Uwielbiam to uczucie, gdy mam na sobie nowy, szałowy ciuch. Na spacerze łapię spojrzenia przechodniów, świat należy do mnie. I choć niektórzy chcieliby uważać ubieranie się za akt próżności, absolutnie tak nie jest. William James, amerykański filozof i prekursor psychologii humanistycznej, mawiał, że prawdziwy rozwój człowieka zaczyna się przy drzwiach od szafy. – Ubranie to coś, co jest z nami na co dzień, przedłużenie naszego ciała. Pozwala wpływać na to, jak postrzegają nas inni, ale jest też uzewnętrznieniem naszego nastroju – mówi Katarzyna Kucewicz, psycholożka i psychoterapeutka z Ośrodka Psychoterapii i Coachingu „Inner Garden”. Nie da się jednak ukryć, że czasami nasze modowe wybory wręcz krzyczą.

Sukienka u psychologa
– Pokaż mi swoją szafę, a powiem ci, kim jesteś – mówi dr Jennifer Baumgartner, autorka książki „You Are What You Wear. What Your Clothes Reveal About You” (Jesteś tym, co nosisz. Co twoje ubrania mówią o tobie). Zanim obroniła dyplom z psychologii, była doradczynią zakupową w sklepach Ralpha Laurena i Ann Taylor. Dziś, pracując z klientkami nad ich wizerunkiem, przez zmianę sposobu ubierania się pomaga im poznać siebie. „Pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale wybór każdej sukienki, T-shirtu czy pary spodni jest konsekwencją głębszego, często nieuświadomionego procesu, który w tobie zachodzi. Szafa pełna workowatych ubrań może należeć do kobiety, która wstydzi się nadwagi i chce ją ukryć. Albo takiej, która nie chce schudnąć, tylko nie jest w stanie przyznać się do tego. Może też być własnością żony i matki, która nie nosi ładnych ubrań, bo żyje pod presją czasu, a gdyby zwolniła, musiałaby zauważyć także swoje rozpadające się małżeństwo” – pisze dr Jen-
nifer Baumgartner. Powodów, dla których ubieramy się w określony sposób, może być mnóstwo, nie warto więc kategoryzować ani tym bardziej oceniać po wyglądzie. Doktor Jennifer Baumgartner obiecuje za to, że od jednej zmiany w stylu ubierania się, dzięki efektowi domina, może rozpocząć się cała seria zmian w życiu. Każdej niepewnej własnego stylu kobiecie daje też jedną kluczową radę: „Wybieraj tylko ubrania, które sprawiają, że czujesz się w nich absolutnie bosko”.

Stylowe koleżanki
Muszę przyznać, że ja, miłośniczka kolorów, wzorów i niebanalnych krojów, zazdroszczę tym, którzy mają tzw. spójny styl. Szafa pełna minimalistycznych sukienek z COS-a czy od Ani Kuczyńskiej – tak ubierają się moje najbardziej stylowe koleżanki. Ja raz mam ochotę na sztuczne zielone futro, raz na jedwabną sukienkę boho, a kiedy indziej na spodnie we wzory z lat 60. Zachwyca mnie minimalizm, ale na własnym ciele – nudzi. Czy to znaczy, że nie potrafię zdefiniować samej siebie? – Niekoniecznie – uspokaja mnie Katarzyna Kucewicz. – Częste zmiany stylu wynikają z niskiej odporności na nudę. Osoby, które eksperymentują z wizerunkiem, są kreatywne i jednocześnie podatniejsze na odczuwanie wewnętrznego niepokoju. Ci, którzy mają spokojne usposobienie, będą nosić stonowane ubrania. Jeśli jednak metamorfozy są ekstremalne, a ty nie możesz się zdecydować, czy jesteś tomboyem czy lolitką, może to oznaczać trudności z ustaleniem własnej tożsamości. Nagła i radykalna zmiana bywa też symptomem wstrząsu w życiu. Ja sama kiedyś ogoliłam głowę i z dnia na dzień zmieniłam się w stuprocentową chłopczycę. Przeżywałam stres związany z sytuacją rodzinną. To nie była zmiana stylu, tylko akt buntu – opowiada Katarzyna Kucewicz, dziś ubrana w ultrakobiecą sukienkę i obcasy. – Dlatego warto obserwować najbliższych, zwłaszcza nastoletnią córkę czy siostrę. Jeśli przechodzą metamorfozę w stylu Britney Spears, może to być sygnał, że w ich życiu dzieje się coś złego. 

Wybieraj tylko ubrania, które sprawiają, że czujesz się w nich absolutnie bosko.

Antydepresanty z szafy
Kiedy mój nastrój zjeżdża jak po równi pochyłej, zaczynam odczuwać pociąg do swetrów – zwłaszcza w nietwarzowym dla brunetki kolorze bagiennej szarości. Kiedy jednak włożę więcej wysiłku w stylizację, mój humor się poprawia. – Warto wiedzieć, że nasz styl ubierania się jest składową równowagi psychicznej. Tym, co na siebie włożymy, możemy wpłynąć na poprawę nastroju, choć nie w przypadku depresji klinicznej. Ale jeśli rzucił cię facet, a ty w ramach buntu przestałaś o siebie dbać, lepiej to przemyśl. Gdy na przekór temu, co w danej chwili czujesz, wrócisz do swoich kolorów i fasonów, prawdopodobnie przyspieszysz powrót do równowagi psychicznej – podpowiada Katarzyna Kucewicz. – Podczas procesów sądowych oskarżeni częściej są uznawani za winnych, jeśli mają na sobie czarną odzież, ale nie każda ubrana na czarno osoba ma depresję. Czasem jest na odwrót – barwny wizerunek ma odwrócić uwagę od smutku zalewającego nasze wnętrze. Wystarczy spojrzeć na Lady Gagę, która ma ekscentryczny styl, a choruje na depresję – dodaje ekspertka.

