Nie odważyłabym się kwestionować ajurwedy. Jak można zaprzeczać czemuś, co jest rozległą nauką, medycyną, kosmiczną filozofią i ma ponad pięć tysięcy lat praktycznego doświadczenia? Chcę tylko sprawdzić, czy na mnie działa. No i czy znajdę w sobie wytrwałość, by ją praktykować? Przedsmak ajurwedyjskiego podejścia do zdrowia poznałam pod koniec zimy, kiedy z zatkanymi zatokami, trzęsąca się z zimna i pozbawiona energii wylądowałam w Afrodyta Spa w Ośnie Lubuskim. Spędziłam tam dwa dni, z których niewiele pamiętam. Zajęły się mną dwie hinduskie terapeutki. Po krótkiej konsultacji położyły mnie na drewnianym stole do masażu i zaczęły na przemian głaskać, uciskać i zalewać moje ciało, łącznie z głową, niesamowitymi ilościami ciepłego oleju. Leżałam tam, rozkoszując się ciepłem, zasypiając i budząc się na przemian. W nocy spałam jak po niezłych tabletkach nasennych. Następnego dnia rytuały mniej więcej się powtarzały. I choć po powrocie do domu szybko wpadłam w wir codziennych obowiązków, z tyłu głowy miałam pragnienie, by wrócić do ajurwedy. Dziś, ponad rok później, siedzę w pokoju na warszawskim Bemowie, wdycham aromat kadzidła i patrzę w oczy jednego z najsłynniejszych ajurwedyjskich lekarzy na świecie. Jego przyjazd był dla mnie sygnałem: teraz! Jeśli ktoś ma mnie wprowadzić do tego świata, to on. Doktor Partap Chauhan, dyrektor instytutu Jiva Ayurveda, odznaczony nagrodą dla najlepszego lekarza ajurwedy w Indiach i praktykujący tę naukę w oryginalnej formie. Leczy prezydenta Indii, a w call center jego kliniki codziennie z pacjentami rozmawia 200 profesjonalnych lekarzy. Sam doktor prowadzi kursy na całym świecie i nagrywa autorskie programy emitowane w dziewięciu kanałach telewizyjnych. – Pierwsze spotkanie z lekarzem jest bardzo ważne. Między nim a pacjentem powinna powstać silna więź. Musisz czuć się bezpiecznie, bo podczas konsultacji dotyka się wielu intymnych kwestii. Na poziomie ciała i emocji – tłumaczy Edyta Sicińska z akademii ajurwedy Atma, która od ponad 10 lat współpracuje z dr. Chauhanem. 

Język prawdy
Lekarz każe mi usiąść obok i patrzy na mnie z uśmiechem. – Zanim zaczniemy rozmawiać, zamówię ci rozgrzewający napar. Zawsze ci zimno, prawda? – dr Chauhan zadaje retoryczne pytanie. Rozmowa połączona z ankietą trwa naprawdę długo. Dotyczy zarówno kwestii trawienia, jak i stylu życia, chorób w rodzinie, a nawet mojego samopoczucia, lęków i sytuacji, których najbardziej nie lubię. – Wszystko jest z sobą powiązane. Ajurweda łączy umysł, ciało i duszę, w przeciwieństwie do zachodniego systemu dzielenia organizmu na poszczególne organy lub fragmenty. Energia, natura i ty jesteście połączeni. Dlatego rozwiązywanie problemów ciała często zaczyna się tu od pracy nad emocjami i umysłem. Z kolei to, co widać na zewnątrz – twoja cera, włosy – jest odzwierciedleniem tego, co dzieje się wewnątrz organizmu. Uzdrawianie ajurwedyjskie jest procesem, głębokim i wymagającym czasu. Ale efekty, które przynosi, są tego warte – dodaje Edyta Sicińska, która przez wiele lat studiowała także medycynę chińską i makrobiotykę. Po kolei przechodzimy z dr. Chauhanem przez całe moje życie. Mam wrażenie, że już sama rozmowa otwiera mi oczy na pewne sprawy. Kluczowe w ajurwedzie jest  określenie, jakim typem doszy jestem: vata, pitta czy kapha? To pozwala ustalić konstrukcję, potrzeby i ograniczenia organizmu. I nie jest to takie proste – najczęściej mamy w sobie dwie dosze w przewadze. A powinny być w równowadze. Poznanie tej dominującej pozwala się dowiedzieć, nad czym należy popracować. Badany jest także puls. Nagle lekarz mówi: „Wystaw język”, po czym długo mu się przygląda, zapisując coś w notesie. 

