Większość z nas lubi czasami sięgnąć po książkę, serial lub film, który może i nie zbiera najlepszych recenzji, może i nie jest dziełem sztuki, ale po prostu jest miłą i przyjemną rozrywką. Jeśli też należycie do tego grona, mam dla was listę moich literackich "guilty pleasure". Te książki nie zgarnęły Nobla, za to zapewniły mi kilka naprawdę miłych chwil i relaksu. Może i wam przypadną do gustu.
WIDEO…
„Plotkara”, Cecily von Ziegesar
Jestem z pokolenia, które swoje nastoletnie lata przeżyło z serialem „Plotkara” w tle, więc w pewnym momencie po prostu musiałam sięgnąć po książkowy pierwowzór. Powieść Cecily von Ziegesar zaprasza do świata zamożnych nastolatków z nowojorskiego Upper East Side, gdzie nawet przyjaźń potrafi być elementem towarzyskiej rywalizacji. W centrum wydarzeń znajdują się Serena van der Woodsen i Blair Waldorf, a ich życie uczuciowe, konflikty i sekrety dostarczają materiału anonimowej autorce internetowych plotek.
Brzmi powierzchownie? Owszem, ale Cecily von Ziegesar potrafi wykorzystać tę powierzchowność do stworzenia złośliwej, zabawnej opowieści o przywilejach i potrzebie bycia podziwianą. Bohaterowie bywają nieznośni, ich problemy absurdalne, a mimo to trudno przestać interesować się tym, kto kogo zdradził i komu właśnie zrujnowano reputację. To trochę przyjemność podglądania życia ludzi, z którymi niekoniecznie chciałybyśmy się przyjaźnić, ale o których chętnie posłuchamy.
„Pamiętnik”, Nicholas Sparks
Są takie wieczory, kiedy chcę poczytać klasyczne „romansidło” i uronić kilka łez wzruszenia. „Pamiętnik” Nicholasa Sparksa doskonale odpowiada na tę potrzebę. To historia Noaha i Allie, których połączyło młodzieńcze uczucie, a rozdzieliły różnice społeczne i życiowe okoliczności. Ich losy poznajemy za sprawą starszego mężczyzny czytającego zapiski kobiecie z chorobą Alzheimera, przebywającej w domu opieki. Można zarzucać Sparksowi sentymentalizm, ale trudno odmówić mu umiejętności angażowania czytelników w losy zakochanych. Jeśli lubicie historie, przy których można jednocześnie westchnąć i sięgnąć po chusteczkę, ten tytuł będzie dobrym wyborem.
„Zmierzch”, Stephenie Meyer
Kiedy „Zmierzch” trafił do Polski miałam 12 lat i miałam na jego punkcie obsesję. Teraz mam 32 i... czasami wciąż lubię do niego wracać. Bella Swan przeprowadza się do deszczowego Forks, gdzie poznaje tajemniczego Edwarda Cullena. Szybko okazuje się, że chłopak jest wampirem, a rodzące się między nimi uczucie wiąże się z zagrożeniem znacznie poważniejszym niż szkolne plotki.
Z dzisiejszej perspektywy niektóre zachowania Edwarda mogą bardziej niepokoić niż zachwycać, a patos dialogów niekiedy prowokuje śmiech. Mimo to powieść nadal ma swój urok, trochę jak wspomnienie własnej pierwszej miłości. Jeśli też czytaliście tę książkę jako nastolatki, powrót do niej może być dodatkowo zabawnym spotkaniem z dawnymi wyobrażeniami o idealnym związku. Niekoniecznie nadal będziecie wzdychać do Edwarda, ale możecie szybko przypomnieć sobie, dlaczego kiedyś tak trudno było zamknąć książkę.
„Clone”, Aleksandra Negrońska
Teraz coś z bardzo współczesnej sceny literackiej od młodej polskiej autorki. Po „Clone” sięgnęłam trochę z przypadku, a trochę z nudów i bardzo szybko się wciągnęłam. W powieści poznajemy Rosie, dla której wyjazd na studia miał być nowym początkiem, 19-latka przenosi się ze Stanów Zjednoczonych do Leeds, gdzie rozpoczyna studia prawnicze. Zamieszkuje z siostrą bliźniaczką, której nie widziała od ośmiu lat, oraz przybranym bratem, a za ich sprawą poznaje grono popularnych, zamożnych studentów. W tym Zaydena, do którego od pierwszej minuty pała gorącą nienawiścią. Ale jak dobrze wiemy, od nienawiści do miłości czasami wystarczy jeden krok.
Motywacje postaci bywają trochę naiwne, a z perspektywy dorosłej osoby niepotrzebnie skomplikowane, ale mimo to napięcie rozwijające się między Rosie i Zaydenem i życie studentkich elit potrafi przykuć do książki na długie godziny.
„Nightshade”, Autumn Woods
Klimat szkockich wrzosowisk spowitych mgłą i nierozwiązanej tajemnicy to zdecydowanie coś dla mnie, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po „Nightshade” Autumn Woods. Ophelia Winters trafia dzięki stypendium na Uniwersytet Sorrowsong, na którym uczą się dzieci światowej elity i zamierza wykorzystać tę szansę, by zbadać okoliczności zagadkowej śmierci rodziców. Na miejscu poznaje Alexa, syna mężczyzny, którego podejrzewa o udział w tragedii, a sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy sama staje się celem prześladowcy.
Niechęć, przyciąganie i konieczność współpracy tworzą tu podstawę romansu, któremu towarzyszy kryminalna tajemnica. To propozycja dla osób, które lubią estetykę dark academia. Nagromadzenie dramatycznych okoliczności może wydawać się przesadne, ale właśnie ta intensywność pasuje do zestawienia literackich guilty pleasures. Szczególnie jeśli od książki oczekujecie, że na kilka godzin zajmie wasze myśli.