Po ośmiu latach od „Zimnej wojny” Paweł Pawlikowski wraca z filmem, który zamyka jego nieformalną historyczną trylogię i domyka ją w tonacji zaskakująco chłodnej, kontemplacyjnej, oszczędnej. „Ojczyzna” miała światową premierę 14 maja 2026 roku na festiwalu w Cannes, gdzie spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem, a 18 września 2026 roku została ogłoszona polskim kandydatem do Oscara. Do polskich kin trafiła 19 czerwca 2026 roku, a jej dystrybutorem jest Kino Świat. My właśnie obejrzeliśmy jego najnowsze dzieło w ramach 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
WIDEO…
Pawlikowski opowiada o Thomasie Mannie i jego córce
Reżyser sięgnął po powieść „Czarodziej” irlandzkiego pisarza Colma Tóibína i wyłowił z niej motyw podróży rodziny Mannów przez powojenne, podzielone Niemcy. Głównymi bohaterami są Thomas Mann, laureat literackiej Nagrody Nobla i jeden z najwybitniejszych niemieckojęzycznych pisarzy w dziejach, oraz jego córka Erika, pisarka, aktorka i reporterka. Akcja rozgrywa się w 1949 roku, gdy Mann po latach emigracji wraca do kraju, w którym narodziło się piekło XX wieku, by z okazji dwusetnej rocznicy urodzin Goethego odwiedzić najpierw RFN, a potem NRD.
W rolę Thomasa Manna wcielił się Hanns Zischler, a Erikę zagrała Sandra Hüller, jedna z najbardziej fascynujących twarzy współczesnego europejskiego kina, znana z „Toniego Erdmanna”, „Strefy interesów” i „Anatomii upadku”. Za zdjęcia odpowiada wierny współpracownik Pawlikowskiego, Łukasz Żal, którego kadry zamieniają zrujnowane Niemcy w krajobraz przesycony pamięcią i traumą.
Warto zaznaczyć, że reżyser świadomie odchodzi od faktów. W rzeczywistości Mannowi w podróży towarzyszyła żona Katia, a nie córka, zaś jego syn Klaus popełnił samobójstwo kilka miesięcy wcześniej. Pawlikowski podporządkowuje biografię własnym celom, budując opowieść bardziej symboliczną i uniwersalną niż wierną historii.
„Ojczyzna” to najbardziej osobisty film polskiego reżysera
Choć plastycznie „Ojczyzna” jest bliska „Idzie” i „Zimnej wojnie” - z charakterystycznym formatem obrazu i kadrowaniem pozostawiającym przestrzeń nad głowami bohaterów - to od nich odróżnia ją emocjonalny chłód. Tam, gdzie wcześniej reżyser tchnął w intelektualne kino melodramatyczne czy miłosne emocje, tu serwuje kino czysto intelektualne, które przybiera formę eseju filmowego. Głównym bohaterem filmu staje się sama sztuka: rozmowy o Bachu i Wagnerze, przemówienia Manna po obu stronach niemieckiej granicy, pytania o powinność artysty wobec swojego narodu.
To film zdyscyplinowany formalnie, rozgrywający się na kameralną skalę, niespieszny i cierpliwy. Pawlikowski nie unika przy tym humoru - przemyca subtelne, intelektualne żarty, jak niemal kabaretowy występ piosenkarki granej przez Joannę Kulig, która ponownie staje przy mikrofonie, przypominając o szczególnym miejscu muzyki w jego kinie. Emocjonalny ciężar sygnalizowany jest już w otwierającej scenie telefonicznej rozmowy Eriki z pogrążonym w kryzysie bratem Klausem. Stawia pytania o to, gdzie faktycznie jest nasz dom, jak postrzegamy tożsamość narodową i jaką rolę odgrywa w naszym życiu, a także zabiera widza w emocjonalną podróż relacji rodzinnych i moralnych wyborów. I przy okazji nie podsuwa prostych odpowiedzi.
To nie jest film, który uwodzi tak łatwo jak „Zimna wojna” ani porusza z mocą „Idy”. Wymaga od widza zaangażowania, gotowości do samodzielnego wypełnienia pozostawionych przestrzeni, a także znajomości losów rodziny Mannów. Dla niektórych może być dość trudny w odbiorze, ale jeżeli jednak uda nam się wejść w tę historię i dostroimy się do tempa reżysera, otrzymamy inspirującą, stymulującą intelektualnie produkcję, która jest najbardziej osobistą w dorobku Pawlikowskiego, jak sam podkreślał w Cannes.