„Babcia całe życie ciężko pracowała”. Takie zdanie brzmi znajomo, ale właściwie niewiele mówi o kobiecie, której dotyczy. Czego chciała dla siebie? Czy mogła się uczyć, samodzielnie wybrać męża, odmówić kolejnego obowiązku? Właśnie z myślą o takich pytaniach wybrałam dla was trzy książki poświęcone historii polskich kobiet. Ich bohaterki pracują w gospodarstwach i fabrykach, wychowują dzieci i próbują znaleźć przestrzeń na własne ambicje. Uprzedzam, to lektury, które potrafią wzbudzić sporo złości. Zwłaszcza na zapewnienia, że dawniej życie było prostsze.

WIDEO…

player placeholder

„Chłopki. Opowieść o naszych babkach”, Joanna Kuciel-Frydryszak

Zaczynam od książki, którą warto podsunąć każdemu, kto ma ochotę idealizować życie na dawnej polskiej wsi. Joanna Kuciel-Frydryszak przygląda się kobietom, dla których codzienność oznaczała pracę w domu, w gospodarstwie i u zamożniejszych ludzi. Pokazuje biedę, ograniczony dostęp do edukacji i zależność od rodziny, a także małżeństwa, o których decydował majątek. W tej rzeczywistości własne łóżko czy możliwość chodzenia do szkoły bywały marzeniem. Autorka opisuje jednocześnie pragnienie zmiany, które towarzyszyło jej bohaterkom, nawet gdy możliwości decydowania o sobie miały niewielkie. 

Właśnie dlatego „Chłopki” wydają mi się dobrym początkiem rozmowy o rodzinnej historii. Podziw dla zaradności tych kobiet łączy się tu z pytaniem, dlaczego w ogóle musiały tyle znosić. Łatwo przecież zachwycać się siłą naszych przodkiń, znacznie trudniej zastanowić się nad ceną, jaką za nią płaciły. Jeśli szukacie książki, która pomoże wam spojrzeć uważniej na losy babek i prababek, zacznijcie właśnie od tej. 

Zobacz także:
„Chłopki. Opowieść o naszych babkach”

„Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet”, Antonina Tosiek

Kolejna propozycja pozwala przyjrzeć się temu, jak mieszkanki wsi same opisywały własne życie. Antonina Tosiek analizuje rękopisy i maszynopisy nadsyłane na konkursy pamiętnikarskie, zestawiając je z opracowaniami naukowymi i danymi statystycznymi. Poznajemy między innymi Juliannę, która w latach 30. pisała nocami, ukrywając to przed mężem, oraz Teresę, która w 1983 roku znajdowała czas na zapiski podczas podróży autobusem do pracy. Już same okoliczności powstawania tych pamiętników mówią wiele o tym, ile miejsca zostawało kobietom na własne potrzeby. 

Szczególnie poruszające jest dla mnie tytułowe przepraszanie. Kryje się w nim lęk przed oceną osób lepiej wykształconych, ale też obawa, że opowiadane życie okaże się dla kogoś nieciekawe. A przecież te kobiety miały mnóstwo do powiedzenia o świecie, w którym żyły. Tosiek upomina się o różnorodność ich doświadczeń i pokazuje, jak wiele tracimy, sprowadzając je do jednej opowieści o wiejskiej biedzie. Dostrzega również ich ambicje, sprzeciw i potrzebę samodzielnego opowiadania o sobie. Jeśli po „Chłopkach” macie ochotę poznać kolejne perspektywy, to bardzo dobry wybór.

„Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet”

„Aleja Włókniarek”, Marta Madejska

Na koniec przenosimy się do Łodzi. Jeśli kojarzy wam się przede wszystkim z pałacami fabrykantów i „Ziemią obiecaną”, warto przyjrzeć się także kobietom, które pracowały na bogactwo tego miasta. Właśnie ich historie odtwarza Marta Madejska. Bohaterki „Alei Włókniarek” często zaczynały pracę jako nastolatki, zarabiały niewiele, a fabryczna codzienność oznaczała ogromny wysiłek i wyniszczające warunki. Autorka opisuje kolejne pokolenia robotnic, pokazując, jak zmieniały się realia polityczne i właściciele zakładów, podczas gdy ciężar pracy nadal spoczywał na kobietach. Przygląda się też ich walce o poprawę własnego położenia i wpływowi, jaki wywierały na społeczne zmiany. 

Dla mnie to dobry powód, żeby o emancypacji myśleć również przez doświadczenia kobiet, których nazwisk próżno szukać w szkolnych podręcznikach. Ich codzienny opór i dążenie do samodzielności zasługują na uwagę. „Aleję Włókniarek” poleciłabym szczególnie tym z was, którzy lubią poznawać miasta przez losy ich mieszkańców. Łódzkie fabryki zyskują w tej opowieści bardzo konkretną, kobiecą historię, do której warto wrócić przy kolejnym spacerze po mieście.

„Aleja Włókniarek”