Reklama

Na początku lat 2000. Słyszę w radiu piosenkę „Siła sióstr” i eksploduję. Kupuję płytę i od rana do wieczora słucham Sistars. Jak większość Polski. Zespół tworzą Natalia i Paulina Przybysz wraz z Bartkiem Królikiem, Markiem Piotrowskim, Marcinem Ułanowskim i Przemkiem Maciołkiem. Z dnia na dzień stali się gwiazdami, na koncertach były tłumy, a ich muzyka i teksty piosenek objawieniem.

Dla milenialsów członkowie Sistars są absolutnie ikonicznymi postaciami. Jako zespół zrewolucjonizowali polską scenę muzyczną, zaszcze piając miłość do muzyki soul na skalę masową – mówi Gabi Drzewiecka, dziennikarka muzyczna, autorka programu „Gabi Drzewiecka zaprasza” w TVP 2. Kiedy zespół powstawał, Natalia i Paulina były nastolatkami. W ciągu chwili osiągnęły wielki sukces, doświadczyły popularności, na którą nie były gotowe. W 2007 roku zespół zawiesił działalność. Siostry zaczęły swoje solowe kariery. Rok temu Sistars zagrało kilka koncertów w ramach trasy Męskiego Grania. Reakcja publiczności była entuzjastyczna. Po prostu tęskniliśmy na ich twórczością. Tego lata też będziemy mogli posłuchać ich świetnej muzyki.

Paulina i Natalia Przybysz
Fot. Zuza Krajewska Zdjęcia: Zuza Krajewska

Z Natalią i Pauliną umawiam się w warszawskiej restauracji Barbara. Jest ranek, zamawiamy śniadanie. Zanim się orientuję, że powinnam już włączyć dyktafon, rozmowa zaczyna płynąć. I chociaż mam przygotowanych wiele pytań, szybko okazuje się, że nie potrzebuję wcześniej napisanego scenariusza. Dziewczyny są jak Tetris – jedna zaczyna, druga dopowiada. Rozumieją się wpół słowa, uzupełniają, mają swój kod. Wystarczy nie przeszkadzać i słuchać.

Czy jesteście przesądne?

PAULINA I NATALIA: Nie.

Czyli powiedzenie, że nie wchodzi się drugi raz do tej samej rzeki, Wam niestraszne?

NATALIA: Nie, przede wszystkim dlatego, że ta rzeka do końca nigdy nie jest taka sama i my też jesteśmy inne. W przesądy raczej nie wierzę, ale kiedy dorośli ludzie powiedzą mi coś ważnego, to ja z tym idę dalej w życiu. Na przykład 12 lat temu, przed pierwszą próbą reanimacji Sistars, Urszula Dudziak powiedziała mi o nas: „Wy musicie śpiewać razem, bo inaczej się pochorujecie!”.

PAULINA: Nigdy mi tego nie mówiłaś. A ja chorowałam parę razy! (śmiech)

NATALIA: Miałam słowa Urszuli cały czas gdzieś z tyłu głowy. I kontrolnie od czasu do czasu muszę zaśpiewać z Pauliną. Pewnie m.in. dlatego zaproponowałam Krzysiowi Zalewskiemu, byśmy razem były chórkami przy jego projekcie z piosenkami Niemena. A tak serio, to bardzo lubię śpiewać z Pauliną. Ona jest dla mnie najlepszą partnerką na scenie.

PAULINA: I vice versa. Teraz jesteśmy w trakcie prób do koncertów i wracamy do utworów, których nie grałyśmy ponad 20 lat. Zauważyłyśmy, że zgrywamy się z sobą na poziomie prawie biologicznym.

Teraz Wasze siostrzane granie smakuje inaczej?

NATALIA: Na pewno lepiej! Obie jesteśmy mądrzejsze, mamy większą autonomię i naprawdę możemy się skupić tylko na frajdzie grania razem.

PAULINA: Teraz, 25 lat później, na pewno czysto wokalnie umiemy też więcej.

NATALIA: Pomaga również to, że przez te wszystkie lata wyodrębniłyśmy się jako wokalistki. Paulina zajmuje się jazzem i chyba jest teraz najszczęśliwsza zawodowo. Prawda?

PAULINA: Niby tak, ale to nie chodzi o rodzaj, bo mam wrażenie, że kiedy czuję się wolna, nie śpiewam w jednym gatunku. Myślę, że tu chodzi o zmianę myślenia i uwolnienie się trochę od zewnętrznych decydentów – co ja właściwie powinnam śpiewać. W jazzie zawsze im bardziej i wyraźniej jesteś sobą, tym świetniej. Ufam swojemu wewnętrznemu poczuciu, czy coś jest w tej chwili dobre i moje, czy trzeba coś tu zmienić. Dlatego ostatni album „Insides” wydałam w moim osobistym wydawnictwie o afirmacyjnej dla mnie nazwie Calm Courage.