Sukces w szpilkach
Gdy miałam przeprowadzić wywiad z Diane von Fürstenberg, poprosiłam znajomą stylistkę o pomoc. Ubrana w klasyczną czerwoną sukienkę i o ton jaśniejszy pudełkowy płaszcz nie wyglądałam jak ja na co dzień. Ale czułam się profesjonalnie, modnie i kobieco, dzięki czemu projektantka mnie nie onieśmielała. Ubranie nie tylko odzwierciedla nasze możliwości, lecz także może na nie wpływać. Amerykańscy psychologowie, Hajo Adam i Adam D. Galinsky z Northwestern University, ukuli nawet na potrzeby tego zjawiska termin „enclothed cognition” (zdolność poznawcza warunkowana ubraniem) i przeprowadzili na ten temat serię badań. Do jednego ubrali uczestników w identyczne białe fartuchy. Pierwszej grupie powiedzieli, że to fartuchy lekarskie, drugiej, że malarskie. Trzecia miała powiesić fartuch przed sobą na krześle. Potem wszyscy szukali różnic między podobnymi obrazkami. Osoby z pierwszej grupy uzyskały lepsze wyniki, jakby już sam fakt bycia przebranym za lekarza zwiększył ich możliwości umysłowe. 
Tak, ubranie może działać na twoją korzyść i warto to wykorzystać. Od czasu spędzonego przed szafą może zależeć to, jak będziesz się czuła przez resztę dnia. Jako freelancerka pracująca z domu wiem, że siedzenie przed komputerem w piżamie sprzyja poczuciu rozmemłania. Za to jeśli się wyszykuję, tak jakbym szła do biura, łatwiej jest mi pisać. – Moje pacjentki nieraz żałują, że na ważne spotkanie włożyły nową rzecz. Gryzący materiał czy kłująca metka potrafią zbić z pantałyku nawet kogoś po dwóch fakultetach – opowiada Katarzyna Kucewicz. Być może obok „bad hair day” powinnyśmy wprowadzić pojęcie „bad wear day”? Lepiej, by nie spotykał nas za często. Wkładając jakąś rzecz, nieświadomie przejmujesz związane z nią cechy. Gdy jesteśmy niechlujnie ubrane, wysyłamy sygnał światu, jakby nam nie zależało. Elegancki strój częściej sprawia, że łatwiej nam np. załatwiać sprawy w urzędzie, bo jesteśmy odbierane jako godniejsze zaufania. Nawet percepcja samych siebie się zmienia.

Zestaw dla milionerki
Znajoma fotografka przez lata narzekała na niskie honoraria. Ktoś podpowiedział jej, by popracowała nad swoim stylem, bo przecież nie może żądać luksusowych stawek, jeśli sama nie wygląda luksusowo. Justyna nie zgadzała się z tym, ale zaryzykowała. Pożegnała długie spódnice, korale i buty trapery na rzecz spodni cygaretek, jedwabnych koszul i sztybletów. Inwestycja w ciuchy zwróciła się z pierwszym zleceniem. Czy rzeczywiście, jeśli chcesz zarabiać miliony, powinnaś się ubierać tak, jakbyś już je zarabiała? – Kupując drogą torebkę, nie staniemy się nagle bogate. Część kobiet chciałaby w to wierzyć, zainspirowana książką „Sekret” Rhondy Byrne i tzw. prawem przyciągania. Jako psycholog podchodzę do niej sceptycznie, choć jeśli człowiek czegoś pragnie, jest w stanie tak kreować swoją rzeczywistość, by to się spełniło. I w tym sensie kobieta, która wygląda jak milion dolarów, staje się pewniejsza siebie i odważniejsza niż ta, która chciałaby być milionerką, ale jest szarą myszką – tłumaczy Katarzyna Kucewicz. Pozostaje pytanie, dlaczego milionerzy naszych czasów, Mark Zuckerberg czy Steve Jobs, raczej nie grzeszyli wyobraźnią we własnej garderobie? – Myślę, że w ich przypadku ubrania pełnią funkcję talizmanów. Szary T-shirt Zuckerberga wpasowuje się w jego aspergerowski wizerunek i pomaga mu być tym Markiem Zuckerbergiem – mówi Katarzyna Kucewicz. – Chyba każda z nas ma taki ciuch, w którym czuje, że świat należy do niej. Warto z tego skorzystać i wkładać go w gorsze dni – podpowiada. Jest tylko jedno ryzyko: sukienka, w której zawsze dostajesz miliony komplementów, może mieć czarodziejskie właściwości – sprawić, że i ty w końcu w nie uwierzysz.

Co mówi twój styl

Częste zmiany

Mogą oznaczać, że jesteś osobą kreatywną, która szybko się nudzi i ma skłonność do niepokoju. Jednak nagła transformacja może też oznaczać kryzys albo odreagowanie traumy. 

Workowate sukienki

Może nosić kobieta, która chce zatuszować nadwagę, bo się jej wstydzi, lub taka, która wcale nie chce schudnąć, ale ukrywa swój wygląd, także przed sobą.

Nietwarzowe swetry

Mamy ochotę wkładać, gdy spotkało nas coś złego i chcemy uciec przed całym światem. Właśnie wtedy, jeśli na przekór sobie włożymy coś pięknego, kolorowego, nastrój może poprawić się znacznie szybciej. Ubranie nie tylko odzwierciedla nasze samopoczucie, lecz także może na nie wpłynąć.

Tekst Marta Urbaniak