Doskonale niedoskonałe

Japońska filozofia wabi-sabi obiecuje, że jeśli nauczysz się dostrzegać piękno w tym, co nieperfekcyjne, przestaniesz marzyć o idealnym życiu, a zaczniesz się cieszyć każdym dniem. Chcesz tak?


Media społecznościowe jako źródło nieuzasadnionej paranoi? Nie ty jedna dałaś się nabrać na cudze życie podrasowane modnym filtrem. Obserwując na Instagramie czy Facebooku perfekcyjną codzienność innych ludzi, czasem zastanawiamy się, dlaczego nasza własna jest tak daleka od perfekcji. Myślisz: „Wow, jej dom jest nieskazitelny!”, „Ale ma piękne ubrania”, „Jej dzieci są jak z obrazka”. Z tyłu głowy już hula psychoza: moje mieszkanie jest brzydkie, ciasne i zagracone, ubrania nie mają klasy i nawet nie mam dzieci. W takich chwilach zapominasz – co przecież doskonale wiesz, prawda? – że nikt nie jest idealny i że życie, które obserwujesz w mediach społecznościowych, jest kreacją, a w najlepszym wypadku rzeczywistością ocenzurowaną tak, żeby nie było widać tych mniej eleganckich chwil.


Pytanie, czy potrafisz się wyrwać z tego zaklętego kręgu? Bo przecież nie doskonałość, ale właśnie twoje drobne wady i niedoskonałości – w wyglądzie i w zachowaniu, w pracy i w domu – sprawiają, że jesteś wyjątkową i interesującą kobietą. Kiedy nauczysz się dostrzegać piękno w tym, co niedoskonałe, przestaniesz marzyć o idealnym życiu czy mieszkaniu bez skazy. Tak przynajmniej wynika z japońskiej filozofii wabi-sabi, która uczy innego spojrzenia na świat. Stosując się do jej zaleceń, poczujesz się lepiej sama ze sobą i naprawdę będziesz cieszyć się każdym dniem.


Czym zatem jest wabi-sabi?Julie Pointer Adams, amerykańska pisarka, fotograf i florystka oraz autorka książki Wabi-Sabi Welcome [Witaj, Wabi-Sabi], pisze, że to „sposób życia, w którym docenia się to, co doskonale niedoskonałe – piękno odnajdywane w zwyczajnych, niemodnych miejscach i przedmiotach oraz w chwilach, które zwykle przeoczamy i których nie doceniamy”.

Pod względem estetycznym wabi-sabi jest zaprzeczeniem modernizmu. Miłośnicy tego nurtu doceniają pogniecione lniane serwetki, znoszoną skórzaną torebkę, nieregularne kształty, lekko wyszczerbioną ceramikę. Ale wabi-sabi nie dotyczy tylko tego, co wizualne. Zasady tej filozofii mogą zmienić sposób, w jaki myślimy o naszym życiu. Dzięki nim możemy zaakceptować siebie takimi, jakimi jesteśmy, otworzyć dom dla innych bez obawy, że będziemy oceniani, docenić to, co mamy, bez wiecznej potrzeby udoskonalania  i zastępowania nowymi rzeczami. Wabi-sabi to więc przede wszystkim docenienie tego, że z upływem czasu przedmioty zyskują na wartości, a ich niszczenie to naturalna konsekwencja starzenia się.


W erze mediów społecznościowych trudno jest uniknąć zaglądania do cudzych domów i śledzenia czyjegoś życia. Jednak zamiast zamykać wszystkie swoje konta i topić telefon w wannie, poszukaj innych inspiracji. Jest wielu instagramerów, którzy zachwycili się wabi-sabi i dzielą się swoimi doświadczeniami – tym, jak żyją, mieszkają, gotują. Ale tak naprawdę, bez filtra. Nie jesteś przekonana? To zapamiętaj sobie raz na zawsze: nieskazitelnie wysprzątany dom jest oznaką zmarnowanego życia towarzyskiego, a perfekcja jest zwyczajnie nudna. Emma Rice, fotografka (autorka zdjęć do tego tekstu), pisarka i mama trójki dzieci, opowiada  o tym, dlaczego pokochała wabi-sabi i dlaczego chce inspirować innych, by nauczyli się dostrzegać piękno w niedoskonałości: „Od zawsze tak żyłam, choć nie wiedziałam, że na to, jak widzę świat, jest jakieś specjalne określenie. Wabi-sabi oznacza dla mnie czułą akceptację niedoskonałości. Nie jestem doskonała. Tak jak każdy człowiek. Od wieku dojrzewania walczę z dysleksją i ADHD. Dzięki wabi-sabi zrozumiałam, że moje wady są częścią mnie.  I że mogę pokochać siebie taką, jaka jestem”.

Emma Rice stosuje zasady wabi-sabi nie tylko  do siebie samej, ale także do gotowania, wystroju wnętrz, ćwiczeń, a nawet macierzyństwa.  W kwestii estetyki inspiruje ją natura. „W przyrodzie nie ma prostych linii. Nawet pajęcza sieć, gdy przyjrzeć jej się bliżej, nie jest symetryczna”. Emma lubi asymetrię, niedoskonałe linie, wyraźne faktury i naturalną paletę barw. Przyznaje też, że nie jest perfekcyjną panią domu. „Gdybym miała nieskazitelnie czysty, modernistyczny dom, który odrobinę by się zakurzył, odczuwałabym dysharmonię.  A ponieważ nie dążę do doskonałości, tylko  do harmonii, łatwiej utrzymać ład”. W jej domu pełno jest mebli z second-handu, naturalnych materiałów i ręcznie wykonanych przedmiotów, które kolekcjonuje od lat. Centralnym punktem kuchni jest wielki drewniany stół (znalezisko z pchlego targu, zadrapany, nadgryziony zębem czasu), wokół którego cała rodzina zbiera się przy każdym posiłku.