Dziś, po 25 latach, obie jesteśmy mądrzejsze. Mamy większą autonomię. Możemy skupić się tylko na frajdzie grania razem.

A teksty piosenek? Też inaczej je odbieracie?

PAULINA: To bardzo zabawne, bo jeśli chodzi o teksty tych ukochanych piosenek sprzed lat, to dopiero teraz je rozumiemy (śmiech). Teksty, które sama piszę, rozumiem inaczej po latach, kiedy do ich interpretacji dochodzą nowe doświadczenia. To bardzo ciekawe, jakby prorocze, kiedy na głębszym poziomie analizujesz coś, co już wiedziałaś jako młody człowiek.

NATALIA: Wtedy, jak śpiewałyśmy covery R&B i soul, byłyśmy młodymi dziewczynami, skupiałyśmy się prawie wyłącznie na muzyce. Dziś, kiedy one są dla nas o wiele łatwiejsze do za śpiewania, znamy dobrze angielski, wiemy, o czym to jest. W tych tekstach jest dużo slangu, seksu. Choć wciąż – jak na naszą obyczajowość – w języku polskim nie ma na to aż tylu słów co w angielskim. Te piosenki, mimo że mają po dwadzieścia parę lat, ciągle są progresywne.

Jeśli jesteśmy przy progresywności – macie świadomość, że to, co zrobiłyście razem z Bartkiem Królikiem i Markiem Piotrowskim jako Sistars, było totalnie nowoczesne i nowatorskie?

PAULINA I NATALIA: Tak!

PAULINA: Ale dotarło to do mnie długo po tym, jak przestaliśmy z sobą grać. Bo w trakcie tej przygody nie mieliśmy czasu na nic. Żyliśmy od koncertu do koncertu, od wywiadu do wywiadu, cały czas w trasie. A do tego byłyśmy bardzo młode, tak na prawdę jeszcze w okresie dojrzewania. Ja moje pierwsze koncerty z chłopakami śpiewałam jako 16-latka.

NATALIA: Dzisiaj, z perspektywy terapii, wiem, że wtedy zupełnie nie rozumiałam, co się ze mną dzieje i jakie emocje przeżywam. Nie pamiętam zbyt wiele z tamtego okresu. Byłam w odcięciu.

PAULINA: Ja też mam bardzo mało konkretnych wspomnień z tego czasu. Wspomnienie o Sistars było wycinkiem dzieciństwa. Potem miałam solową działalność, zostałam dwa razy matką, nie przestając robić muzyki. Ostatnio usłyszałam, że Sistars było największym osiągnięciem mojego życia. Można to tak oceniać z perspektywy komercyjnej, oczywiście, ale dla mnie to był początek artystycznego rozwoju. Im dalej w las, tym ciekawiej!

NATALIA: Miałam przebłyski w trakcie tej przygody, że dzieją się wielkie rzeczy. Jak wtedy, kiedy w Opolu ludzie śpiewali z nami „Sutrę”. Przeżywałam też wiele trudnych rzeczy – przepracowanie, wycięcie z jakichkolwiek znajomych, totalna samotność, joga jako jedyna deska ratunku w każdym hotelu. Radziłam sobie, jak mogłam. Ogoliłam np. głowę na zero – przecież to było wynikiem tego, że nie byłam w stanie udźwignąć wielu rzeczy, np. swojej kobiecości. Dziś więcej z tego rozumiem i potrafię powiedzieć, że Sistars było częścią mnie, było moje. Wtedy tego nie wiedziałam, bo mniej czułam.

PAULINA: Byłyśmy wtedy bardzo dzielne. Obie.

Pięknie śpiewałyście o siostrzeństwie. To dzięki Wam poznałam to słowo. Zdefiniowałyście sobie kiedykolwiek, co ono dla Was osobiście znaczy?

PAULINA: To jest jakoś wyryte w nas. Ja w swoim życiu zawsze miałam siostrę.

NATALIA: Tak, zawsze byłam starszą siostrą, niosłam tę rolę bardzo długo. Kiedy miałyśmy jakieś sprzeczki, to ja łaziłam za Pauliną aż do zmęczenia, żeby się z nią pogodzić. Aż już w dorosłym życiu miałyśmy gigantyczny, masakryczny konflikt i pierwszy raz porzuciłam schemat starszej siostry inicjującej pogodzenie się.

Nasz konflikt zachwiał fundamentami. Ale tylko po to, by zbudować coś jeszcze piękniejszego.
Paulina Przybysz

I co się wydarzyło?

PAULINA: Dla mnie to był bardzo trudny czas. Taki, który zachwiał jakimiś fundamentami, ale chyba po to, żeby wybudować coś jeszcze piękniejszego. Może to był remont, update relacji.

