Nigdy nie byłam dobra z matematyki, ale już w gimnazjum przekalkulowałam sobie, że jeśli chcę mieć w szafie 2.55 od Chanel jeszcze przed czterdziestką, to czeka mnie 20 lat skrupulatnego odkładania pieniędzy. Przyznam bez bólu: nie szło mi to najlepiej. Kilka lat później, zupełnie przypadkiem, natrafiłam w gazecie na artykuł o tym, że kupno luksusowej torebki to prawdziwa inwestycja (albo tak można się usprawiedliwić). W przyszłości sprzedajesz ją z nadwyżką, dlatego coraz więcej kobiet na swoje widzimisię bierze kredyt. Tak, przeszło mi to przez głowę, ale wygrał zdrowy rozsądek. Bo czy spłacanie torebki przez kilkanaście lat jest moralne? A jednak dookoła mnie co chwilę jakaś znajoma kupowała coś markowego – szpilki od Manolo, botki Chloé czy torebki Louis Vuitton. Podróbki? Okazuje się, że nie – po prostu kupiły je z drugiej ręki.

Sklepy vintage z luksusowymi rzeczami, czyli gdzie kupić taniej markowe rzeczy

Zanim pobiegniesz do lumpeksu, licząc, że właśnie tam je znajdziesz, zaznaczę, że nie o tego typu second-handy chodzi. Mówimy o sklepach internetowych sprzedających używane ubrania i akcesoria od projektantów, jak Vestiaire Collective, który zapoczątkował trend na kupowanie z odzysku. Kiedy pierwszy raz weszłam na tę stronę, otworzył się przede mną nowy świat, w którym ubrania od znanych projektantów faktycznie są dostępne. Buty Chloé za 900 zł, o połowę tańsze okulary Prady, a nawet torebki Chanel w mniej przerażającej cenie! Co ciekawe, większość jest nowa, często z nieoderwaną metką albo są to rzeczy noszone tylko raz. Po kilku miesiącach regularnego sprawdzania ofert Vestiaire Collective czy konkurencyjnych, jak The Real Real, Pyskaty Zamsz i Keep the Label, w końcu je znalazłam – swoje wymarzone tenisówki Céline z kolekcji z 2015 roku autorstwa byłej projektantki marki, Phoebe Philo. Nienoszone, w oryginalnym pudełku, z workiem przeciwkurzowym i paragonem, ale co najważniejsze – kosztowały 70 proc. taniej. Kupiłam bez zastanowienia, bo te strony rządzą się swoimi prawami. Tam odbywa się modowe polowanie. Po pierwsze, musisz uzbroić się w cierpliwość – twoja wymarzona rzecz może pojawić się dopiero za kilka miesięcy, a po drugie, liczy się szybkość – czasami rzecz sprzedaje się kilka sekund po tym, jak zostanie wystawiona. Dumna ze swojego łupu czekałam na przesyłkę, a gdy przyszła, pierwszy raz pomyślałam: jaką mam pewność, że to nie podróbka? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Well hello, lover. @alexiiak

Post udostępniony przez Vestiaire Collective (@vestiaireco) Cze 11, 2019 o 6:11 PDT

Czy posiadanie czegoś od projektanta może być faktycznie takie proste? Kiedy kupujesz buty Céline w butiku, wiesz, że inwestujesz w oryginał, ale gdy płacisz o połowę mniej za zakamuflowaną podróbkę, zaczyna się problem. Skąd wiesz, że nie zostałaś oszukana? – Większość rzeczy wystawianych w tych sklepach internetowych to nieudane prezenty, impulsywne zakupy albo zawartość szaf zamożnych kobiet lub miłośniczek mody, które już ich nie chcą i stopniowo się ich pozbywają – mówi Paulina Zajdecka-Śliwa, założycielka Keep the Label. Ten sklep internetowy z luksusową odzieżą w ciągu roku przerodził się w wielką platformę, która oferuje klientom takie marki, jak Chanel, Balmain czy Saint Laurent. – Od początku działalności zdarzyły mi się tylko dwie sprzedawczynie, które wystawiły nieoryginalne przedmioty. Dzięki temu, że ich autentyczność zawsze weryfikują nasi eksperci, zwróciliśmy im je z dodatkowym rachunkiem. W naszym regulaminie jest wyraźnie napisane, że gdy próbujesz sprzedać podróbkę, możemy ukarać cię finansowo – kontynuuje. 

Sklepy z używanymi markowymi rzeczami - jak rozpoznać podróbkę?

Jak wygląda proces sprzedaży w tych sklepach? W większości tak samo. Załóżmy, że dostałaś na urodziny wspomnianą 2.55 Chanel, a marzyłaś o modelu Boy. Logujesz się na stronę, publikujesz zdjęcie torebki, opisujesz ją i wystawiasz. Kiedy sklep zaakceptuje twój towar, staje się on widoczny dla użytkowniczek platformy. Jeśli ktoś zdecyduje się go kupić, wysyłasz go do siedziby sklepu internetowego, gdzie sprawdzana jest jego autentyczność, 
a następnie razem z certyfikatem paczka trafia do kupującego. Tę strategię wymyśliła właśnie Fanny Moizant, współwłaścicielka najbardziej rozpoznawalnej platformy sprzedażowej, Vestiaire Collective. Zakładając innowacyjny start-up w 2009 roku, musiała zabezpieczyć swoje klientki przed zalewem podróbek. Dała im wolną rękę na wystawianie przedmiotów na stronie, ale wprowadziła rygorystyczne zasady weryfikacji ich autentyczności, które zakładają nawet możliwość wysłania produktu do domu mody w przypadku wątpliwości ekspertów pracujących dla Vestiaire.

