Na czym polega twoja praca z roślinami?

Jestem zielarką - uczę zielarstwa w Gaia School of Healing & Earth Education w Kaliforni. Zawodowo tworzę formuły kosmetyków oraz lekarstw wykonanych na bazie roślin. Prowadzę też aptekę, w której czas się zatrzymał, pełną buteleczek z eliksirami, olejami, kremami czy zasuszonymi ziołami, z jakich można przygotować zdrowotny napar.

Czym różni się to miejsce od drogerii naturalnych?

Należąca do mnie Wild Love Apothecary w Topandze jest alternatywą dla nowoczesnych sklepów farmaceutycznych, pełnych masowo wytwarzanych preparatów. Każdy, kto przychodzi do mojej apteki, na miejscu zasięgnie porady zielarza. Wszystko, co znajduje się na naszych półkach, zostało wykonane własnoręcznie i w niewielkich ilościach. Większość naszych naturalnych remedium bazuje na roślinach z upraw znajdujących się w mojej szkółce zielarskiej w Malibu.

Gdzie zdobyłaś wiedzę na temat ziół?

Moja fascynacja naturą zaczęła kiełkować, kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce. Gdy byłam dziewczynką, babcia uczyła mnie, jak zbierać pokrzywę, by się nie poparzyć, oraz jak zaparzać herbatę z lipy. Te pierwsze wspomnienia związane z roślinami na zawsze zapuściły korzenie w mojej głowie. Do dziś pokrzywa, lipa czy dzika róża są moimi ulubionymi ziołami. Różę piję prawie każdego dnia. Rozmawianie z roślinami i szacunek do nich towarzyszyły mi od dziecka. Bliski kontakt z naturą odmienił się nieco po przeprowadzce wraz z rodziną do U.S.A. Tutaj mieszkam, z przerwami, od 6 roku życia. 

Więc od razu wiedziałaś, kim będziesz w przyszłości?

Na studia wybrałam architekturę. Zależało mi, by w przyszłości pracować w komunie, która ma wspólny cel i razem tworzy coś dobrego dla ogółu. Zawsze zadawałam sobie pytania: jak wspólnie stworzyć zdrowe środowisko? W jaki sposób żyć holistycznie? Czy człowiek może czerpać z natury tak, by zwracać jej profity oraz ją szanować? Wiedza zdobyta na uniwersytecie nauczyła mnie gospodarować przestrzeń w taki sposób, by skorzystał z niej człowiek, zwięrzęta, natura oraz młodsze i starsze pokolenia. To podejście różniące się od życia w stylu American dream, gdzie jednostka buduje wokół siebie pałac.

Eko różnice pomiędzy Polską a U.S.A.?

Za każdym razem, gdy odwiedzałam nasz kraj, myślałam sobie "wow, Polska nigdy nie przeszła tej kapitalistycznej, przemysłowej rewolucji". Chociaż komunizm spowodował u nas wiele zła, agrokultura nigdy nie została popchnięta do masowego poziomu, który zapanował w U.S.A. Nadal mamy małe hodowle i lokalnych farmerów, którzy są lepsi dla ekosystemu, niż wyniszczająca gospodarka Stanów. Dziesięć lat temu myślałam nawet o tym, żeby napisać list do swoich rodaków. Chciałam w nim ostrzec, by nie wpaść w pułapkę, goniąc za amerykańską kulturą. Nie warto idealizować tego, co się tutaj dzieje, ponieważ rolnictwo za oceanem opiera się na uprawach "mono" i intensywnym stosowaniu pestycydów. Lata realizowania tego schematu doprowadziły do katastrofy ekologicznej. Tutaj, w Kalifornii, naprawdę to czujemy. Kryzys klimatyczny spowodował u nas wyniszczające pożary. Każdego roku muszę ewakuować się z własnego domu.

Czy osobiście działasz, by to zmienić?

Moją wielką pasją jest praca z ludźmi, którzy próbują przekształcić swoje ziemie w żyzne tereny lub wprowadzić na nich systemy odnawialne. Coroczne pożary w Kalifornii są spowodowane martwą glebą oraz silnymi wiatrami pustynnymi. Aby naturalnie przywrócić równowagę w przyrodzie, korzystamy z pomocy zwierząt hodowlanych. Decydujemy, gdzie i w jaki sposób wypasać krowy czy owce, aby te naturalne użyźniały glebę swoim sposobem poruszania się w grupach, skubaniem trawy oraz odchodami. Z tej metody korzystali nasi przodkowie w czasach, gdy żyliśmy za pan brat z naturą. Relacja pomiędzy zwierzętami a przyrodą naturalnie pobudza ziemię do życia. Dlatego tak bardzo doceniam polską gospodarkę i metody, które stosujemy w ojczyźnie do dziś.

Ile mamy czasu, by uratować świat?