NATALIA: Po raz pierwszy porozmawiałyśmy o naszej relacji jako siostry. I wybrzmiała głośno najważniejsza prawda o nas: że się kochamy. W mediacjach pomogła nam mama.

Co sobie wtedy powiedziałyście, co zostanie w Was na resztę życia?

PAULINA: Ja zrozumiałam, że Natalia, mimo że jesteśmy dorosłe, podświadomie żyła w funkcji mojej opiekunki. Ona zawsze się o mnie martwiła na wielu poziomach. To ciążyło nam obu. Myślę, że ten moment pozwolił mi oficjalnie jej podziękować i powiedzieć: „Hej, jestem już duża i mam swoje poczucie wartości. Ogólnie u mnie jest OK”. Przez te lata zdarzało się, że ludzie generowali między nami jakieś napięcia, robimy w tym samym sektorze, łatwo nas porównywać. Wiele razy w trakcie wywiadów zadawano mi pytania typu: jak ci się żyje w cieniu siostry? Odpowiadam, że widzę całe słońce i siostra mi go nie zasłania.

Wstyd mi teraz za kolegów z branży… Jak Ty, Natalia, się w tym odnajdywałaś?

NATALIA: Miałam totalne poczucie winy! I odpowiedzialności. Zupełnie sobie z tym nie radziłam. Mimowolnie np. chciałam Paulinie coś poradzić…

PAULINA: (śmiech) Ostatnio gadałyśmy przez telefon, ja na coś się skarżyłam, chyba na bolące plecy. I słyszę, jak Natalia zaczyna: „A może byś…”, i urwała. Jaka byłam wtedy dumna, że odpuściłaś.

Ta rozmowa z mamą i Natalią pozwoliła Ci uszanować swoją własną drogę?

PAULINA: Tak.

NATALIA: Ja zaś w tym konflikcie zobaczyłam po raz pierwszy prawdziwą, zdrową złość. Moim zdaniem w głębokich relacjach międzyludzkich musimy szanować też trudne emocje. To wyższy poziom miłości. W tamtym momencie poczułam też mocno walor matki. Że nasza mama zrobiła nam kobiecą przestrzeń na rozmowę.

PAULINA: Dla niej na pewno było to ultratrudne, ale kocham tę gotowość na emocje w rodzinie. To może być najpiękniejsze w życiu.

Natalia i Paulina Przybysz
Fot. Zuza Krajewska Zdjęcia: Zuza Krajewska

A jakimi Wy jesteście matkami?

NATALIA: Moje dzieci są już nastolatkami i musiałam się na uczyć, jak pozbyć się klosza. Moment, w którym musiałam zmienić podejście z dzieci na nastolatki, był dla mnie bardzo trudny. Wydaje mi się, że już jest lepiej.

PAULINA: Ja z kolei chciałam, by moje dzieci były samodzielne, a swoją rolę widziałam bardziej jako asystenturę. Wcześnie zostałam mamą, miałam 22 lata i byłam na początku sama z dzieckiem. Bardzo chciałam wierzyć, że niewiele to zmieni w moim życiu, że z bobasem pod pachą będę żyła jak wcześniej. Na pewno nie roztaczałam ani nie roztaczam wszechklosza. Czasami nawet zastanawiam się, czy aby nie jestem za bardzo „ziomalką”, ale z pewnością mamy w domu super paczkę ludzi, którzy oprócz rodzinnej miłości, bardzo się lubią.

NATALIA: Muszę dodać moim zdaniem ważną rzecz do namysłu dla kobiet – inaczej się patrzy na córkę, a inaczej na syna. Dużo większą wolność daję synowi, bo nigdy nie byłam chłopakiem, nic o tym nie wiem, a skoro nie wiem, to niech on już robi, jak czuje. A na dziewczynę łatwiej nakłada się swoje schematy. Na to muszę bardzo uważać w relacji z moją córką.

Jakie doświadczenia ze swojego dzieciństwa chciałybyście przekazać swoim dzieciom, a przed jakimi je uchronić?

NATALIA: Najpiękniejszym czasem mojego dzieciństwa była możliwość życia w przyrodzie, doświadczanie jej wszystkimi zmysłami. Kiedy myślę o szczęściu, przypominam sobie siebie i dziadka na działce. A druga rzecz, która była dla mnie ważna, to percepcja koloru, światła, obrazu, którego nauczyła mnie mama. Aniela, moja córka, ma ten dar po swojej babci. Myślę, że udało mi się to doświadczenie przekazać moim dzieciom.

A czego chciałabyś im oszczędzić?

NATALIA: Na pewno chciałam i oszczędziłam im szkoły muzycznej. Chcę, żeby mieli opcję prób i błędów osobnych od moich doświadczeń.

