Brodka "Game Change": nowy singiel już w sieci

Środa, 3 marca, wybiła 11:00 - data wyczekiwana nie tylko przez fanów twórczości Brodki i polskiej muzyki w ogóle, ale wszystkich, których zaintrygowały ostatnie posty artystki na Instagramie. Brodka dawkowała wiadomości i budowała napięcie, aż wreszcie zdradziła, kiedy można spodziewać się jej powrotu. Trzeba dodać: wyczekiwanego, bo jedna z najbardziej utalentowanych wokalistek na rodzimej scenie i artystka konceptualna swój ostatni album "Clashes" wydała w 2016 roku (poza tym na przestrzeni ostatnich kilku lat zaprezentowała światu m.in. cover hitu Izabeli Trojanowskiej "Wszystko czego dziś chcę", wystąpiła gościnnie w "Żarze" PRO8L3MU i działała z MTV Unplugged, czego efektem był projekt "MTV Unplugged Brodka"). 

Teraz do sieci trafił właśnie teledysk do jej pierwszego singla z nadchodzącej nowej płyty "BRUT", która ukaże się późną wiosną 2021. "Game Change" mówi o podziale ról w społeczeństwie ze względu na płeć - artystka napisała tekst wspierana przez Zbigniewa Bzykma i Andy’ego Mailleta, a muzyka do singla powstała we współpracy z brytyjskim producentem Olim Bayston’em oraz songwriterką Jessicą Winter w momencie, kiedy Brodka mieszkała i pracowała w Londynie. Sam teledysk do "Game Change" zainspirowany jest historią albańskich Dziewic Kanunu (Sworn Virgins), które - jak wyjaśnia Brodka - składając śluby czystości, przyjmują męską rolę w społeczeństwie, aby zyskać wszystkie przywileje przypisane męskiej płci. Podobna historia dotyczy bohaterki klipu. "W brutalistycznym mieście 'BRUT' mieszka kobieta, która po śmierci męża przejmuje jego rolę. Jedynym atrybutem jej kobiecości jest gorset. Z innymi kobietami porozumiewa się za pomocą tańca i dziwnych tików, tworzą razem niepowtarzalny gang. Ta historia, choć abstrakcyjna, jest w pewnym sensie odniesieniem do obecnej sytuacji kobiet w Polsce" dodaje Brodka.

Artystka sama napisała scenariusz do teledysku i wyreżyserowała go wspólnie z Przemkiem Dzienisem, co więcej - także nadzorowała produkcję na każdym jej etapie (dbając m.in. o charakteryzację czy kostiumy). Zdjęcia do "Game Change" zrealizowano we wnętrzach Muzeum Narodowego oraz Pałacu Kultury i Nauki, w wideo widzimy też charakterystyczny warszawski blok "Młotek" na Śródmieściu.

Singiel Brodki "Game Change" już w sieci / foto: Marcin Kempski

Przy okazji tej premiery udało nam się też porozmawiać z artystką o jej nowym singlu oraz historii, która za nim stoi.

Aleksandra Zawadzka: O czym jest utwór "Game Change", który zwiastuje Twoją nową płytę?

Brodka: „Game Change” mówi o odgrywaniu społecznych ról związanych z płcią, powiązanych z pewnymi cechami charakteru czy też wyglądu. Przez nie wpadamy w pułapki i jeśli nie przystajemy do utartych schematów, możemy poczuć się nieakceptowani. To utwór o tym, by nie dać się zamknąć w szufladkach i samemu decydować o tym, kim chce się być i jaką postać chce się kreować. Z drugiej strony „Game Change” w luźnej interpretacji ukazuje pojedynek o dominację w związku między płcią męską a żeńską.

Temat bardzo aktualny – szczególnie w odniesieniu do sytuacji współczesnych kobiet. Z jednej strony teoretycznie mamy więcej praw i role się odwróciły, z drugiej nie do końca i wciąż musimy rozpychać się łokciami czy wychodzić na ulice. Numer powstał rok temu, ale czy spodziewałaś się, że premiera zbiegnie się z tymi dziwnymi czasami?

Ten utwór nie był pisany z nastawieniem politycznym. Jest on bardziej efektem moich wewnętrznych rozważań. Sprzeciwy i strajki kobiet pojawiły się już kilka lat temu i cały czas żyjemy w takiej rzeczywistości. Regularnie musimy się mierzyć z tym, że ktoś chce decydować o tym, co kobieta może, a czego nie. Nie da się obok tego przejść obojętnie i oczywiście „Game Change” może być też intepretowany przez pryzmat wydarzeń, w których uczestniczymy.

