Kładę się spać… jeżeli Davida nie ma w domu, często zaraz po tym jak zasną dzieciaki. Lubię się porządnie wyspać. 

Budzę się… około szóstej – ćwiczę, zanim wyszykuję dzieci do szkoły. 

Pierwsze, co biorę do ust… to gorąca woda z cytryną. 

Ostatnie, co biorę do ust… właściwie nie trafia do nich! Ale zawsze przed snem nakładam na usta pomadkę. 

Mój codzienny makijaż jest… bardzo prosty. Używam nawilżającego primera i pomadki z mojej kolekcji. Ma wiele zastosowań. Nakładam ją na usta, policzki i powieki. Na koniec sięgam po konturówkę i kredkę do brwi. 

Ćwiczę… tak często, jak mogę. Biegam, a potem wykonuję ćwiczenia, słuchając ulubionej muzyki.

Mój urodowy rytuał… mam bzika na punkcie kształtu swoich brwi. Pozwalam je depilować tylko Anastasii Soare (założycielce marki Anastasia Beverly Hills), kiedy jestem w Los Angeles. A przez to, że dużo podróżuję, nie robię tego tak często, jak powinnam.

Ostatni kosmetyk, jaki kupiłam to… maseczka. Uwielbiam te 3D, nawilżające od Sarah Chapman. 

Czuję teraz… spokój.

Na dbanie o siebie poświęcam… dość dużo czasu. I nie sądzę, że powinno się mieć z tego powodu wyrzuty sumienia. 

Kiedy patrzę w lustro, widzę… kobietę, która stara się być najlepszą wersją siebie. 

Najbardziej szalona rzecz, jaką zrobiłam w imię urody…nałożyłam na twarz surowe białka z jaj jako maseczkę. Brrr… Na samo wspomnienie mam dreszcze.

Mój sekret piękna to… zdrowa dieta, picie dużej ilości wody i łykanie witamin. Staram się też wysypiać i po prostu być dla siebie dobra. Moje ciało jest… najlepsze, jakie może być.

Walczę ze stresem… na bieżni.

Próżność oznacza dla mnie… nie uważam, że musi mieć negatywne znaczenie. Każdy chce wyglądać tak dobrze, jak się da. 

Ostatni zabieg, jaki miałam to… zabieg na twarz wykonany przez Melanie Grant w Los Angeles. 

Najważniejsza urodowa lekcja, której się nauczyłam, to… mniej znaczy więcej. Zaakceptuj to, kim jesteś i nie próbuj się zmieniać.