Fanki dawnego Céline, zrzeszone w ruchu @oldceline, nie mogą do dziś wybaczyć Slimane'owi tego, co robi z ich ukochanym domem mody kojarzonym niezmiennie i nierozerwalniez estetyką poprzedniej dyrektor kreatywnej Phoebe Philo. A ten znów gra im na nerwach. Póki mistrzyni minimalizmu nie wróci z nowymi inicjatywami, zwolenniczki spuścizny Phoebe, muszą pocieszać się projektami marek takich jak Malene Birger, Le 17 Septembre, czy Bottega Veneta, która najsprawniej przejęła rząd dusz osieroconych influencerek. Tymczasem Hedi robi swoje, totalnie ignorując krytykę mediów i zakonu @oldceline. Tak więc na pokazie Slimane'a, ups - Céline, w Paryżu znów zobaczyliśmy to, co sprzedaje się najlepiej - zestawy inspirowane stylem gwiazd rocka z lat 60. i 70. Dzwony, zdobione marynarki, sukienki spięte w talii wiązane kokardą przy szyi, topy z szalikami, skórzane płaszcze, spodnie cygaretki. Wciąż piękne, ale już tak bardzo opatrzone. Argument sprzedaży też za chwilę może stać się nieaktualny - znudzeni klienci, młodzi i mniej młodzi gniewni za chwilę odpłyną do innych marek, bo oni też potrzebują nowych estetycznych stymulacji. Niezależnie od tego, jak bardzo byliby rozkochani w naśladowaniu Micka Jaggera. Hedi Slimane jest geniuszem i wizjonerem - świat natomiast czeka, by swoją cudowną arogancję zaczął realizować w celach wyższych niż excel koncernu LVMH. 

Czytaj też: Efekt Phoebe Philo. U kogo kupią ubrania fanki starego Céline?