Kilka świetnych specjalistek od pięknej skóry zdradziło nam, co przemycają do swojej domowej pielęgnacji, by jej efekty były porównywalne do tej profesjonalnej. A znają naprawdę proste sposoby, które dają spektakularne rezultaty. Co powinnaś wiedzieć, zanim zaczniesz się rozpieszczać według ich wskazówek? Pielęgnacja twarzy kończy się na biuście! Każdy preparat, który nakładasz na twarz – przeciągnij na dekolt. Dzięki temu dłużej będziesz mieć młodą szyję. I pamiętaj, że pielęgnacja ma dwa wymiary. Duchowy, który daje poczucie, że opiekujesz się sobą, dajesz sobie coś, co poprawia ci nastrój i wycisza emocje. I ten estetyczny – zajmujesz się ciałem po prostu po to, by lepiej wyglądało. Łącz obie te rzeczy i korzystaj z rytuału pielęgnacyjnego na wszystkich płaszczyznach.

Cel: Odświeżenie i blask

Ela Baczyńska-Żywno, Slow Day Spa

Zaczynała, pracując dla marki Kanebo i tam ucząc się wyjątkowych technik pielęgnacji. Przez wiele lat była jednym z filarów gabinetów Galilu. Nowe odkrycie Eli? Bańka kyukaku, którą uważa za złoty standard w profesjonalnej pielęgnacji twarzy.

Uniwersalny zabieg, który natychmiast rozjaśni, rozświetli, wygładzi skórę i da efekt czystej, zdrowej i wypoczętej buzi, warto zacząć od pilingu po wcześniejszym dokładnym, dwuetapowym demakijażu, bo tylko taki uważam za skuteczny. Jaki wybrać piling? Lata pracy nauczyły mnie, że klientki kupują pilingi wcale nie pod kątem typu swojej cery, ale raczej psychosomatycznie – liczą się doznania sensoryczne. I tak kobiety z suchą skórą często muszą poczuć dotyk materiału ściernego, piasku, łupinek orzecha. Te z cerą tłustą wolą pilingi delikatne, enzymatyczne i kremowe. A więc, dobierajmy piling do swoich odczuć – najważniejsze, żeby był. Po pilingu polecam krótki masaż twarzy. Najpierw drenujący, by pozbyć się limfy i zastojów wody. Wystarczy mocniej poprzesuwać kilka razy palce po twarzy – od jej środka, przy skrzydełkach nosa na zewnątrz, do uszu. Zaobserwuj, jak to robi profesjonalista podczas dowolnego zabiegu. Zawsze na początek ściąga limfę do węzłów tak, by skóra mogła lepiej chłonąć dobroczynne składniki kosmetyków. I następnie – ujędrniający. Koniuszkami palców złap skórę na żuchwie i podciągaj ją niemal do skroni. Powtórz ten ruch kilka razy. Działa pobudzająco. Nałóż na dłonie tonik lub tonik w lotionie i delikatnie wciskaj go w skórę, by zmienić jej pH. Dzięki temu żaden ze składników kosmetyków nakładanych później nie będzie się neutralizować. Na koniec – maska. Jakiś czas temu odkryłam genialne w płachcie marki Académie Scientifique de Beauté. Kluczem działania tego typu kosmetyku są dwie rzeczy. Pierwsza: maskę w płachcie zawsze trzeba nałożyć tak, by idealnie dopasowała się do twarzy. Mocno ją naciągnąć, jeśli jest taka potrzeba, należy nawet przyciąć. To, co odetniemy – położyć na szyję i dekolt. Nic nie powinno się zmarnować. Ja sama zawsze dodaję jeszcze pod płachtę (mimo że jest nasączona składnikami aktywnymi) kilka kropli serum z witaminą C lub ampułkę z kwasem hialuronowym. I druga: z tak przygotowaną maską trzeba położyć się na 10 minut na płasko, bez poduszki. Dzięki temu dodatkowo przedrenujesz wszystkie zastoje. To tajemnica. Różnica w efekcie jej działania będzie kolosalna.