Stany Zjednoczone znajdują się poza normą, tu symbioza została dawno zaburzona. Uczenie ludzi, jak odnowić glebę, jest częścią edukacji, którą przekazuję. Niedawno przeczytałam, że na Ziemi pozostało zaledwie 60 żniw. Oznacza to, że na naszej planecie ilość "dobrej gleby" wystarcza tylko na 60 lat kolejnych zbiorów. Przed nami kryzys środowiskowy - na jego odwrócenie mamy 10 lat. W przeciwnym razie zapoczątkujemy masowe wymieranie wielu gatunków.

Predykcje na najbliższą dekadę?

Bycie zrównoważonym jest modne, ale zamiast pytać jak być bardziej eko, zacznijmy poruszać poważniejsze zagadnienia. Czas zacząć realnie leczyć Ziemię i glebę, działając wspólnie, jako społeczeństwo. Pora żyć inaczej, niż do tej pory. Warunki, które aktualnie stwarzamy na przyszłość, nie nadają się dla naszych wnuków.

Jak przywrócić balans?

Rozkochując ludzi w naszej planecie. Czas powrócić do starych, pięknych tradycji i odkurzyć zapomnianą sztukę. Suche fakty naukowe lub zawstydzające komentarze na temat kupowania plastiku, raczej nie zmotywują mas. Ludzie nie wiedzą, od czego zacząć. Moja praca polega na inspirowaniu i karmieniu innych miłością do Ziemi. Jak kogoś kochasz to o niego dbasz. Poczuwasz się do odpowiedzialności. Tak samo powinno być w relacji człowiek-Ziemia. Dopiero wtedy staniemy się kompletni i będziemy mieć szansę na postęp.

Co doceniasz najbardziej w byciu Polką?

Głębokie połączenie z cyklami natury. Czuję, że moje korzenie pozwalają mi lepiej poczuć ducha wiosny, gdy ta budzi się do życia i wypuszcza pączki kwiatów. Uwielbiam nasze tradycyjne pisanki - jedną trzymam nawet na widoku w domu. Wiosna jest jak bogini, która niesie w sobie płodność, energię, młodość, zwierzęta, śpiew ptaków...Jako współczesna czarownica pracuję z siłami Ziemi, by leczyć i przechodzić transformację. Cenię sobie nasze słowiańskie tradycje, które przetrwały pod postacią świąt. Sposób, w jaki świętujemy Boże Narodzenie łączy mnie z duchem śpiącej Matki Ziemi, kiedy wszystko wokół jest spowite ciszą, a zwierzęta zapadają w zimowy sen. W długich, ciemnych nocach jest coś tajemniczego. Zapalamy świeczki i czekamy na pierwszą gwiazdkę, otwieramy swoje serca na cuda. Tak, jak niegdyś robili to Słowianie w trakcie przesilenia zimowego, które przypada w tym samym czasie, co dzisiaj wigilia. 

Warto pielęgnować swoje korzenie?

Nasi przodkowie wiedzieli jak żyć w harmonii z naturą i czerpać z siły lokalnych roślin. Warto pamiętać o ich mądrości i pielęgnować ją w życiu codziennym. Łączenie się z własnymi korzeniami to najlepszy sposób na samoleczenie. Nasze pochodzenie pogłębia relację nie tylko z samym sobą, lecz również z naturą.  

Czy w swojej szkole uczysz także o polskich ziołach?

Edukacja w mojej szkole zielarskiej trwa 10 miesięcy. Pierwszy miesiąc zawsze przeznaczam na naukę o dzikich roślinach, które często nazywamy chwastami. W medycynie ludowej najbardziej lubię to, że bazuje na ziołach rosnących wokół nas. Egzotyczne rośliny z drugiego końca świata wcale nie są nam potrzebne do osiągnięcia zdrowia. Zamiast sprowadzać super foods z odległych krajów, korzystajmy z tego, co rośnie dziko, bez dokładania ręki człowieka. Takie zioła jak pokrzywa czy czerwony liść maliny to naturalne, dzienne suplementy pełne wszystkich niezbędnych witamin, minerałów oraz enzymów. Żyją w glebie pełnej zdrowia, w dzikim ekosystemie. Ciało absorbuje je lepiej niż tabletki.

A zielone smoothies?

Żyjemy w przekonaniu, że skoro zielone smoothie jest bombą chlorofilu, to dla zdrowia lepiej pić je każdego dnia. Nie myślimy jednak o tym, że jeden taki koktajl zostaje wyciśnięty ze szpinaku czy jarmużu wyrośniętych w masowych szklarniach, w małych plastikowych torebkach z wodą. Zielenina, którą kupujemy w paczkach w supermarketach, ma w sobie śladowe ilości witamin. Nie wspominając o ilości wody, którą zużywa się na wielką skalę, by wyprodukować te rośliny. Z perspektywy ekologii produkcja zielonego smoothie jest zdecydowanie niekorzystna dla planety.

Co z pokrzywą? Sprawdzi się alternatywnie?

