To już cas, żeby Robert Pattinson pozbył się ostatecznie etykiety numer jeden, czyli postaci Edwarda ze "Zmierzchu". Aktor przez ostatnich kilka lat dojrzewał na małym i wielkim ekranie a role w "Good time", "The Rover" czy "Wodzie dla słoni" doczekały się bardzo dobrych recenzji. "Batman" może zaś okazać się jego jakościowym choć ultrakomercyjnym przypieczętowaniem statusu w Hollywood. Bez szkody, dla niszowych projektów, w których też Pattinson doskonale się odnalazł.

Zdjęcia do nowej części "Batmana" mają wystartować w przeciągu najbliższych kilku miesięcy. Warto przypomnieć, że scenariusz do tej części zaczął pisać Ben Affleck, odtwórca tytułowej roli w poprzednich częściach i do niedawna także w tej planowanej. Aktor wycofał się jednak z produkcji, co skłoniło wytwórnię do złożenia propozycji Pattinsonowi.

Jaki będzie z niego Bruce Wayne? Zapewne charyzmatyczny, charakterny i trochę nieokrzesany. No i dużo młodszy niż poprzednie wcielenie bohatera (Patiinson ma 32 lata, w roku premiery będzie miał 34). Po ugrzecznionym i statecznym Batmanie Afflecka to może być miła odmiana. Może, bo umowa nie została jeszcze podpisana. Według plotek kolejnym aktorem rozpatrywanym do roli Batmana jest Nicholas Hoult ("Tolkien", "Wiecznie żywy", "Mad Max", "Faworyta").