczywiste walory estetyczne kostiumów, a także ich historyczna zgodność. O ile pierwszy aspekt pozostaje kwestią gustu, tak, jeśli chodzi o epokową adekwatność – możemy tylko stwierdzić fakt.

Filmy kostiumowe. Przypominamy najlepsze produkcje >>

Kostiumy filmowe - wpadki na planie filmowym

Kto uczy się historii z filmów i seriali, powinien jednak uważać – na ekranie zdarzały się już spektakularne kostiumowe wpadki. W „Krzyżakach”, na ręce jednego ze statystów błysnął zegarek (chociaż nikt nie sprawdził, czy graną przez niego postać byłoby w ogóle stać na taki dodatek). O tym jak wielkie znaczenie mają filmowe kostiumy świadczyć może przykład „Jak zostać królem”. W jednej ze scen, Colin Firth ma na sobie kilt, na którym wprawne, szkockie oko dostrzec może, nie noszony od 1853 roku królewski wzór Balmoral, ale tartan zaprojektowany w 1997 roku, w dodatku irlandzki. Błąd ten wzburzył niektórych widzów na tyle, że ekipa filmowa przepraszała za swoją pomyłkę. Każdy, kto widział „Bravehart”, wolałby nie zadzierać z dumnymi Szkotami.

Tego rodzaju wpadki zdarzają się co jakiś czas, wywołując dyskusję o zgodności historycznych faktów w kinie. Co jakiś czas jednak pojawia się obraz, w którym kostiumowe „przekłamania” są nie wpadką, a zamierzonym działaniem twórców. Na ekranach kin wciąż jeszcze można (i warto!) zobaczyć „Faworytę” Yorgosa Lanthimosa. Śmiało można powiedzieć, że to pewnego rodzaju impresja na temat królowej Anny Stuart. Charakterystyczny, ekscentryczny styl reżysera wyczuwalny jest w tym filmie od pierwszej do ostatniej minuty. Tak jak sam twórca, dość specyficzna jest estetyka filmu. Bezsprzecznie jednak oko zawiesić można na zjawiskowych kostiumach, chociaż jeśli chodzi o wierność epoce, otwiera się tu ogromne pole do dyskusji.

Kostiumy filmowe Sandy Powell

Autorką tych filmowych kreacji jest nadworna kostiumograf Hollywood, Sandy Powell, dla której to nie pierwsze spotkanie z kinem historycznym. Swój talent pokazała już w „Kochanicach króla” czy „Zakochanym Szekspirze”. Co ciekawe, w obydwu tych filmach, Powell mocno uwspółcześnia historyczne stroje. Nie jest to jednak nieprzemyślane działanie czy filmowa wpadka. Zadecydowały względy estetyczne – wyobrażacie sobie, że w „Zakochanym Szekspirze”, w najbardziej emocjonujących scenach waszą uwagę zwracają przede wszystkim rajstopy bohatera granego przez Josepha Fiennesa? Powell też sobie tego nie wyobrażała, dlatego wydłużyła męskie żakiety, upewniając się, że panowie nie będą sprawiać wrażenia, jakby dopiero co zeszli z planu „Robin Hooda”. Żeby nadać młodemu Szekspirowi buntowniczego, a nawet grunge’owego looku, ubrano go w niebieską, skórzaną kurtkę, która obroniłaby się w dzisiejszych czasach. Zarówno w „Zakochanym Szekspirze” jak i „Kochanicach króla” historycy zwrócili uwagę na piękne, opadające miękkimi falami na ramiona włosy bohaterek. Efekt – zjawiskowy, a jednak w tamtych czasach, żadna szanująca się arystokratka nie zdecydowałaby się na takie upięcie. Jednak, jak zwykle w przypadku Powell – to właśnie wrażenie liczy się najbardziej. Uwspółcześnienie kostiumowego pejzażu ma nie tylko spełnić wizję ekipy filmowej, ale także naszą, a dokładnie widzów "do bólu" XXI-wiecznych.

Kostiumy filmowe w filmie "Faworyta". Stroje na miarę współczesnych arcydzieł?

Ta sztuka zdecydowanie udała się Powell w „Faworycie”. Tuż przed premierą, kostiumy z filmu podziwiać można było w londyńskim Kensington Palace, gdzie kręcono część scen. Dopiero kiedy przyjrzałam się z bliska sukniom dotarło do mnie, co w największym stopniu sprawia, że widziana na zdjęciach sukienka Emmy Stone z czasów, gdy była zaledwie królewską służką, jest tak niezwykle współczesna. Powell wykonała ją w całości… z dżinsów wyszperanych w second-handach! Z materiału, którego mimo różnych pokazanych w filmie ekscesów – nie mogło po prostu być na królewskim dworze w tamtych czasach. Czy to kolejny filmowy skandal tak, jak to było w przypadku kiltu, w którym dzielnie paradował Colin Firth? Ani trochę, dzięki tak prostemu zabiegowi, wizerunek Stone zyskuje na współczesności - nie jest po prostu „dwórką królowej Anny”, ale „dziewczyną z sąsiedztwa”. Po raz kolejny – Powell osiągnęła swój cel. Najbardziej jednak, wodze fantazji popuściła w przypadku panów – przerysowane peruki, makijaże i kostiumy tylko podkreślają równie przerysowane męskie intrygi oraz histeryczną wręcz walkę o władzę i dominację. Kiedy jednak myśli się o organizowaniu wyścigów kaczek, nietrudno wyobrazić sobie, że w takim przedsięwzięciu mógł wziąć udział tylko ktoś ze śmieszną fryzurą.

Powell to nie jedyna kostiumografka bawiąca się konwencją w filmach historycznych. Nie możemy nie wspomnieć o „Marii Antoninie” i strojach Mileny Canonero, za które Włoszka otrzymała wtedy Oscara. Film ten ogląda się jak wystawę paryskiej cukierni. Jak przyznaje sama Canonero, inspiracjami do stworzenia kreacji były zarówno sama epoka, ale też słynne makaroniki Ladurée. Skojarzenie skądinąd słuszne – w końcu to Marii Antoninie przypisuje się słynne słowa: „Nie mają chleba? Niech jedzą ciastka!”.

Filmowy kostium to odrębny rodzaj sztuki w ramach dzieła filmowego. Jego magia polega nie tylko na tym, że jest po prostu ładny – dobrze wykonana kreacja to dodatkowa "pomoc" dla aktora w budowaniu postaci. Nic w tym dziwnego – w końcu moda to manifest i jeden z najbardziej bliskich sposobów wyrazu – niezależnie od tego, czy mówimy o XVI czy o XXI wieku.