Emma nie ma japońskich przodków (chociaż bardzo by chciała), ale jej ojciec i dziadkowie spędzili w Japonii wiele lat na początku XX wieku. Dorastała otoczona pięknymi, lakierowanymi pudełkami na herbatę i rysunkami wykonanymi atramentem, które jej rodzina kolekcjonowała, a w kuchni przygotowywało się znacznie więcej dalekowschodnich potraw niż w przeciętnej europejskiej rodzinie w tamtych czasach. Emma uważa, że dzieciństwo zanurzone w japońskiej kulturze wywarło wpływ na jej dorosłe życie. Wyjaśnia jednak, że sposób, w jaki dziś je się  u niej w domu, wynika z konieczności: „Zawsze jadłam mało pszenicy, a kiedy się okazało, że mój syn ma nietolerancję glutenu, w ogóle przestałam  przygotowywać potrawy zbożowe. Ponieważ  część moich domowników jest wegetarianami,  a część je ryby, najwygodniej podać dużą misę ryżu w otoczeniu małych porcji dań z grillowanymi rybami, tofu, jajkami i warzywami. Każdy może wybrać to, co mu pasuje. Przypadkiem tak się składa, że w ten sam sposób serwują jedzenie  i tak jedzą Japończycy” – mówi Emma.


Samopoczucie całej rodziny poprawia też praktyka Tai Chi i Chi Gung (Qi Gong). „Chi Gung przypomina medytację, ale skupia się na powolnych ruchach, których celem jest zrównoważenie energii w ciele. Uwielbiam ją  – dzięki niej czuję się lepiej nie tylko fizycznie,  ale też psychicznie. Uważam, że każdy powinien się jej choć trochę nauczyć, bo pomaga odnaleźć w sobie spokój, który bardzo się przydaje  w dzisiejszym, zabieganym świecie”. Życie Emmy nie jest jednak inspirowane wyłącznie Dalekim Wschodem. Od lat zakochana jest w Marrakeszu. Po latach dzielenia życia między brytyjskie Bath a Maroko rodzina postanowiła przenieść się tam na rok.  Kariera Emmy rozwija się organicznie od kilku lat. Przez 5 lat prowadziła w Bath butik z meblami  i wyposażeniem domu w stylu wabi-sabi. Zamknęła go, gdy wyjeżdżała do Maroka.  Dziś zajmuje się fotografią i pisaniem, reaktywowaniem swojego bloga i tworzeniem nowej linii ubrań. „To będą wygodne rzeczy do noszenia po domu. Takie, w których można uprawiać Chi Gung, gotować, robić ceramikę.  I czuć się pięknie i wygodnie. To moja odpowiedź na stroje do jogi. Ubrania szyję głównie z lnu, w naturalnych kolorach”. Jako pracująca mama mogłaby poddać się presji nowoczesnego życia. Na szczęście wabi-sabi pozwala jej zachować równowagę. Jej podejście  do mediów społecznościowych też się zmieniło. „Odkąd mój Instagram zaczął być bardziej prawdziwy i szczery, zaczęłam otrzymywać  coraz więcej pozytywnych komentarzy. Nadal uwielbiam wrzucać zdjęcia pięknych rzeczy, ale teraz są przy nich szczere podpisy z życia wzięte. To spodobało się ludziom – pewnie dlatego, że nadal mało jest takich w wyidealizowanym świecie Instagrama. Niektórzy ludzie mogą bać się obnażenia duszy online. Jednak gdy ci, których uważają za idealnych, zdejmą maskę i pokażą swoje niedoskonałości, oni też dadzą sobie przyzwolenie na niedoskonałość i mogą pokochać siebie ze wszystkimi wadami.  To odzwierciedla filozofię wabi-sabi: kochaj siebie, zwłaszcza jeśli nie jesteś ideałem.


„Od zawsze żyłam zgodnie z wabi-sabi, choć nie wiedziałam, że na to, jak widzę świat, jest specjalne określenie. Wabi-sabi oznacza dla mnie czułą akceptację niedoskonałości. Dzięki wabi-sabi zrozumiałam, że moje wady są częścią mnie. I że mogę pokochać siebie taką, jaka jestem” - dodaje Emma.

 

Caroline Rowland / Zdjęcia: Emma Rice


5 zasad życia wabi-sabi


- Gdy oczyścisz swoją przestrzeń, łatwiej oczyścisz swój umysł.
- Daj sobie czas na bliski kontakt z naturą. Usiądź, medytuj, odpoczywaj.
- Obserwuj pory roku, jak przychodzą i odchodzą. Zaakceptuj przemijanie.
- Poznaj i pokochaj swoje niedoskonałości, a potem naucz się je kochać w innych.
- Pozwól sobie na melancholię i zadumę. Ciesz się nimi, bo wcale nie musisz cały czas być szczęśliwa.

Instagramerzy, którzy praktykują wabi-sabi:


* @ikhwanmuzaik
* @1924us
* @xlbcr
* @thebharanieffect
* @hakujitu_

Artykuł pochodzi z nowego czasopisma “To Twój Moment” nr 1/2018 
- dostępny w EMPiKach, salonikach prasowych lub na stronie prenumeraty >>