Piję ją codziennie. Pokrzywy nikt nie musi podlewać. Rośnie sobie dziko, jest niezależna. Nie potrzebuje człowieka do pomocy. Ma w sobie mnóstwo składników odżywczych i warto spożywać ją każdego dnia. To zioło numer jeden na trawienie, włosy i skórę, antidotum przeciwko anemii. Dobrze wpływa na mózg czy układ oddechowy. Jest świetna dla układu odpornościowego i rozrodczego, warto pić ją w trakcie menstruacji, w ciąży lub nawet w okresie menopauzy. Jedna z moich ulubionych roślin.

Twój codzienny rytuał piękna?

Jest bardzo prosty. Kiedy się budzę, szczotkuję swoje ciało na sucho, co pobudza krążenie krwi. Następnie wypijam napar z pokrzywy, który zaparzyłam w poprzedni wieczór. Jamę ustną oczyszczam ajurwedyjską skrobaczką do języka, po czym spryskuję swoją twarz organiczną wodą różaną. Jestem uzależniona od hydrolatu różanego z Bułgarii, wytwarzanego w Świętej Dolinie Róż, którą te kwiaty porastają od zawsze. Tę czynność powtarzam kilka razy dziennie dla odświeżenia swojej cery. Gdy twarz jest wilgotna, wklepuję w nią olejki. Następnie masuję ją jadeitowym rollerem. 

Wiem, że niedawno skomponowałaś swój własny, luksusowy eliksir młodości. 

Postanowiłam stworzyć produkt, którego użyłaby Kleopatra. Udało się - moje serum Rituel dogłębnie nawilża skórę i balansuje jej pH. Jest skomponowane z 15 olejków tłoczonych na zimno, posiada mnóstwo zalet dla urody oraz zdrowia. Nad miksturą pracowałam przez cztery lata. Wcześniej nie udało mi się znaleźć oleju do twarzy, który w pełni odpowiedziałby moim oczekiwaniom, a do tego byłby w 100% organiczny. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Rituel (@rituelbeauty) Lut 16, 2020 o 2:25 PST

Co znajduje się w składzie Rituel?

Chociażby olejek z pestek polskich jagód, granatu, marakui, baobabu, moringi, róży, jojoby... Składniki zawarte w eliksirze nie zostały poddane wysokiej temperaturze, dzięki czemu zachowały wartości odżywcze. To prawdziwa bomba witamin dla skóry, dająca cerze wszystko, czego potrzebuje. W serum zanurzyłam również takie rośliny jak np. leczniczy krwawnik pospolity, lawenda, rumianek. Suszę je i moczę w oleju miesiącami, dzięki czemu później są w stanie zregenerować komórki skóry. Rituel zawiera także olej CBD, który rozluźnia napięcie na twarzy, co zapobiega tworzeniu się zmarszczek. Swój eliksir planuję wprowadzić do sprzedaży również w Polsce.

Napisałaś też książkę po angielsku o "Ziołowej Apteczce Czarownicy".

Moja książka "The Witch's Herbal Apothecary" zabiera czytelników w całoroczną podróż, przechodząc przez cztery pory roku. Tłumaczę w niej, jak dbać o zdrowie w każdym sezonie, zarówno mając ogród, jak i żyjąc na pustyni, korzystając z tego, co daje natura. Cykle przyrody traktuję jak portale magiczne, które wspomagają transformację oracz samoleczenie. Bazuję na energiach danych pór roku czy fazach, w jakich znajduje się Księżyc. My, kobiety, jesteśmy na nie szczególnie uwrażliwione. W książce znajduje się wiele rytuałów pomagających żyć holistycznie. Podpowiadam, jak czerpać z sił, które niosą w sobie różne zjawiska natury. 

Jak rozumiesz bycie współczesną czarownicą?

Współczesna czarownica wie, jak pracować z energiami Ziemi, żeby uzdrawiać, przechodzić transformację, wyzwalać magię i wprowadzać harmonię do życia. Śmiało określam siebie tym mianem.

Co zrobić, by na nowo połączyć się z naturą, jeśli jest się od niej całkowicie odciętym?

Rośliny to doskonałe narzędzie, by połączyć się z naturą. Pierwszy kontakt nie musi wydarzyć się w umyśle. To może być fizyczne połączenie, poprzez wzrok, dotyk, zapach lub smak. Można zacząć od wstawienia żywych kwiatów do wazonu lub udania się na spacer, kiedy odczuwamy smutek. Człowiek jest częścią natury. Nie potrzeba wiele, by naprawić tę relację. Przebywaj z nią więcej, sam na sam, i zadawaj sobie pytania, co możesz jej dać, a co chciałabyś otrzymać w zamian. 

Miejsca, w których lubisz się zaszyć?

Dwa miejsca w Polsce. Działka mojego dziadka, pod Warszawą. Stamtąd mam mnóstwo pięknych wspomnień. Z córką odwiedzam też "Zielony Zakątek" na Mazurach - ośrodek agroturystyczny dostępny dla każdego. Ich ogrody porastają ziołami, a jadłospis jest pełen dobrego jedzenia. Robią tam nawet zupę z pokrzywy!