Wspominasz o osobistych rozważaniach na ten temat. Dlaczego wzięłaś na warsztat akurat płynne zamiany ról w odniesieniu do płci?

Chyba dlatego, że od lat jestem wrzucana w wir wyobrażeń dotyczących tego, jaka powinnam być czy jak się powinnam ubierać. Myślę, że mój mocny charakter nie do końca koresponduje z moją filigranową postacią i zawsze czułam się trochę pomiędzy. Moja droga wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby nie to, że postawiłam na robienie wszystkiego po swojemu.

Mimo to wciąż mierzę się z oczekiwaniami i słyszę, że ludzie chcieliby widzieć mnie inną, bardziej kobiecą, kruchą, delikatną, bo to z góry jest przypisane do kogoś, kto wygląda jak ja.

Na pewno nie jest łatwo wyjść przed szereg, kiedy jesteś na świeczniku.

Nie jest. Czuję jednak, że tylko wtedy moja sztuka jest odbierana tak, jak ja bym to sobie życzyła. Jestem swoim pierwszym krytykiem i wszystko co robię musi mi się podobać, bo wtedy mam szansę to obronić. Zawsze jednak liczę na to, że znajdzie się garstka ludzi, która za tym pójdzie i spotka się z podobną wrażliwością – taka idea zawsze mi przyświecała.

Muzyka powstała we współpracy z brytyjskim producentem Olim Bayston’em oraz artystką Jessicą Winter. Jak wyglądał Wasz proces twórczy?

Spotkałam się z Jessicą w studiu wytwórni Warp w celu napisania wspólnej piosenki. To był dla mnie zupełnie nowy proces, bo zawsze do swoich piosenek siadałam sama. Teraz proces pracy nad płytą obejmował współprace z różnymi artystami i kompozytorami – wszystko w celu sprawdzenia się w takiej formie i stworzenia czegoś od podstaw wspólnie. Utwór „Game Change” powstał dość szybko, bo okazało się, że mnie i Jessicę dużo łączy muzycznie oraz jesteśmy w podobnym wieku, więc ta relacja muzyczno-koleżeńska zaskoczyła od razu. Potem z Olim wzięliśmy to na warsztat i zaaranżowaliśmy w taki sposób, który idealnie wpasowywał się w tekst. Tak wyglądał ten proces od strony muzycznej.

A jeśli chodzi o teledysk, który stworzyłaś z Przemkiem Dzienisem? Jesteś jego współreżyserką, sama stworzyłaś scenariusz, a nawet osobiście nadzorowałaś produkcję na każdym etapie.

Ten pomysł narodził się w mojej głowie już w zeszłym roku i miałam sporo czasu, żeby ten koncept dopracować. Trochę też przez to, że w większości sama tworzę muzykę, którą wydaję, wymyślam cały anturaż czy tworzę swój nowy wizerunek, który towarzyszy tej płycie, często sama wiem jak powinna wyglądać wizualna strona mojej twórczości. Mam już doświadczenie w reżyserowaniu klipów i to moja druga pasja. Uwielbiam dopełniać muzykę od strony wizualnej - wtedy jest to konkretna wypowiedź. Było to więc dla mnie zupełnie naturalne, że ten klip stworzyliśmy właśnie my.

Pomówmy o samym obrazie. Główną inspiracją była historia albańskich Dziewic Kanunu – kobiet, które składając śluby czystości, przyjmują męską rolę w społeczeństwie, aby zyskać wszystkie przywileje przypisane męskiej płci... Dlaczego? 

To wzięło się z przypadku i zasłyszanej historii. Opowiedział mi ją szef mojej wytwórni – zapalony podróżnik, który kiedyś pojechał do Albanii tylko dlatego, że przeczytał o Dziewicach Kanunu i ten temat go zainteresował. Wydawało mi się, że to opowieść bardzo uniwersalna pod kątem tego, co dzieje się teraz w Polsce oraz że to ponadczasowy problem, z którym mierzą się kobiety nieustannie. Poza tym koncept Dziewic Kanunu wydał mi się też bardzo ciekawym wizualnie tematem, w którym chodzi o przekształcanie się kobiet w postaci męskie.

foto: Marcin Kempski

Główna bohaterka „Game Change” tak samo upodabnia się do swego męża. Jaka jest jej historia?