Królestwo oleju
Wychodzi na to, że moje prakriti urodzeniowe, czyli konstytucja psychofizyczna, z którą przychodzimy na świat, to vata. Energia żywiołów powietrza, słabe krążenie, brak energii. Aby utrzymać zdrowie w równowadze, vatę należy uziemiać i uspokajać, by zatrzymać jej energię życiową. Okazuje się, że moja cera ze skłonnością do wyprysków i zaskórników, słabe włosy, ciągłe uczucie zimna, spadki energii i wahania nastroju są manifestacją źle działających jelit. – Ponad 80 proc. problemów ze skórą czy z włosami ma źródło w zakłóconym trawieniu – mówi dr Chauhan. Zacznijmy od początku. Mam codziennie olejować ciało. Dobrej jakości naturalnym olejem. Najlepiej ciepłym, rozgrzaną skórę (np. po kąpieli). Jest ona największą powierzchnią wchłaniania – przez nią naturalne oleje (to jest właśnie przykład cząsteczek molekularnych) bezpośrednio dostają się do układu krwionośnego, odżywiając też stawy, wątrobę i mózg. Muszę się również wzmocnić, wtedy układ immunologiczny zwalczy większość alergii. Ale odbywa się to nie tylko na poziomie jelit. – Jeśli jest coś, czego nie akceptujesz w życiu emocjonalnie, postaraj się to nazwać i powiedz: „Nie godzę się na to. To jest moja przestrzeń”. Dzięki temu przejdziesz dalej, a oczyszczanie i uzdrawianie fizyczne też pójdą dużo szybciej – przekonuje mnie doktor. To jedna z tych najbardziej kontrowersyjnych i wyjątkowych rzeczy w ajurwedzie – emocje mają tu wręcz swoje wzorce w naszych narządach. Przykłady? Problemy z cukrzycą i ciśnieniem mają osoby, które czują, że żyją tylko dla innych, i nie są z tego zadowolone. Choroby kręgosłupa dotykają ludzi, którzy nie mają siły, by unieść własne życie, nie podoba im się to, jakie jest, i nie chcą brać za nie odpowiedzialności. Zawał jest reakcją na brak miłości do siebie samego. A choroby płuc mogą mieć osoby, które czują smutek, lęk czy strach. Żeby było trudniej: niektóre wzorce przejmujemy od rodziców albo od dalszych przodków, na poziomie pamięci komórkowej. To bardzo skomplikowane. Aby wyjaśnić i pomóc przepracować pewne sprawy, na kursach dr. Chauhana jest z nim dr Jessica Richmond, psycholog. Od lat łączy ona konwencjonalną psychologię z emocjonalnym oczyszczaniem. Uczy zrozumienia i kontrolowania umysłu. Co ważne, prawdziwi lekarze ajurwedyjscy zawsze mają skończone studia medycyny zachodniej, korzystają z wiedzy współczesnej i starożytnej. Powróćmy jednak do mnie. Wypryski na skórze (a także depresja) to gorąco idące z wątroby, inaczej – powstrzymywanie emocji. Z tej niemocy rodzi się agresja, wyjątkowo trująca rzecz. Czasem lepiej więc krzyknąć, niż dusić gniew w sobie (i mieć pryszcze). Jak reagować na poziomie fizycznym? Eliminujemy ostre, rozgrzewające potrawy, pijemy chłodzący aloes. Dla vaty ważne są regenerujący sen i regularność posiłków. Słowem: uporządkowany tryb życia. Z mojego języka lekarz odczytał dużo więcej niż z patrzenia na samą twarz. Biały nalot na nim (oczywiście mam go) to zbyt dużo amy. Ta toksyna zbiera się w organizmie, niszczy florę bakteryjną w jelitach i wywołuje wiele chorób. W powietrzu, wodzie, pożywieniu mamy dziś mnóstwo substancji, które są dla nas trujące, a nasze ciało nie potrafi się ich pozbyć. Do tego dochodzi przewlekły stres, używki i słodycze. Dostaję przepis na herbatę antyama (sproszkowany imbir, kumin, mięta, koper włoski). – Możesz kupić ją gotową w sklepach ze zdrową żywnością – wtrąca lekarz, jakby słyszał moje paniczne myśli. – Lubisz słodycze? – pyta, chyba żeby mnie dobić. – Nadmierna ochota na nie to podświadome pragnienie bycia kochanym. Ale z tym też sobie poradzimy – uśmiecha się, patrząc mi w oczy. 

