Nie zliczę, ile razy, wracając z nieudanej randki czy ­lecząc serce po kolejnym zawodzie miłosnym, zastanawiałam się, czy w czasach aranżowanych małżeństw nie było przypadkiem lepiej. Może zamiast tracić energię na poszukiwania tego jedynego, prościej byłoby zdać się w tej kwestii na swatkę? Nie da się ukryć, że ścieżki miłości bywają tak ­wyboiste, że potrafią doprowadzić na skraj zwątpienia ­najbardziej ceniącą niezależność osobę. Co jednak, gdyby można było tej miłości odrobinę pomóc, i to nie zamierzchłymi, patriarchalnymi metodami, lecz godnymi naszych ­czasów sposobami naukowymi?

36 pytań do zakochania

W 1997 roku psycholog dr Arthur Aron przeprowadził eksperyment, który do dziś wywołuje przyspieszone bicie serca u singli na całym świecie. Dwoje nieznajomych poprosił o odpowiedzenie na 36 specjalnie skonstruowanych pytań. Cała procedura odbywała się bez świadków, a po jej zakończeniu para miała sobie głęboko patrzeć w oczy przez cztery minuty. Zakochali się w sobie, a spotkanie zaowocowało ślubem. Kwestionariusz dr. Arona zyskał zaś sławę sposobu na miłość, choć dziś sam jego autor przyznaje, że jest to raczej sposób na zbudowanie zaufania i bliskości, zarówno między dwojgiem potencjalnych kochanków, jak i podejrzanym i śledczym na komisariacie policji. Jego skuteczność została potwierdzona jeszcze co najmniej raz, przez dziennikarkę „New York Timesa”, Mandy Len Catron. W artykule „To Fall in Love with Anybody, Do This” (Jeśli masz się zakochać w kimkolwiek, zrób to) opisała, jak po odtworzeniu eksperymentu dr. Arona zakochała się w mężczyźnie, który brał w nim udział wraz z nią. Zaglądam do kwestionariusza. Są w nim pytania zupełnie banalne (Czy chciałabyś być sławna?) i wymagające większej otwartości (Kiedy ostatnio płakałaś w samotności?). W czym tkwi ich siła? Pytam prof. Katarzynę Popiołek, psycholożkę z Uniwersytetu SWPS w Katowicach. – Nie da się ukryć, że para biorąca udział w eksperymencie miała ułatwione zadanie. Przede wszystkim dr Aron sam podjął za oboje decyzję o spotkaniu: nie musieli się poznawać na imprezie czy portalu randkowym. Dał im też gotowy zestaw pytań, dzięki czemu uniknęli krępującej ciszy czy drętwych small talków. Wreszcie: postawił ich przed zadaniem, a to zawsze łączy. Same pytania zostały zaś skonstruowane tak, by stopniować dociekliwość, a przecież poznawanie drugiego człowieka to jest zawsze odkrywanie Ameryki! Jeśli dodamy do tego fakt, że rozmowa toczyła się w intymnej atmosferze, a jej tematyka wywoływała emocje i wymagała otwartości, w zasadzie trudno się dziwić, że uczestnicy eksperymentu zauroczyli się sobą. W prawdziwym życiu na drodze do miłości jest jednak zdecydowanie więcej przeszkód – tłumaczy ekspertka. Zerkam na swojego narzeczonego i przypominam sobie naszą pierwszą rozmowę, podczas której dość szybko od spraw błahych przeszliśmy do poważniejszych. Czyżby to był klucz do sukcesu?

