Mam cienkie włosy, dlatego do wszystkich produktów z napisem „olejek” podchodzę z pewną rezerwą. W teorii mają odżywiać, wygładzać i dodawać blasku. W praktyce często wystarczy o pół pompki za dużo, żeby zamiast efektu tafli pojawiły się smutne, pozbawione objętości pasma.

Moje włosy naturalnie się falują, ale nie jestem wierna tylko jednemu sposobowi stylizacji. Czasem pozwalam im wyschnąć w bardziej swobodnej formie, innym razem wyciągam je na szczotce, zależnie od nastroju, pogody i ilości czasu o poranku. Potrzebuję więc kosmetyku, który nie wymusza jednej fryzury i potrafi odnaleźć się w dwóch zupełnie różnych scenariuszach. Ten olejek właśnie tym najbardziej mnie przekonał.

Pierwsze wrażenie: olejek, ale bez ciężaru

Formuła jest śliska i otulająca, jednak na włosach nie zachowuje się jak klasyczny, gęsty olej. Formuła ma wyraźnie olejkową konsystencję, ale nie jest ciężka ani lepka. Łatwo rozprowadza się w dłoniach i na włosach, szybko się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy.W  składzie znajdują się między innymi olej kokosowy, olej marula i olej z nasion kamelii. W składzie są też silikony, ale nie traktowałabym ich tu jako minusa. To właśnie one dają ten szybki efekt wygładzenia: otulają włos cienką warstwą, zmniejszają tarcie, ograniczają puszenie i sprawiają, że pasma lepiej odbijają światło.

L’Oréal Paris Elseve Magiczna Moc Olejków
Archiwum prywatne

W przypadku cienkich włosów kluczowa jest jednak ilość. U mnie najlepiej sprawdza się naprawdę niewielka kropla (wielkości ziarna grochu), roztarta najpierw dokładnie w dłoniach, a dopiero później przeciągnięta po długości i końcówkach omijając nasadę.

Lekka formuła olejku L’Oréal Paris Elseve Magiczna Moc Olejków
Archiwum prywatne

Na naturalnych falach: mniej puchu, więcej porządku

Moje włosy naturalnie się falują, ale mają też dużą skłonność do plątania się, zwłaszcza na długości i końcach. Dlatego olejek nie jest u mnie dodatkiem „na specjalne okazje”, tylko stałym elementem pielęgnacji. Różnica polega na tym, że nie każdy sprawdza się równie dobrze – przy cienkich pasmach zbyt ciężka formuła potrafi szybko odebrać im lekkość.

Ten nakładam na wilgotne włosy, od połowy długości w dół. Po wyschnięciu fale są bardziej uporządkowane, mniej się puszą i łatwiej rozdzielają się palcami. Olejek nie stylizuje skrętu jak krem czy żel, ale wygładza powierzchnię włosa i ogranicza tarcie, dzięki czemu pasma mniej się kołtunią i nie zamieniają po kilku godzinach w trudną do rozczesania plątaninę.

Przy suszeniu na szczotkę: gładsze pasma, mniej plątania

Przed modelowaniem rozprowadzam niewielką ilość na wilgotnych włosach. Dzięki temu szczotka łatwiej przechodzi przez długość, a pasma mniej się zaczepiają i nie wymagają ciągłego poprawiania. Po wysuszeniu włosy są gładsze, ale nadal ruchome – nie wyglądają na oblepione ani przeciążone.

Włosy po stylizacji tylko z uzyciem olejku L’Oréal Paris Elseve Magiczna Moc Olejków
Archiwum prywatne

Największą różnicę widzę na końcówkach. Są bardziej zwarte, mniej się rozdwajają optycznie i nie rozchodzą się w przypadkowych kierunkach. Na suche włosy dokładam już tylko resztkę, która została na dłoniach. To wystarcza, żeby wygładzić pojedyncze kosmyki i dodać połysku bez utraty świeżości.

Olejek, po który sięgam bez zastanowienia

Przy włosach, które łatwo się plączą, olejek jest dla mnie pielęgnacyjnym must have. Musi jednak robić coś więcej niż tylko nabłyszczać: ma ułatwiać rozczesywanie, ograniczać puszenie i zabezpieczać końce, a przy tym nie odbierać cienkim pasmom objętości.

L’Oréal Paris Elseve Magiczna Moc Olejków spełnia wszystkie te warunki. Do tego ma obłędny zapach, który zostaje na włosach, ale nie jest przytłaczający. Właśnie dlatego, spośród olejków stojących na mojej półce, najczęściej sięgam po ten.

Materiał promocyjny marki L’Oréal Paris