Ma 28 lat i więcej niż zadatki na gwiazdę. Margot Robbie ogłaby obrosnąć w piórka, ale pozostaje skromna. Co to jest skromność w Hollywood? Może objawiać się na wiele sposób. Na przykład kiedy nie wymagasz wygód na planie, mieszkasz w pokoju razem z ekipą, kupujesz ciuchy na wagę, a po godzinach wyprowadzasz na spacery psy z okolicznych schronisk. Czy tak zachowuje się ekranowa diwa? No właśnie, Margot Robbie – mimo rozlicznych sukcesów – wydaje się pozostawać normalna i prostolinijna. Wyróżnia ją również ambicja. Jedni mówią o niej, że jest zdeterminowana, inni – że po prostu konsekwentnie dąży do celu. Australijczycy mają to we krwi: Nicole Kidman, Hugh Jackman, Russell Crowe, Cate Blanchett. Robbie to kolejna australijska aktorka, która ma szanse zawojować amerykański przemysł filmowy. Jaka jest? W tzw. środowisku mówi się, że zabawna i naturalna. Znajomi z planu komplementują aktorkę słowem „równa”. Jednak potrafi momentalnie przeobrazić się w matronę albo pełną seksapilu uwodzicielkę. Margot Robbie ma wrodzony urok, szyk, elegancję i charyzmę. Magnetyzm. Przełomowym momentem była dla niej pierwsza nominacja do Oscara za tytułową rolę w „Jestem najlepsza. Ja, Tonya” w 2018 roku. Ale grając wcześniej, nawet mniejsze czy wręcz drugo- i trzecioplanowe postacie, potrafiła skupić na sobie uwagę i zyskać przychylność krytyków. Tak było z Naomi Lapaglią, którą zagrała w „Wilku z Wall Street” Martina Scorsese w 2013 roku. Sześć lat później znów spotyka się na planie z Leonardo DiCaprio, tyle że w produkcji Quentina Tarantino „Once Upon a Time in Hollywood”. Partneruje jej również… Brad Pitt! Mało? Margot Robbie wciela się w Sharon Tate, aktorkę i żonę Romana Polańskiego zamordowaną w ich hollywoodzkiej willi w 1969 roku. Premiera w sierpniu. Dopiero co mogliśmy podziwiać ją w kostiumowym filmie „Maria, królowa Szkotów” Josie Rourke. Postać królowej Elżbiety I przyniosła jej nominację do nagrody BAFTA. Aktorka, na co dzień spontaniczna i niewyniosła, zagrała bohaterkę zupełnie do siebie niepodobną. Paradoksalnie być może to nie nominacja do Oscara, ale właśnie rola Elżbiety I pomogła Margot Robbie utorować sobie drogę do współczesnego kina i najważniejszych kobiecych postaci filmowych.

Sukienka Margot Robbie to marzenie prawie każdej panny młodej. Zobacz kreację aktorki na premierze filmu "Once Upon a Time in Hollywood" >>

Margot Robbie znów zachwyciła wszystkich na premierze "Pewnego razu... w Hollywood". A Lena Dunham? Zobaczcie stylizacje gwiazd >>

Australijskie dzieciństwo 
Urodziła się w 1990 roku w miasteczku Dalby, 200 kilometrów od Brisbane. Ma dwóch braci, Lachlana i Camerona, oraz siostrę Anyę. To z nimi spędziła dzieciństwo na farmie dziadków na przedmieściach miasta Gold Coast. Tamte rejony są znane z kilometrowych plaż i idealnych warunków do surfowania. – To była idylla – wspomina ze wzruszeniem zwariowany czas dziecięcych zabaw i zapewnia, że wciąż przyjaźni się z rodzeństwem. W ogóle jest mocno związana z rodziną. Matka rozwiodła się z ojcem, w wychowaniu dzieci pomagali dziadkowie, ale do dziś Margot nie wie, jak jej mamie udawało się tak płynnie spiąć domową rzeczywistość i logistykę życia z czworgiem niesfornych łobuzów (według Margot posiadanie syna powinno liczyć się podwójnie!). Pracowała jako fizjoterapeutka, brała mnóstwo zleceń i dyżurów, by utrzymać dom. Margot Robbie darzy matkę wielkim szacunkiem, są bardzo zżyte. Za pierwsze duże pieniądze spłaciła kredyt zaciągnięty pod hipotekę domu mamy. Zrobiła to instynktownie, natychmiast po otrzymaniu przelewu, nie zastanawiając się nad tym, czy sama będzie miała z czego opłacić rachunki. 

