Coraz więcej słyszy się o terapii mindfulness. Czy to tymczasowy trend, czy może prawdziwy lek na depresję? Mindfulness to medytacja, która wywodzi się z kultury Dalekiego Wschodu i jest kojarzona z wyznaniem buddyzmu. Psychologowie już w latach 60. udowodnili, że ta praktyka obniża tętno oraz ciśnienie krwi, a nawet reguluje pracę układu trawiennego. Jej głównym zadaniem jest uodpornienie organizmu na stres i ochronienie układu nerwowego przed negatywnymi skutkami życia w ciągłym pośpiechu. Najnowsze badania naukowe potwierdziły, że terapia mindfulness naprawdę zapobiega depresji. Dowiódł tego zespół uczonych z Oxford University pod kierownictwem profesora Willema Kuykena.

Badanie przeprowadzono na 424 osobach z objawami depresji, które chciały zdecydować się na leki lub podjęcie terapii. Pacjentów podzielono na dwie grupy - pierwsza z nich zażywała antydepresanty, a druga odbywała dwugodzinne sesje medytacji, zarówno w domu jak i większej grupie. Po dwóch latach okazało się, że nawrót choroby był porównywalny w obu grupach. W grupie mindfulness doświadczyło go ok. 43 proc. osób, a w grupie zażywającej leki 47 proc. Zdaniem lekarzy ten wynik pokazał, że obie metody leczenia depresji są tak samo skuteczne. Medytację uważa się za naturalną alternatywę dla antydepresantów i sposób na radzenie sobie ze stresem. Dzięki niej można zapobiec rozwojowi depresji, toteż poleca się ją nie tylko chorym, ale i zdrowym osobom. Podobnie na układ nerwowy wpływa joga, co też zostało potwierdzone przez naukowców (przeczytaj >>)!

Jak ćwiczyć medytację? Tę technikę można stosować w każdym miejscu - w domu, pracy, czy na ławce w parku. Wystarczy usiąśc wygodnie (najlepiej w siadzie tureckim), wyprostować kręgosłup, zamknąć oczy i, na przynajmniej 5 minut, zacząć myśleć o pozytywnych rzeczach, starając oddalić się myślami od przyjemnych spraw. To działa!

Metody leczenia depresji >>>