Torebka Chanel "Boy" / Getty

Tropiciel podróbek - jak nim zostać?

Określenie autentyczności luksusowych rzeczy wcale nie jest łatwe. – Najprościej weryfikuje się ubrania, a najtrudniej torebki i buty – twierdzi Paulina Zajdecka-Śliwa. Aby rozpoznać, co jest prawdziwe, a co nie, potrzebujesz lat doświadczenia i opatrzenia się z luksusowymi produktami. Nie przygotują cię do tego żadne studia. – Szkoliłam się w butikach największych projektantów i w siedzibie The Real Real, sporo nauczyłam się od zaprzyjaźnionych szewców i kaletników, ale przede wszystkim przez lata przyglądałam się luksusowym rzeczom. Kiedy posiadasz słynną chanelkę czy Neverfull Louis Vuitton, to już po dotknięciu skóry możesz wstępnie rozpoznać oryginał – opowiada. Tropiciel podróbek to nie rzeczoznawca, bliżej mu raczej do eksperta sztuki. Tak jak on przez lata ćwiczy oko i ciągle zdobywa wiedzę o produktach, by nie dać się zwieść. A o to w tej branży nietrudno, bo handel podróbkami to zmora naszych czasów. Aby się przed nimi uchronić, dom mody Hermès co dwa lata zmienia położenie numerów seryjnych na swoich torebkach, a Chanel wszywa w produkty specjalne hologramy. – Czasami o oryginalności produktu decydują najmniejsze szczegóły, takie jak podwójne przeszycia, producenci suwaków czy hologramy, które mają specyficzne znakowania i nacięcia zależne od roku produkcji – tłumaczy Aleksandra Baran, założycielka sklepu internetowego Pyskaty Zamsz.

Aplikacja do rozpoznawania podróbek

Gdy zawodzi własne oko, coraz więcej marek powierza weryfikację zaawansowanej technologii. W 2015 roku niewielki start-up w Nowym Jorku stworzył pierwsze urządzenie określające autentyczność luksusowych torebek. Entrupy to aplikacja wbudowana w iPoda. Działa za pomocą sztucznej inteligencji, która dzięki ogromnej bazie danych porównuje zdjęcia badanego produktu z oryginałem. – To trochę jak robienie rentgena torebkom – mówi pracująca dla firmy Devin Battersby. Skanowanie zaczyna się od ogólnych zdjęć skóry czy logo, a kończy na okuciach, a nawet szwach. Firma zapewnia, że urządzenie daje 99,1 proc. gwarancji autentyczności, ale jedynie wybranych marek. – Najczęściej stosuję je w przypadku torebek, bo piętą Achillesową podróbek są zamki – mają zupełnie inne stopy metali niż oryginał, a to możemy stwierdzić dopiero po zeskanowaniu – opowiada Paulina Zajdecka-Śliwa. Jako jedyna w Polsce dysponuje tym urządzeniem i certyfikatem wydanym przez Entrupy. – Moje szkolenie w ich siedzibie polegało na… bacznym oglądaniu podróbek. Tylko na zasadzie porównań możesz nauczyć się oceniać autentyczność – dodaje. 

Co zrobić, gdy kupiło się podróbkę?

A gdy kupisz podróbkę? To nic straconego. Według prawa handel podróbkami jest karalny, dlatego w przypadku oszustwa możesz udać się na policję. W Polsce jest już wydział przeciwdziałający nielegalnemu rynkowi. Sprzedaż podróbek grozi wyrokiem sądowym, wypłaceniem poszkodowanemu zadośćuczynienia, a nawet nakazem kupna oryginalnej torebki – tak orzekł niedawno sąd, nakazując odkupienie poszkodowanej oryginalnej Chanel! Fanki mody mogą spać spokojnie. Rynek re-commerce to teraz żyła złota, dlatego platformy sprzedażowe dbają o to, by nic nie zaburzyło ich luksusowej, choć używanej aury.

Recykling szaf to nowy trend, który wzbił się na fali coraz głośniejszych dyskusji o zrównoważonej modzie. Na stronach z luksusową odzieżą z drugiej ręki swoje szafy czyszczą już nie tylko zwykli śmiertelnicy, lecz także gwiazdy. Po tym jak popularna platforma The Real Real wystawiła na stronie ubrania z szafy Kylie Jenner, fani wykupili wszystko. Kto wie, może przy odrobinie szczęścia znajdziesz na Vestiaire Collective nawet słynną czerwoną Birkin… i to za połowę ceny. Vintage to w końcu nowa czerń.