Nowe spojrzenie
– Ale jak przystało na rozedrganą i wciąż poszukującą nowych bodźców vatę, nie będzie tak łatwo. Musisz sobie o tym przypominać, np. chodząc na ajurwedyjskie masaże. Uświadamiać wciąż na nowo, jak dobrze się wtedy czujesz i wyglądasz. Ludzka natura już taka jest, zwłaszcza vata, że wciąż poszukuje nowości i niechętnie pracuje nad sobą – powiedział lekarz. Moja znajoma, bardzo poważna biznes-woman, ma na to swój sposób – raz w roku jedzie do Indii na dwutygodniowy detoks, panchakarmę. Oczyszcza wtedy ciało, umysł, ćwiczy i medytuje. – Te dwa tygodnie ustawiają mnie na cały rok. Kiedy mój zapał opada i zaczynam znowu popełniać błędy, wiem, że powinnam zacząć rozglądać się za biletami do Indii – śmieje się Agnieszka. Zaczynam swój proces uzdrawiania od domowego minidetoksu (pełna kuracja oczyszczająca to panchakarma). Przez siedem dni płuczę usta olejem sezamowym (usuwa toksyny, dlatego trzeba go wypluć po 20-30 minutach), jem tylko jedną potrawę wyciszającą jelita (kiczeri – mieszankę ryżu lub kaszy z fasolką mung lub soczewicą podaną ze specjalnymi przyprawami), ale tak często, jak chcę. Piję przepisane przez lekarza ziołowe napary i dużo ciepłej wody. Każdego wieczoru namaszczam się olejkiem z migdałów z dodatkiem rozgrzewającego imbiru (można kupić gotowe olejki ajurwedyjskie dopasowane do potrzeb każdej doszy: dla vaty rozgrzewający, dla pitty chłodzący, a dla kaphy wzmacniający). Albo robię sobie długą, gorącą kąpiel. Raz w tygodniu pozwalam sobie na profesjonalny masaż abhyanga, wykonywany na cztery dłonie. Podczas zabiegu całe ciało jest intensywnie, rytmicznie masowane dużą ilością oleju. Wszystko po to, by poruszyć blokady i poprawić przepływ energii. Codziennie spryskuję twarz wodą z cytryną (odczyn zasadowy), przetłuszczające się partie traktuję pastą z sody oczyszczonej z odrobiną alkoholu, smaruję się mocno odżywczym kremem. Nie biegam, bo w trakcie detoksu powinno się łagodnie traktować ciało. Zamiast tego spokojnie ćwiczę jogę. Skóra wygląda coraz lepiej – jest bardziej równomierna i nawilżona, a ja doskonale się czuję. Podoba mi się, że białka oczu stały się białe i czyste. W przeciwieństwie do przetłuszczającej się twarzy ciało zawsze miałam przesuszone. Naoliwianie zlikwidowało ten problem. 

– Ajurweda jest prosta i logiczna. Usłysz własne ciało i słuchaj go. Jesteś swoim najlepszym lekarzem – uważa Anita Kaushal, założycielka ajurwedyjskiej marki Mauli. Słucham więc pilnie. Czasem słyszę cichutkie: może coś słodkiego? Ale tydzień jakoś wytrzymam. W zamian daję sobie samej całe morze miłości w innych formach. – Umysł i duch są kluczowe dla ajurwedy. Wszystkie terapie, a potem także codzienną praktykę warto wzbogacać o medytację. Uruchomić obserwatora, który nie wchodząc w analizowane sytuacje emocjonalnie, pomoże zrozumieć, czego mają nas one nauczyć. Jesteśmy tu po to, by osiągnąć pełną świadomość. Trzeba przemyśleć to, co się wydarzyło, zrozumieć dlaczego, zaakceptować, że zaistniało, i pozwolić temu odejść. W całym tym chaosie życia jest metoda – tłumaczy Edyta Sicińska. – Jesteś cudem do podziwiania, a nie błędem do naprawiania – dodaje. Podoba mi się to, co widzę po tygodniu, dwóch, trzech. Jeszcze bardziej podoba mi się to, jak się czuję. Byle tylko wytrwać. Na szczęście coraz więcej wyjazdów na ajurwedyjski detoks organizuje się już u nas w kraju (nie trzeba jechać aż do Indii), można znaleźć ciekawe kursy (sprawdzony adres: ajurweda.pl), a w sklepach pojawiają się luksusowe marki ajurwedyjskie, które łączą tradycyjne receptury z nowoczesną formą podania, dzięki czemu stosowanie tych produktów jest przyjemne i skuteczne jednocześnie. I jeszcze jedno: włosów jak Hinduska nie mam, ale zauważyłam, że rosną mi teraz znacznie szybciej. Dla takiego efektu mogłabym zacząć uprawiać nawet czarną magię, więc oficjalnie ogłaszam: ajurweda na mnie działa!

Ajurweda - czym jest?
Pochodząca z Indii Ajurweda (w sanskrycie ajur oznacza „życie”, a weda „naukę”) czerpie mądrość ze starożytnych ksiąg zwanych Wedami. Nowoczesna nauka wciąż nie jest do niej przekonana. jednak Wyniki badań klinicznych potwierdzają skuteczność preparatów ajurwedyjskich w leczeniu chorób zwyrodnieniowych stawów, anemii oraz problemów z wchłanianiem i przyswajaniem składników odżywczych. Udowodniono też pozytywny wpływ praktyk ajurwedyjskich na hamowanie rozwoju bielactwa, łuszczycy czy egzemy. Ostatnio Światowa Organizacja Zdrowia za naukę uznała medycynę chińską. Może wkrótce zachodnia nauka otworzy się też na Ajurwedę?
 

Tekst: Maja Mendraszek-Goser