Piątka z matematyki

Możesz rzucać miłosne uroki, wydzwaniać do wróżbity Macieja, pisać imię ukochanego własną krwią na lustrze w pełnię Księżyca. Jeśli jednak jesteś osobą twardo stąpającą po ziemi, pewnie przemówią do ciebie metody bardziej racjonalne. Nawet tak delikatną materię jak miłość da się na szczęście opisać językiem matematyki, co udowadnia Hannah Fry, matematyczka i autorka książki „The Mathematics of Love”. Sednem królowej nauk są w końcu wzory, a te można zastosować także w niuansach rządzących miłością, począwszy od liczby partnerów seksualnych, przez wybory, którymi kierujemy się na Tinderze, i na prawdopodobieństwie znalezienia miłości swojego życia skończywszy. Tymczasem Hannah Fry proponuje matematyczne twierdzenia, które pomogą ci podejmować skuteczniejsze miłosne działania. Czy na imprezie w sobotnią noc lepiej jest czekać pod ścianą, aż ktoś do ciebie podejdzie, czy samej zaczepić największego przystojniaka wieczoru? Algorytm Gale’a-Shapleya (zwany, uwaga, algorytmem stabilnego małżeństwa) nie pozostawia wątpliwości: więcej korzyści zawsze ma osoba, która wykonuje pierwszy krok (nawet jeśli od czasu do czasu musi się zmierzyć z upokorzeniem odrzucenia). Czy wrzucając zdjęcie na profil randkowy, lepiej je wcześniej przefiltrować przez FaceApp, czy pozostawić je takim, jakie jest, nawet z tym niechcianym tatuażem z czasów młodości, czy wąskimi ustami, których tak bardzo nie lubisz? Z podpowiedzią przychodzi metoda statystyczna zwana analizą ­regresji: im więcej skrajnych emocji budzi twój wygląd, tym większe szanse na powodzenie. Dziewczyny z sąsiedztwa być może podobają się wszystkim, ale z praw statystyki jasno wynika, że to osoby piękne w sposób nieoczywisty, które podobają się bardzo albo nie podobają się wcale, w ostatecznym rozrachunku zgarniają więcej lajków. Jeśli do tej pory słowo „matematyka” wywoływało u ciebie nieprzyjemny skurcz w żołądku, najwyższa pora to zmienić. Od teraz może powodować jedynie przyspieszone tętno... na widok ukochanej osoby.

Serce w sieci

Skoro o algorytmach mowa, nie sposób nie wspomnieć o aplikacjach internetowych, których są sercem. Już co druga para poznaje się online, a co trzecie małżeństwo zawarte w USA po raz pierwszy umówiło się za pośrednictwem portalu randkowego. Do Tindera przekonują się dziś nawet najzagorzalsze romantyczki (w tym niżej podpisana), bo w końcu, czyż triumfalne „It’s a match!”, pojawiające się na ekranie, gdy dwoje ludzi spodoba się sobie nawzajem, nie jest trochę podobne do „pierwszego wejrzenia”, od którego obowiązkowo powinna się zacząć miłość? Tinderowi zarzuca się powierzchowność, bo jego działanie opiera się na ocenianiu po wyglądzie, w historii internetu pojawiły się jednak gorsze pomysły. Tindog pozwalał dobierać partnera na podstawie preferencji również wyglądu, tyle że psiego, Gluten Free Singles łączy samotnych przeciwników glutenu, Diaper Mates zaś to coś dla dorosłych dzieci z fetyszem noszenia pieluchy. Jeśli o związku myślisz poważnie, sprawdź aplikację OkCupid. Rozpisał ją zespół matematyków i jej skuteczność jest zbudowana na skomplikowanym algorytmie, który opiera się na sekwencji osobistych pytań prowadzącej do wybranka idealnego. Aplikacja podaje, w jakim stopniu jesteście do siebie dopasowani, a jednak nawet wynik powyżej 90 proc. nie gwarantuje sukcesu. Dlaczego? Algorytm nie jest tu niczemu winien. Robi dokładnie to, do czego został zaprojektowany – znajduje osoby najbardziej zgodne z naszymi preferencjami. Problem w tym, że nie zawsze wiemy, czego chcemy, nie mamy dostępu do swoich nieświadomych potrzeb albo lubimy podkolorować rzeczywistość. I tak kolejna randka okazuje się niewypałem. Jak zachować zimną krew? Przydaje się analityczny umysł.

Futurolożka Amy Webb po serii wyjątkowo nieudanych randek metodą prób, błędów, zbierania danych o swoich konkurentkach, a następnie ich dokładnej analizy stworzyła na OkCupid superprofil, o którym brawurowo opowiada w swoim TED Talk pod hasłem „Jak złamałam kod portali randkowych”. Jej metoda z pewnością wymagała zaangażowania i konsekwencji, ale okazała się skuteczna: szybko znalazła mężczyznę idealnego, który został jej mężem.