PAULINA: Ja chyba najgorzej wspominam przedszkole sióstr zakonnych, do którego chodziłyśmy. To było bardzo niedobre miejsce. Długo myślałam, że moje dzieci też cierpią w każdej placówce edukacyjnej. Na głębszym poziomie nie mogłam zrozumieć, kiedy mówiły, że fajnie było w przedszkolu albo że chcą jeszcze zostać w świetlicy. A jak pytasz o fajne rzeczy z dzieciństwa, to na pewno dla mnie ważna była obecność rodziców, która nie była tylko o funkcji mamy czy taty, lecz także o robieniu rzeczy fajnych poza obowiązkami. Mieli poważny zawód, bo razem z dziadkiem i wujkiem prowadzili drukarnię, ale w domu po godzinach bawili się muzyką z widoczną miłością do niej. Tata grał na instrumentach, mama śpiewała piosenki. Bardzo to lubiłam. I podobnie jak Natalia mam z dzieciństwa piękne wspomnienia naszego bycia razem we czworo w przyrodzie, każde wakacje spędzaliśmy na Mazurach, żeglując. Lubiliśmy być z sobą. Były różne problemy, gorsze i lepsze momenty, jak w każdej historii rodzinnej, ale co do zasady zawsze chcieliśmy spędzać razem czas. I to udało mi się też przenieść do mojej rodziny.

Relacja z Pauliną bardzo mnie ukształtowała. To jest tak mocne, że trudno temu dorównać.
Natalia Przybysz

Czy w Waszych odrębnych życiach jest przestrzeń na inne kobiece relacje niż siostrzeńska?

NATALIA: Mnie relacja z Pauliną bardzo ukształtowała. To jest tak mocne, że trudno temu dorównać. Siostrę mam jedną, ale mam też kilka cudnych kobiet obok i coraz mocniej doceniam przebywanie wśród nich.

PAULINA: Zawsze byłyśmy bardzo blisko, nawet w szkole miałyśmy wspólną paczkę.

NATALIA: Konflikt, o którym opowiadałyśmy, też nas przedefiniował. Pozwolił nam obu na jakąś odrębność. A i uświadomił mi, że relacje z innymi kobietami nie miały możliwości tak ewoluować, dojrzewać i się umacniać. Oczywiście miałam bliskie mi kobiety, ale bardziej na jakieś etapy w życiu. Tylko z Pauliną idziemy cały czas razem, nawet jak się na chwilę oddalamy. Paulina to dom.

PAULINA: Kocham ludzi i mam kilka głębokich kobiecych relacji przyjacielskich. Niektóre z nich kończyły się na etapach szkolnych, a inne trwają i wchodzą w dekady. Ale to prawda, nie ma w moim życiu bardziej „comfort person” niż Natalia.

Natalia i Paulina Przybysz
Fot. Zuza Krajewska Zdjęcia: Zuza Krajewska

Za co Wy się, dziewczyny, lubicie?

NATALIA: Lubię Paulinę za detaliczność – że można się z nią zatracić, rozdrobnić w rozmowie. Pamiętam z dzieciństwa, że Paulina miała specjalny zeszyt, w którym rysowała buty, przeróżne, z najbardziej dziwacznymi obcasami. Ona ma tzw. wczutkę w detal i bardzo mi to imponuje. Bardzo lubię jej artystyczną duszę.

PAULINA: Ja z kolei lubię w Natalii to, że ona zawsze dokańcza rozważania, wchodzi głęboko i totalnie w temat. Jak się czymś zainteresuje, to chce o tym wiedzieć wszystko. Lubi być uczniem, jest w tym stopień cierpliwości, który podziwiam.

Gdybyście mogły cofnąć się o 25 lat, to co powiedziałybyście samym sobie, by było Wam łatwiej?

NATALIA: Jest taka scena w „Buntowniku z wyboru”, gdzie Matt Damon siedzi na terapii i terapeuta mówi do niego: „To nie twoja wina”. W tamtych czasach, sprzed 25 lat, miałam w sobie wielką sztywność związaną z odpowiedzialnością i poczuciem winy, dźwigałam dużo ciężarów. Chciałabym już wtedy rozumieć, że to, co nam się przytrafia w życiu, nie jest naszą winą. Długo uczyłam się, że nie wszystko w życiu mogę kontrolować, że muszę się mu poddać i zaakceptować.

PAULINA: Na pewno przydałyby mi się wtedy moje patenty na stres. Chciałabym wtedy wiedzieć, że ludzie aż tak bardzo się mną nie interesują, jak mi się wtedy wydawało. Wcale tak nie oceniają. I mniej się wstydzić różnych rzeczy – tego, jak wyglądam, jak gram, śpiewam... Tak naprawdę chciałabym sobie sprzed lat powiedzieć: po prostu dobrze się baw!

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...