Nowy thriller na podstawie Cobena rozbił bank na Netflix. Trudno skończyć na jednym odcinku, ale po seansie zostaje kilka znaków zapytania
Netflix wraca do świata Harlana Cobena z thrillerem, który trudno przerwać po jednym odcinku. „Za wszelką cenę” stawia na szybkie tempo, rodzinne tajemnice i historię ojca gotowego zrobić wszystko, by odzyskać syna.

Netflix po raz kolejny sięga po Harlana Cobena, ale tym razem robi to na amerykańskim gruncie. „Za wszelką cenę” obejrzałam z ciekawością, bo sam punkt wyjścia brzmi jak gotowy przepis na wciągający thriller. I faktycznie, serial od pierwszych minut bardzo wyraźnie komunikuje, czego chce: trzymać widza w napięciu i sprawić, żeby automatycznie kliknął kolejny odcinek.
W tym artykule:
- „Za wszelką cenę” to thriller, który błyskawicznie wciąga
- Tempo akcji jest największą siłą serialu
- Obsada „Za wszelką cenę” robi wrażenie
- Czy warto obejrzeć „Za wszelką cenę” na Netflix?
„Za wszelką cenę” to thriller, który błyskawicznie wciąga
Głównym bohaterem nowości Netflixa jest David Burroughs (Sam Worthington), który od pięciu lat odsiaduje wyrok dożywocia za zabójstwo swojego kilkuletniego syna. Problem w tym, że David nigdy nie pogodził się z wyrokiem i do końca utrzymuje, że jest niewinny. Historia nabiera rozpędu w momencie, gdy jego była szwagierka Rachel Mills (Britt Lower) pokazuje mu zdjęcie znalezione w mediach społecznościowych. W tle fotografii widać chłopca do złudzenia przypominającego jego syna. Od tego momentu nic nie jest już takie samo.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Tempo akcji jest największą siłą serialu
Najbardziej podobało mi się to, że serial bardzo szybko przechodzi od tajemnicy do działania. David decyduje się na desperacki krok i ucieka z więzienia, żeby samodzielnie odnaleźć syna. Brzmi niewiarygodnie? Być może. Ale twórcy nie dają widzowi zbyt wiele czasu na analizowanie logiki wydarzeń. Stawiają na tempo i konsekwentnie pchają akcję do przodu.
Widać to szczególnie w drugiej połowie sezonu. Pościgi, strzelaniny, bójki i nieustanne zwroty akcji sprawiają, że osiem odcinków mija bardzo szybko. Dodatkowo większość z nich trwa mniej niż 40 minut, więc serial ogląda się niemal jak długi film podzielony na rozdziały.

Obsada „Za wszelką cenę” robi wrażenie
W obsadzie najmocniej wyróżnia się Britt Lower. Stworzona przez nią postać Rachel ma w sobie więcej emocjonalnej głębi niż wielu innych bohaterów tej historii. Sam Worthington dobrze odnajduje się w roli człowieka walczącego o odzyskanie życia, choć momentami scenariusz nie daje mu zbyt wiele przestrzeni poza ciągłym biegiem od jednego tropu do drugiego. Na ekranie pojawiają się też Erin Richards i Milo Ventimiglia, którzy dodają produkcji trochę hollywoodzkiego ciężaru.
Czy warto obejrzeć „Za wszelką cenę” na Netflix?
Po seansie rozumiem podzielone opinie krytyków. Jeśli lubisz ekranizacje Cobena, prawdopodobnie dostaniesz dokładnie to, czego oczekujesz: tajemnicę, rodzinne sekrety i regularnie serwowane zwroty akcji. Jeśli natomiast szukasz czegoś bardziej ambitnego lub psychologicznie złożonego, możesz poczuć niedosyt. Niektóre dialogi brzmią zbyt dosłownie, a część rozwiązań fabularnych wydaje się znajoma dla każdego, kto widział już kilka podobnych thrillerów.
Mimo to oglądałam „Za wszelką cenę” z autentycznym zainteresowaniem. To jeden z tych seriali, które trudno nazwać wybitnymi, ale równie trudno wyłączyć po jednym odcinku. Nie zostawił mnie z poczuciem, że zobaczyłam coś absolutnie wyjątkowego, za to skutecznie dostarczył kilku godzin solidnej rozrywki. I mam wrażenie, że właśnie taki był jego cel.