Cel: Poranny lifting i energia na cały dzień

Adrianna Gałązka, Japoński Lifting

Przez lata opanowywała tajniki masażu szkoły dr. Hidemi Morimasy, od ponad roku proponuje własną, autorską technikę, która pozwala osiągać spektakularne i wielowymiarowe efekty liftingu twarzy i ciała, globalną korektę postawy. Jej technika ujędrnia, rozjaśnia skórę i pobudza mięśnie przez przywrócenie im właściwego napięcia. Na głębszych poziomach uwalnia emocje gromadzone w ciele i głęboko odtruwa. Efekty są widoczne natychmiast.

Każdy dzień zaczynam od rozciągania, szczególną uwagę poświęcając plecom. Zarówno podczas porannego prysznica, jak i wieczornej kąpieli do mycia ciała używam olejku hydrofilnego. To najłagodniejsza forma preparatu do mycia nienaruszająca naszej naturalnej bariery hydrolipidowej. Twarz o poranku opłukuję jedynie letnią wodą, a po użyciu bogatego w peptydy, nawilżającego serum pod oczy stosuję żel z jadem węża – to moja broń w walce ze zmarszczkami mimicznymi.

Kolejny krok to automasaż. Trwa zaledwie chwilę, ale tych kilka uciskowych ruchów działa jak magiczna różdżka. Koryguję postawę, opuszczając ramiona, wydłużając szyję, przywracając twarzy idealny owal i podnosząc kąciki ust. Taki automasaż daje najlepsze rezultaty, jeśli będziesz robić go dwa razy dziennie. Polecam po nim piling enzymatyczny, a potem jeszcze ulubioną maskę w płachcie. Osobiście najbardziej lubię te bogate w peptydy i z kolagenem pochodzenia rybiego (np. ze skóry ryby słodkowodnej – tołpygi). A na koniec nawilżający krem bogaty w kolagen (znów pochodzenia rybiego, naturalny!).

AUTOMASAŻ KROK PO KROKU: naciśnij trzy punkty pod linią obojczyków i trzy punkty wzdłuż obręczy barkowej. Na twarzy najpierw uciśnij kąciki oczu, potem odrobinę pociągnij skórę do tyłu twarzy i nieco ukośnie w górę. Kolejno miejsca przed płatkami uszu i kąciki żuchwy. I jeszcze głowa. Naciśnij punkt u nasady czaszki, przy kręgach szyjnych. Cały rytuał możesz powtórzyć dwa, trzy razy. Uciski mogą być kilkusekundowe i tak rozluźnią tkankę mięśniową i poprawią owal, który zniekształcają zazwyczaj niekontrolowane napięcia mięśni w klatce piersiowej i na plecach. Bo tak naprawdę – twarz zaczyna się już od kości biodrowej!

Cel: Luksusowo piękna skóra

Agata Zaliwska, LustrÉ Beauty Boutique

Absolwentka studiów kosmetologicznych i podyplomowej kosmetologii estetycznej. Specjalistka od trudnych przypadków, czyli pielęgnacji skór problematycznych i terapii anti-aging. Jest przekonana, że przyjemność odczuwana podczas używania kosmetyków zawsze zwiększa ich skuteczność.

Jeśli chodzi o mnie, wygląd i samopoczucie najlepiej poprawia mi zanurzenie się w luksusie. Masz w kosmetyczce wykwintne kosmetyki i korzystasz z nich oszczędnie? Połącz czasem ich zastosowanie w jeden ekskluzywny rytuał. Należy ci się. Zanim wejdę pod prysznic (jeśli bardzo potrzebuję relaksu, wybieram kąpiel z kilkoma kroplami eterycznego olejku różanego, który ma właściwości kojące i wyciszające), zmywam twarz bogatym, otulającym kremem lub balsamem i jednocześnie robię delikatny automasaż twarzy. Na tak pobudzoną skórę nakładam maskę oczyszczającą, która nie tylko złuszcza, lecz także rozjaśnia. Kiedy po 8–10 minutach lekko wyschnie, najpierw przemasowuję ją wilgotnymi dłońmi, by łatwiej usunąć ją ze skóry. Kiedy ją zmyję, spryskuję twarz, szyję i dekolt tonikiem, a potem nakładam kolejną maskę, tym razem odnawiającą i dodającą blasku. Uwielbiam Prime Renewing Pack Valmont. Warstwa nie powinna być zbyt gruba, wystarczy ciut więcej niż zwykłego kremu. Gdy suszę włosy, ten preparat wchłania się zazwyczaj tak, że nie muszę już go zmywać (inne maski oczywiście zmywamy letnią wodą lub ścieramy ich nadmiar). Na koniec odświeżam twarz tonikiem lub jeszcze lepiej tonizującym lotionem. Skóra wygląda rewelacyjnie, nawet zupełnie naga, ale każdy makijaż trzyma się na niej piękniej.