Im więcej emocji budzi twój wygląd, tym większe masz szanse na powodzenie.

Praca nad parą

Szczęśliwy związek wydłuża życie w większym stopniu niż zdrowa dieta czy niepalenie. Wiemy już, jak go zacząć, ale co możesz zrobić, by trwał? Od niedawna nie tylko single, lecz także pary mogą pracować nad miłością dzięki polskiemu start-upowi Pairbuilding. Jej twórcy, zainspirowani artykułem w „New York Timesie” i kwestionariuszem dr. Arona, postanowili stworzyć zestaw gier-randek służących umacnianiu więzi między dwojgiem zakochanych. Oparte na solidnych, psychologicznych podstawach (teoriach Junga, Reissa i Sternberga), dają pretekst do rozmowy nad związkiem i rozwinięciu tych kwestii, które obecnie są na niskim poziomie. Jak to działa? Zanim randka się odbędzie, wypełniacie z partnerem kwestionariusz dotyczący was samych i tego, jak widzicie waszą relację. Dla wiarygodności wyników dobrze jest pozwolić sobie na totalną szczerość, zwłaszcza że druga strona nie dowie się o tym, co wpisałaś, bo wasze odpowiedzi będą uwspólnione. Wynik podpowiada wam, na jakim etapie jest teraz wasz związek i nad czym warto popracować, by był jeszcze lepszy. Pod uwagę są brane trzy podstawowe składowe: namiętność, intymność i zaangażowanie. Następnie, w zależności od tego, który element jest najsłabszy, system komputerowy proponuje wam jedną z dziewięciu gier. Możecie odkrywać nieznany ląd, zostać tajnymi agentami czy jako architekci zaprojektować idealne miasto. Jako ogrodnicy założycie prawdziwy ogródek, a przy okazji porozmawiacie o rzeczach, które chcecie pielęgnować w waszym związku. Podejmuję wyzwanie. Co się okazuje? Do tej pory wydawało mi się, że świetnie znam swojego narzeczonego. Pairbuilding uświadomił mi, że ma przede mną jeszcze sporo nieodkrytych kart, a jednocześnie gra dała mi nowe spojrzenie na kilka spraw. Największe zaskoczenie? Nasze ­psychologiczne profile są identyczne. Rzeczy, które wydają mi się bezkresnie nudne, np. płacenie rachunków czy załatwianie formalności w urzędzie, są równie nudne dla M. (w domu zajmuje się nimi głównie on). Chyba czas, ­żebym przejęła trochę obowiązków, zanim ­moja niefrasobliwość zaowocuje kryzysem. M. nie oponuje.

Sztuka przetrwania

Niestety, szukanie osoby do pary to nie zakup nowej pary butów. Znaczenie ma wiele subtelnych niuansów: mowa ciała, feromony, nieuświadomione potrzeby, kto wie, może i Kupidyn wypuszczający niewidzialne strzały w kierunku naszych serc. Ale nawet jeśli w nie trafi, sukces nie jest zagwarantowany. Gdy zakochanie opadnie, pojawia się proza życia. Czy i dla niej można rozpisać algorytm? Pewnie tak. Mamy też wskazówki dr. Arona, co robić, by miłość trwała. Po pierwsze, warto regularnie robić razem nowe, ekscytujące rzeczy, bo to podsyca ogień namiętności. Po drugie, cieszyć się z sukcesów partnera (a nie tylko wspierać go w trudnych chwilach). Po trzecie, utrzymywać przyjaźnie z innymi parami. Za każdym razem, gdy nasz partner zrobi dla nas coś miłego, doceniać go i dziękować mu za to. I po czwarte, pracować nad sobą i dbać o zaspokajanie swoich potrzeb w związku i poza nim, bo wyrzeczenia, nawet w imię miłości, nie służą szczęściu. Profesor Katarzyna Popiołek wspomina jeszcze o autentycznym zainteresowaniu drugą osobą. Bez niego najwymyślniejszy test czy algorytm pozostaną tylko pustym szablonem. W miłości, podobnie jak w innych dziedzinach życia, gwarancją sukcesu jest bowiem przede wszystkim jedno: czujące, otwarte, kochające serce.

Tekst Marta Urbaniak