Przebudzenie 
W jej rodzinnym domu oglądało się dużo filmów. Ulubione? „Piąty element” Luca Bessona. Ulubiona aktorka? Goldie Hawn. – Nie miałam pojęcia, kto to Martin Scorsese czy Wes Anderson. Dużo, dużo później odkryłam „Obywatela Kane’a” Orsona Wellesa – wspomina ze śmiechem. Nikt z jej bliskich nie miał nigdy do czynienia z planem filmowym, nikt nie pracował w kinematografii. Dlatego gdy zaczyna w niej kiełkować pomysł o aktorstwie, nic nikomu nie mówi. Pewnego dnia ogląda jakiś film w telewizji – tytuł bez znaczenia – w którym aktorka mówi swoje kwestie beznamiętnie, zupełnie płasko, bez emocji i zaangażowania. Zirytowana i zdziwiona Margot Robbie staje przed lustrem i mówi sama 
do siebie: „Potrafiłabym to zrobić lepiej!”. Minutę później już wie, już ma pewność: w wieku 17 lat rzuca szkołę średnią i jedzie do Melbourne szukać swojej szansy.

Początki
W wielkim mieście nie jest łatwo. Margot czuje się samotna, ale utwierdza się w podjętych przez siebie decyzjach. Podoba jej się, że zdołała się usamodzielnić. Nie jest już ciężarem dla matki, choć nigdy tak się nie czuła, wie jednak, że bez niej jest im lżej. – Ogromnie się bałam tego, co przede mną. Wielki świat był przerażający, nieznany, tajemniczy, ale i pociągający – wylicza. – To był dziwny czas. Sprawdzałam własną odporność i granice, próbując zahartować się na przyszłość. Nie przypominam sobie większych traumatycznych zdarzeń, po prostu nie czułam się „u siebie”. Tęskniłam za bliskimi, a jednocześnie chciałam więcej – opowiada. 
Imała się różnych zajęć: sprzątała, wyprowadzała psy na spacer, pracowała w Subwayu, zajmowała się dziećmi. Chodziła na zajęcia z aktorstwa i na castingi. I tak dostała się do obsady australijskiej opery mydlanej „Sąsiedzi”. Jej udział miał być gościnny, zresztą nie podejrzewała, że przejdzie eliminacje. Tuż po nich wyjechała na narty. Po dwóch dniach musiała wracać – producenci zadzwonili, że dostała rolę Donny Freedman. Pojawiła się naładowana energią, niemal z butami narciarskimi na nogach – jej spontaniczność zrobiła wrażenie na twórcach serialu. Rozbudowali jej postać, dzięki czemu grała w „Sąsiadach” prawie trzy lata. Najważniejsza lekcja? 
– Nie jest tak, że kamera jest twoim jedynym przyjacielem. Kino robi się wspólnie, cała ekipa pracuje na sukces aktora – mówi.Zrozumiała to na dobre, gdy rozpakowała swoją walizkę w wynajmowanym mieszkaniu w Los Angeles.

Amerykański sen 
W serialu „Pan Am” produkowanym przez stację ABC gra obok Christiny Ricci. Produkcja spada z ramówki po pierwszym sezonie, ale twórcy zbierają pozytywne opinie widzów i recenzje prasy. Niedługo później Margot Robbie poznaje Martina Scorsese. Reżyser szuka aktorki do roli Naomi Lapaglii, drugiej żony głównego bohatera w filmie „Wilk z Wall Street”. Robbie przypadkiem dowiaduje się, że ma partnerować Leonardowi DiCaprio, na szczęście aktor nie przychodzi na zdjęcia próbne. Dziewczyna – przejęta tak produkcją, jak i nieobecnością partnera – z rozpędu wciela się w rolę żeńską i męską. Odgrywa scenę za dwoje, co robi ogromne wrażenie na Scorsese. Reżyser wychodzi ze studia filmowego ze słowami na ustach: „Ta dziewczyna ma osobowość. I jaja”. Robbie nie do końca wie, czy to dobrze, czy źle, ale nazajutrz dostaje telefon potwierdzający jej udział w produkcji. Na planie jest spokojna, opanowana. Obecność Leonarda DiCaprio zdaje się nie robić na niej wrażenia. Oboje mają do zagrania scenę pełną pasji i namiętności. Robbie ma być uwodzicielska, drapieżna – po realizacji sceny Scorsese krzyczy do ekipy, że oto stoi przed nimi nowa Sharon Stone, a to, co przed momentem zarejestrowali, było lepsze od wielu scen w „Nagim instynkcie”. Zdaje się, że Margot Robbie dostaje swoją upragnioną szansę. Drzwi do Hollywood stoją przed nią otworem, bo jedno pochlebne słowo mistrza dużo tutaj znaczy. Tymczasem Australijka wybiera Wyspy!