Bardzo powiązana w prawem Kanunu, które było najczęściej podporządkowane więzom rodzinnym. Kiedy umierał mąż albo brakowało mężczyzn w rodzinie, kobiety były zmuszone stać się takim mężczyzną. Jeśli w domu urodziły się dwie córki, to ta młodsza od najmłodszych lat była przygotowywana do przejścia w postać męską. Tutaj w klipie sytuacja jest podobna: bohaterce umiera mąż, więc postanawia ona przejąć jego image i osobowość. Na swojej drodze spotyka podobne kobiety, które też są takimi damsko-męskimi hybrydami i w tym zgromadzeniu odnajdują formę klanu.

Porozumiewają się ze sobą za pomocą tańca i wszystkie noszą gorsety - to jest ich taki znak rozpoznawczy. Ale ten gorset wreszcie zostaje zrzucony na końcu teledysku.

Tak, ten gorset jest jedyną pozostałością po ich kobiecości. Jej symbolem, ale też oznaką kostiumu, który w jakiś sposób nas ogranicza i nie pozwala być sobą. Ostatnia scena w tym klipie jest takim symbolicznym wyzwoleniem kobiet z tych blokujących je gorsetów. Wprost nawiązuje też do takiego futbolowego ślizgu, czyli tak naprawdę dyscypliny sportowej, która jest silnie przypisywana mężczyznom i wiąże się z jakimś rodzajem sukcesu oraz zwycięstwa.

W wideo widzimy też postać Super Kobiety, która zerka na inne bohaterki z ekranu telewizora i nawet - jeśli dobrze odczytałam - nawiązuje swoimi gestami do słynnej "Sztuki konsumpcyjnej" Natalii LL.

Tak! To dobry trop.

Kim jest ta postać dla innych kobiet?

Super Kobieta to postać, którą być może ja mogłam się stać, ale nigdy do końca nie chciałam. Ta bohaterka i pozycja, w której się ona znajduje, miała za zadanie pokazać, że to też jest jakiś rodzaj odgrywanej roli i fałszu. Udajemy, że Super Kobieta czuje się komfortowo, ale ona też jest spętana w tym kostiumie i ta obcisła sukienka ją ogranicza. Jest taką prowokacyjną postacią, żeńską stroną głównej bohaterki, ale przerysowaną w drugą stronę.

Klip powstał w Muzeum Narodowym oraz Pałacu Kultury i Nauki. Dlaczego akurat te miejsca zostały tłem opowiadanej historii?

Dużą inspiracją do tego projektu są brutalizm i brutalistyczna architektura. Chciałam wybrać takie lokacje, które dadzą wrażenie nieistniejącego miasta brutalistycznego. Bohaterki poruszają się więc tylko w takich wnętrzach i jest dużo socrealistycznego klimatu, a dzięki temu zabiegowi jak na dłoni widać system i reżim, w jakim żyją. Muzeum Narodowe oraz Pałac Kultury i Nauki to miejsca dobrze nam znane, więc traktujemy je jako przestrzenie, które są dla nas naturalne, ale trochę zapominamy o ich wyjątkowości. Przy tworzeniu tej płyty zależało mi na tym, żeby tę główną bohaterkę ulokować gdzieś w przestrzeni miejskiej. Poza tym chcę, żeby ten teledysk czerpał z polskości, z tego skąd jestem i jak dorastałam, by pokazywał moją rzeczywistość bardzo przejrzyście także ludziom zza granicy.

Czy ten utwór zdradza klimat albumu?

I tak i nie. Myślę, że cała płyta ma w sobie dużo różnych kolorów i wiele zróżnicowanych klimatów. Ten utwór wydawał mi się idealny na start całego projektu i całej kampanii, ale na pewno kolejne single będą zaskoczeniem. Płyta jest w całości anglojęzyczna.

Jest jeszcze jeden szczegół, który da się zauważyć w klipie zwiastującym całe wydawnictwo: na zdjęciu ślubnym razem z Tobą znajduje się Quebonafide. Czy na płycie można się spodziewać więc Waszego duetu?

Duetem jesteśmy na zdjęciu, ale póki co nie ma nic poza fotografią. Bardzo chciałam zaprosić Quebo do tego projektu, bo nie jest on typową męską figurą w naszej rzeczywistości. To artysta, który ma dużo dystansu do siebie i swój wygląd traktuje podobnie jak ja – wciela się w różne role i eksperymentuje. Wiedziałam, że tylko on udźwignie rolę przejęcia mojego nowego wizerunku z nowej płyty, wiec zadzwoniłam do niego z propozycją wystąpienia w moim garniturze i w mojej fryzurze. Kiedy przedstawiłam mu tę propozycję, powiedział: “Super pomysł, bardzo mi się podoba. Wchodzę w to”.

Monika Brodka i Quebo puszczają nam oko! "Game change" to podpis zagadkowego posta opublikowanego na instagramach artystów>>