Cel: Napięta i magicznie jednolita skóra

Róża Cybulska, Da’ Room

Jest wyrocznią i guru wielu polskich makijażystek. Bez mrugnięcia okiem robią to, co podpowiada. Wiedzą, że dzięki temu ich naga skóra będzie wyglądać jak po najlepszym, najstaranniej dopracowanym makijażu.

Najważniejsze – podstawa podstaw – zawsze zmywamy twarz dwa razy. Nie przecieraj jej tylko płynem micelarnym nałożonym na wacik. Skóra potrzebuje wody! Pierwsze mycie usuwa makijaż, filtry i zanieczyszczenia, a dopiero drugie oczyszcza samą skórę. Ważne jest, by stać przy tym wygodnie, prosto, myśleć o wodzie jak o czymś dobroczynnym, czymś, co oczyszcza. Nie krzywić się podczas demakijażu jak przy gryzieniu cytryny. Rozluźnij się, oddychaj, puść zaciśnięte mięśnie. Namawiam do używania bawełnianego ręczniczka do zmywania twarzy (bambusowy lub muślinowy), bo przecieranie nim skóry to jej dodatkowa stymulacja. Jestem też zwolenniczką terapii „ciepło-zimno”, czyli zmieniania temperatury wody. Zmywamy ciepłą, a potem ochlapujemy twarz chłodną. Dobierz te temperatury tak, by było ci miło. Nie chodzi o ekstremalną terapię szokową, lecz o stymulację naczyń włosowatych i przyspieszenie detoksu metabolicznego.

Zwilż skórę hydrolatem (ja lubię też Avène Thermal) i pora na drenaż. Przed masażem zrób rozgrzewkę. Poruszaj mocno głową w przód, w tył, rozciągnij szyję, plecy, stań prosto i weź kilka głębokich, spokojnych oddechów. Olejek powinien dawać lekki poślizg (dwie, trzy krople, nie cała pipetka!). Moim faworytem jest Lavido. Wciskaj produkt w skórę i dopiero masuj. Warto używać do tego narzędzi – ja uwielbiam płytki jadeitowe gua sha i kamień bian, który dodatkowo podczas pocierania o skórę uwalnia minerały i wytwarza pole elektromagnetyczne. Poprawia mikrokrążenie i przyspiesza usuwanie toksyn z organizmu. Pamiętaj, drenaż to ruchy od środka na zewnątrz twarzy, zawsze w kierunku węzłów chłonnych. Na koniec lekko zliftinguj skórę, wykonując ruchy podciągające z dołu do góry. Wystarczy kilka. Ważniejsze jest to, żeby robić to codziennie, bo skuteczną pielęgnacją rządzi regularność. Jeśli masz więcej czasu, nałóż kremową maskę i przez jej warstwę przemasuj skórę crio ballsami lub choćby łyżeczkami trzymanymi kilka minut w zamrażarce. Złota rada: używaj produktów, które odpowiadają na potrzebny twojej skóry. Czasem mniej znaczy lepiej. Wiele osób, które do mnie trafiły, miały rozregulowaną skórę, często przez „chaotyczną pielęgnację”. Miały dobre intencje, ale zbyt często zmieniały produkty lub nakładały za duże ich ilości, nie pozwalając skórze odpocząć i się zregenerować.

Artykuł pochodzi październikowego wydania magazynu ELLE (październik 2020)