Prezentowany na festiwalu w Berlinie dokument Maite Alberdi zaczyna się jak intymna historia o pragnieniu macierzyństwa, by po chwili zmienić się w opowieść, której trudno byłoby uwierzyć, gdyby nie wydarzyła się naprawdę. W centrum „Mojego dziecka” jest Alejandra – młoda mężatka, która postanawia ukryć prawdę i nadal udawać, że jest w ciąży. Chce uniknąć rozczarowania bliskich i społecznego wykluczenia. Misternie budowane kłamstwo szybko jednak wymyka się spod kontroli, a prywatny dramat staje się sprawą, którą żyje cały Meksyk.
WIDEO…
W tym artykule:
1. „Moje dziecko” na Netflix. Dokument Maite Alberdi od 13 sierpnia
2. „Moje dziecko”: prawdziwa historia porwania noworodka w Meksyku
3. „Moje dziecko” łączy dokument z estetyką meksykańskiej telenoweli
4. Dlaczego warto obejrzeć „Moje dziecko” na Netflix?
„Moje dziecko” na Netflix. Dokument Maite Alberdi od 13 sierpnia
„Moje dziecko” („A Child of My Own”, hiszp. „Un hijo propio”) to 96-minutowy meksykański dokument hybrydowy wyreżyserowany przez Maite Alberdi, ze scenariuszem Juliána Loyoli i Estebana Studenta. Film miał światową premierę 14 lutego 2026 roku podczas 76. Berlinale, w sekcji Berlinale Special. Do meksykańskich kin trafił 30 lipca, a 7 sierpnia rozpoczął amerykańską dystrybucję. Od 13 sierpnia 2026 roku „Moje dziecko” będzie można oglądać na Netflix.
Bohaterką dokumentu jest Eleonor Alejandra Marín Mendoza, nazywana Alejandrą. Młoda kobieta bardzo chce zostać matką, ale kolejnym próbom towarzyszy coraz silniejsza presja ze strony męża i rodziny, w tym teściów. Po poronieniach i leczeniu metodą In vitro podejmuje desperacką decyzję: nie mówi bliskim o kolejnej stracie i nadal udaje, że jest w ciąży.
To, co początkowo wydaje się prywatnym kłamstwem wynikającym ze strachu i wstydu, zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. Aż dochodzi do momentu, po którym nie ma już odwrotu.
„Moje dziecko”: prawdziwa historia porwania noworodka w Meksyku
Jedna z najbardziej niepokojących scen tej historii mogłaby pochodzić z thrillera. Kamera monitoringu rejestruje kobietę wychodzącą ze szpitala z dużą torbą prezentową. W środku znajduje się kilkugodzinny noworodek. Kobieta, która go wynosi, nie jest jego matką.
Alejandra zostaje zatrzymana kilka godzin później w pobliskim hotelu. Dziewczynka wraca do Mayry, swojej matki. I właśnie wtedy film zmienia perspektywę. Historia, którą wcześniej można było postrzegać jako opowieść o kobiecie doprowadzonej do granic przez presję otoczenia, staje się również historią innej kobiety – samotnej matki, której dziecko zostało zabrane ze szpitalnego łóżeczka.
W tle pozostaje Arturo, mąż Alejandry. On również zostaje aresztowany i spędza dwa lata w więzieniu, zanim zostaje uniewinniony. Alberdi zestawia ze sobą te perspektywy bez wygodnych skrótów. Pokazuje, że społeczna presja, desperacja i samotność mogą tłumaczyć mechanizm pewnych decyzji, ale nie anulują ich konsekwencji ani krzywdy drugiej osoby.
„Moje dziecko” łączy dokument z estetyką meksykańskiej telenoweli
Najciekawszy formalnie zabieg pojawia się już na początku filmu. „Moje dziecko” nie jest klasycznym dokumentem. Alberdi korzysta z rekonstrukcji, a aktorka Ana Celeste wciela się w Alejandrę. Inscenizowane fragmenty przypominają meksykańską telenowelę: są intensywne, emocjonalne, chwilami niemal przesadzone.
Nie jest to jednak wyłącznie stylistyczna zabawa. Telenowela staje się językiem, którym film opowiada wersję Alejandry – pełną dramatycznych zwrotów i emocji, ale jednocześnie osadzoną w popkulturowym kodzie doskonale rozpoznawalnym w Ameryce Łacińskiej.
Z czasem ta efektowna fasada zaczyna pękać. Rekonstrukcje ustępują miejsca rozmowom, dokumentom, transkryptom i aktom sądowym. Na ekranie pojawiają się m.in. Alejandra, Arturo, Mayra, sędzia prowadzący proces oraz psycholog.
Szczególnego znaczenia nabiera kwestia rzekomego „porozumienia” między kobietami. Według Mayry żadnej umowy nie było, a Alejandra miała dostać się na oddział, podając się za pracownicę socjalną. Materiał dowodowy poparł wersję Mayry.

Dlaczego warto obejrzeć „Moje dziecko” na Netflix?
Film przygląda się presji związanej z macierzyństwem w Meksyku i szerzej – w kulturze Ameryki Łacińskiej. Nie próbuje przy tym usprawiedliwiać przestępstwa. Zamiast prostego podziału na ofiarę i sprawczynię pokazuje, jak oczekiwania społeczne, rodzinne role, samotność i desperacja mogą splątać się w historię, w której empatia nie oznacza uniewinnienia.
Znacząca jest także decyzja dotycząca samego dziecka. Alberdi rozmawiała z dziewczynką, dziś już nastolatką, ale ostatecznie nie wykorzystała wywiadu w filmie. Chciała oszczędzić jej ponownej ekspozycji i potencjalnej stygmatyzacji w szkole oraz wśród rówieśników.
„Moje dziecko” było prezentowane również na festiwalach CPH, Full Frame, San Francisco International Film Festival, Visions du Réel i DC/DOX. Teraz, w streamingu, ta niezwykła historia zyska zupełnie nową publiczność.
Bo choć punkt wyjścia brzmi sensacyjnie, Alberdi nie robi filmu wyłącznie o głośnej sprawie kryminalnej. Pyta raczej, co dzieje się z człowiekiem, kiedy potrzeba spełnienia cudzych oczekiwań staje się silniejsza niż możliwość przyznania się do własnej straty. I gdzie w tej historii kończy się współczucie, a zaczyna odpowiedzialność.



























