Przyznaję: przez lata tytuł, opis oraz plakat promujący film skutecznie mnie odstraszały. „Skrzydlate świnie” brzmi bowiem jak produkcja, po której trudno spodziewać się czegoś więcej niż kina klasy B, piłkarskich żartów i historii dla zagorzałych kibiców. Tymczasem film Anny Kazejak jest znacznie ciekawszy, niż sugeruje jego nazwa. Pod opowieścią o ultrasach kryje się historia ludzi, którzy w pewnym momencie życia muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, co właściwie zostaje z pasji, kiedy dorosłość zaczyna upominać się o swoje.
WIDEO…
„Skrzydlate świnie”. Polski film, który zasługuje na trochę więcej uwagi

Oskar Nowacki (Paweł Małaszyński) ma 35 lat, właśnie został ojcem i jest zagorzałym kibicem lokalnego klubu piłkarskiego. Razem z bratem Mariuszem (Piotr Rogucki) i grupą przyjaciół żyje rytmem meczów, dopingu i kibicowskiej społeczności. Futbol nie jest dla nich zwykłym hobby. To część ich tożsamości, sposób na spędzanie czasu i więź, która przez lata łączyła ich znacznie mocniej niż niejeden rodzinny album.
Wszystko zaczyna się komplikować, kiedy lokalny klub wypada z ligi. Nagle świat, który bohaterowie znali, przestaje działać według dotychczasowych zasad. Oskar musi założyć garnitur i przyjąć pracę u miejscowego biznesmena Krzysztofa Dzikowskiego (Cezary Pazura). Problem polega na tym, że nowa praca wiąże się z prowadzeniem dopingu dla drużyny, której kibice do tej pory byli dla niego największymi rywalami.
Dla człowieka, który całe życie spędził po jednej stronie kibicowskiej barykady, taka propozycja brzmi niemal jak zdrada. Oskar szybko przekonuje się jednak, że dorosłość nie zawsze pozwala pozostać wiernym wszystkim zasadom, które wyznawało się jako nastolatek.
Małaszyński w zupełnie innym wydaniu

Paweł Małaszyński był wówczas jednym z najbardziej rozpoznawalnych aktorów młodego pokolenia. Publiczność kojarzyła go przede wszystkim z serialami „Magda M.” i „Twarzą w twarz”, a „Skrzydlate świnie” pozwoliły mu pokazać znacznie bardziej niepokorną stronę. Oskar nie jest bohaterem, którego łatwo jednoznacznie polubić. Ma w sobie sporo brawury, bywa impulsywny i długo próbuje funkcjonować tak, jakby odpowiedzialność za rodzinę, pracę i przyszłość można było odsunąć na później. Anna Kazejak świadomie obsadziła Małaszyńskiego wbrew jego wcześniejszemu wizerunkowi. Sama reżyserka mówiła, że zależało jej na pokazaniu aktora w roli zupełnie innej od tych, do których przyzwyczaił widzów.
Obok niego pojawia się aktor i wokalista zespołu COMA - Piotr Rogucki jako Mariusz – brat Oskara i jednocześnie człowiek równie mocno zanurzony w kibicowskim świecie. To zresztą jeden z ciekawszych elementów filmu: relacja między braćmi nie zostaje sprowadzona do prostego konfliktu. Obaj próbują odnaleźć się w rzeczywistości, która zaczyna wymagać od nich dorosłych decyzji.
W obsadzie znalazły się również Olga Bołądź jako Basia oraz Karolina Gorczyca jako Alina, partnerka Oskara. Bołądź, którą dziś znamy m.in. z „Botoksu” czy „Służb specjalnych”, wciela się w dziewczynę Mariusza, która podobnie jak on jest zaangażowana w kibicowską społeczność. Alina z kolei reprezentuje zupełnie inną część życia Oskara – tę, której nie da się już zamknąć na stadionie.
W filmie pojawiają się także Cezary Pazura, Agata Kulesza, Eryk Lubos i Andrzej Grabowski.
„Skrzydlate świnie” to nie tylko film o kibicach

Najciekawsze w produkcji Kazejak jest to, że futbol stanowi tu punkt wyjścia, a nie jedyny temat. Podczas gdy Oskar próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji zawodowej, jego relacje z bliskimi zaczynają się komplikować. Mariusz mierzy się z własnymi problemami, Basia odkrywa, jak niewielu prawdziwych przyjaciół zostaje człowiekowi, kiedy staje się częścią konfliktu, a Oskar musi zdecydować, gdzie właściwie przebiega granica między lojalnością wobec grupy a odpowiedzialnością za własne życie.
Film balansuje więc między komedią, dramatem obyczajowym i kinem sportowym. Nie próbuje robić z kibiców ani świętych, ani jednowymiarowych chuliganów. Pokazuje środowisko, w którym przyjaźń, lojalność i przynależność potrafią być równie ważne jak sam wynik meczu. To podejście było zresztą świadomą decyzją reżyserki. Anna Kazejak mówiła po latach, że chciała zrobić film o środowisku kibiców piłkarskich z mężczyzną w roli głównej, częściowo po to, by uniknąć zaszufladkowania jej jako twórczyni wyłącznie „kina kobiecego”.
„Skrzydlate świnie” były jej pełnometrażowym debiutem.
Gdzie obejrzeć „Skrzydlate świnie” i czy warto?

„Skrzydlate świnie” nie są filmem, który otrzymał jednogłośne zachwyty krytyków. Na Filmwebie produkcja ma obecnie 6,0/10 przy około 80 tys. ocen, a użytkownicy ocenili ją wyżej niż krytycy, których średnia wynosi 5,7/10. Na IMDb film ma 5,8/10. Te liczby nie mówią jednak wszystkiego. W opiniach widzów regularnie powraca przekonanie, że film jest czymś więcej niż prostą historią o kibicach. Doceniane są przede wszystkim klimat, obsada i temat, który nawet po kilkunastu latach pozostaje aktualny: moment, w którym dawne życie zaczyna rozmijać się z tym, które właśnie trzeba sobie zbudować.
„Skrzydlate świnie” miały premierę w 2010 roku, ale dziś ogląda się je trochę inaczej. Można oczywiście potraktować je jako film o kibicach, stadionowej lojalności i konflikcie między klubami. Można też zobaczyć w nim historię o końcu pewnego etapu życia – o przyjaźniach, które trzeba zweryfikować, miłości, która nie zawsze wytrzymuje próbę czasu, i dorosłości, która przychodzi niezależnie od tego, czy jesteśmy na nią gotowi.
Może więc problem od początku tkwił w tytule. Bo kiedy już kliknie się „play”, szybko okazuje się, że pod „Skrzydlatymi świniami” kryje się całkiem przyzwoity kawałek polskiego kina obyczajowego z obsadą, do której dziś wraca się z jeszcze większą przyjemnością.
Film znajdziecie na platformie Canal+



























