„Zodiak” Davida Finchera ponownie trafi do katalogu Netflix. Thriller z 2007 roku, oparty na historii jednego z najbardziej tajemniczych seryjnych morderców w Stanach Zjednoczonych, zabiera widzów do San Francisco przełomu lat 60. i 70. Jake Gyllenhaal, Robert Downey Jr. i Mark Ruffalo pokazują, jak próba rozwiązania sprawy może stopniowo przerodzić się w obsesję, która pochłania wszystko inne.

WIDEO

player placeholder

Film, który z czasem tylko zyskuje

W czasach, gdy kolejne premiery błyskawicznie znikają pod naporem następnych nowości, są filmy, które działają zupełnie inaczej. Nie starzeją się, lecz nabierają wyrazistości. „Zodiak” jest jednym z nich.

Jego powrót na Netflix przypomina, dlaczego do dziś uchodzi za jeden z najważniejszych thrillerów w dorobku Finchera. To nie jest kino, które próbuje złapać widza za gardło od pierwszej minuty. Nie ma tu efektownych zwrotów akcji wrzucanych co kilka scen ani prostych odpowiedzi podanych na tacy. Jest za to powolne, niemal metodyczne zanurzanie się w sprawę, której nie udało się jednoznacznie rozwiązać.

Zobacz także:
420468_3
Serwis prasowy

Akcja rozgrywa się w San Francisco i całym Bay Area, gdzie pod koniec lat 60. codzienność zaczyna mieszać się z narastającym strachem. Policja ściga kolejne tropy, redakcje publikują listy zabójcy, a mieszkańcy próbują normalnie żyć ze świadomością, że sprawca wciąż pozostaje na wolności.

Fincher opowiada o tym z charakterystyczną dla siebie precyzją. Chłodne zdjęcia, oszczędna forma i dbałość o szczegóły sprawiają, że film chwilami przypomina skrupulatnie odtworzoną kronikę wydarzeń. Napięcie nie eksploduje tu nagle. Sączy się powoli i z każdą sceną staje się coraz trudniejsze do zignorowania.

Jedna sprawa, trzy różne obsesje

W centrum historii znajdują się trzej mężczyźni, którzy próbują uporządkować chaos pozostawiony przez Zodiaka. Robert Graysmith, grany przez Jake’a Gyllenhaala, jest niepozornym rysownikiem prasowym, który z czasem angażuje się w śledztwo bardziej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Robert Downey Jr. wciela się w błyskotliwego i coraz bardziej wyniszczonego dziennikarza Paula Avery’ego, a Mark Ruffalo gra inspektora Dave’a Toschiego, próbującego prowadzić dochodzenie mimo proceduralnych ograniczeń, presji mediów i braku przełomowych dowodów.

420444_4
Serwis prasowy

Na drugim planie pojawiają się między innymi Anthony Edwards, Brian Cox i Chloë Sevigny. Nie są jednak wyłącznie tłem dla głównych bohaterów. Ich obecność pokazuje, jak daleko sięgają konsekwencje śledztwa i jak łatwo jedna sprawa może zacząć wpływać na pracę, relacje i życie prywatne wszystkich osób znajdujących się w jej pobliżu.

„Zodiak” nie serwuje adrenaliny w równych, wygodnych porcjach. Zamiast tego cierpliwie pokazuje, jak śledztwo przenika do codzienności i zaczyna dyktować każdą kolejną decyzję. Film sugeruje przy tym coś wyjątkowo niepokojącego: obsesja przez długi czas może wyglądać jak ambicja, zaangażowanie albo zwykła potrzeba poznania prawdy. Dopiero później okazuje się, jak wysoką cenę trzeba za nią zapłacić.

Brak odpowiedzi jest tu najważniejszą odpowiedzią

Największa siła filmu tkwi w tym, że historia Zodiaka nigdy nie doczekała się jednoznacznego zakończenia. Fincher nie próbuje więc na siłę domknąć sprawy ani podarować widzowi satysfakcjonującego finału. Zostawia go z podejrzeniami, niepewnością i pytaniami, które nie znikają wraz z napisami końcowymi.

Dla części odbiorców może to być frustrujące. „Zodiak” wymaga cierpliwości i zgody na to, że nie każda historia prowadzi do rozwiązania. Nie ma tu triumfalnego momentu, w którym wszystkie elementy układanki nagle wskakują na swoje miejsce. Jest za to świadomość, że prawda czasem pozostaje poza zasięgiem, nawet gdy poświęciło się jej lata życia.