Londyn na krótko 
Kto pamięta film „Francuska suita” Saula Dibba? A jednak to właśnie ta produkcja okazuje się prawdziwie przełomowa dla Margot Robbie. Na planie poznaje Brytyjczyka, Toma Ackerleya, który pracuje jako asystent reżysera. Zakochują się w sobie niemalże od razu. Jeszcze przed premierą Margot Robbie postanawia kupić dom w hrabstwie Bedfordshire. 
W uroczej miejscowości Clapham mieszkają Vivienne Westwood i Jason Statham. Aktorka jest pewna – nie chce Hollywood, nie chce Los Angeles, nie chce nawet Gold Coast ani farmy dziadków! Chce życia z Tomem tutaj, na londyńskich przedmieściach. Otwierają wspólnie firmę producencką LuckyChap Entertainment. – Wielokrotnie czytając scenariusz, miałam wrażenie, że role męskie są bardziej interesujące od tych żeńskich, proponowanych np. mnie – tłumaczy swoją decyzję. – Jako producentka mam szansę to zmieniać – mówi. Niedługo po tym jak ruszają z biznesem, dopada ich świadomość, że jeśli chcą się liczyć w branży, muszą zmienić kontynent. Szybka decyzja o powrocie do USA łamie jej serce. Marzenie o dzieciach, tradycyjnej rodzinie i niespiesznych piknikach na wrzosowiskach trzeba odłożyć na później. Wraz z Tomem koprodukują obraz „Jestem najlepsza. Ja, Tonya”, w którym Margot Robbie gra główną rolę. Otrzymuje za nią pierwszą nominację do Oscara. Kolejne projekty pojawiają się jak na zawołanie: „Legion samobójców 2”, „Marian” (żeński odpowiednik Robin Hooda – przyp. red.) i „Barbie”. Nie bagatelizujmy tego ostatniego tytułu. Margot Robbie, współprodukując ten film, usankcjonowała swoją pozycję w Hollywood. Jej biznesowi partnerzy to giganci: Warner i Mattel. Jeśli nie jako aktorka, to na pewno jako producentka właśnie udowodniła, że umie robić interesy z największymi. I że to ona w przyszłości będzie rozdawać karty. Na razie przetasowała talię. Z korzyścią dla siebie.

Aktorka współczesna
Na #metoo Margot Robbie zareagowała od razu. Gdy tylko jej przyjaciółka, modelka Cara Delevingne, postanowiła publicznie opowiedzieć o nieprzyzwoitych czy wręcz opresyjnych propozycjach, które dostawała od Harveya Weinsteina, od razu stanęła po jej stronie. W wywiadzie dla „Daily Mail” nawoływała środowisko do tego, by przestało tolerować nadużycia i formy nacisku wobec słabszych. Jako jedna z pierwszych użyła słowa „współodpowiedzialność”. Jej postawa wciąż należy do rzadkich. Zresztą Margot Robbie coraz częściej zabiera głos w sprawach mocno niefilmowych. Propaguje ekologię. Została twarzą kilku edukacyjnych programów afirmujących ekologiczny styl życia. Bierze udział w panelach i debatach, w których zachęca do zmiany przyzwyczajeń. Sama na co dzień również stara się stosować do zasad, które głosi: wyeliminowała plastik, zamieniło auto na elektryczne. 

Nie tylko próżność 
To była kwestia czasu. Wszyscy się tego spodziewali, skoro na najważniejsze filmowe wydarzenia (rozdanie nagród Critics’ Choice czy BAFTA – przyp. red.) wkładała suknie sygnowane logo domu mody Chanel albo wręcz kreacje stworzone specjalnie dla niej przez Karla Lagerfelda (w sukni jego projektu pojawiła się na oscarowej gali w 2018 roku i choć wróciła do domu bez statuetki za rolę w filmie „Jestem najlepsza. Ja, Tonya”, to otrzymała tytuł najlepiej ubranej gwiazdy tego wieczoru). I tak na początku 2018 roku Margot Robbie dołączyła do grona ambasadorek marki Chanel. Znalazła się w doborowym towarzystwie, obok m.in. Kristen Stewart, Lily-Rose Depp czy Willow Smith. – Tu nie chodzi tylko o kobiecą próżność – argumentuje. – Moda to coś więcej, propozycje z kolekcji haute 
couture Chanel to małe arcydzieła, nie zdradzam tu niczego nowego. Coco Chanel, ubierając kobiety w pewnym określonym stylu, równocześnie je emancypowała. Pozwalała im być sobą. Czuję się sobą w każdym ubraniu, sukni, projekcie z domu mody Chanel. Chciałabym, żeby każda z nas mogła się czuć kobieco, a jednocześnie żebyśmy doświadczały siły płynącej z kobiecości. Świadomość jest naszym największym kapitałem – mówi. I trudno jej nie wierzyć. 


Tekst Françoise Delbecq