Kiedy obdarowujemy kogoś miłością, chcemy wierzyć, że ta osoba zostanie z nami już na zawsze. Że będziemy dzielić z nią kolejne poranki, ważne chwile, zwyczajne dni i wszystkie małe momenty, które po latach okazują się najcenniejsze. Miłość ma przecież w sobie obietnicę przyszłości – nawet jeśli nikt nie potrafi zagwarantować, jak ta przyszłość będzie wyglądać.

WIDEO

player placeholder

Dlatego tak mocno wierzymy w słowa „i żyli długo i szczęśliwie”. W dniu ślubu obiecujemy sobie, że będziemy razem „w zdrowiu i w chorobie”, a także „aż do śmierci”. Brzmi pięknie, dopóki życie nie postanowi napisać własnego scenariusza. Czasem miłość zostaje wystawiona na próbę, której nikt z nas nie chciałby przechodzić.

Właśnie o takiej miłości opowiada film, który po latach wraca do streamingu. „Zaklęci w czasie” to historia dwojga ludzi, którzy próbują zbudować wspólne życie, choć jedno z nich nie może nawet zagwarantować, że za chwilę wciąż będzie obok.

Zobacz także:

Miłość, której nie da się przeżyć w zwyczajny sposób. O czym jest film „Zaklęci w czasie”?

Zaklęci w czasie
mat. prasowe

Henry DeTamble jest bibliotekarzem cierpiącym na niezwykle rzadką chorobę genetyczną. Nie chodzi jednak o przypadłość, którą można łatwo opisać czy kontrolować. Henry niekontrolowanie podróżuje w czasie – znika z teraźniejszości i przenosi się w inne momenty swojego życia. Nie wie, kiedy to nastąpi ani jak długo potrwa jego nieobecność.

W jego życiu pojawia się Clare Abshire, z którą łączy go uczucie wykraczające poza zwyczajną chronologię. Kobieta poznaje Henry'ego już jako dziecko, kiedy on sam jest dorosłym mężczyzną. On natomiast spotyka ją dopiero wiele lat później.

Ich historia od początku jest więc pozbawiona tego, co w większości romansów wydaje się oczywiste. Nie ma pewności, że następnego dnia będą razem. Nie ma gwarancji, że Henry będzie obecny podczas najważniejszych momentów ich wspólnego życia. Jest za to miłość, która próbuje przetrwać mimo czasu – dosłownie.

Rachel McAdams i Eric Bana w romansie, który zostaje w głowie

Zaklęci w czasie
mat. prasowe

W głównych rolach występują Rachel McAdams („Pamiętnik”, „Wredne dziewczyny”, „Spotlight”) oraz Eric Bana („Troja”, „Monachium”, „Hulk”). Ich ekranowa relacja jest osią całej historii, ale „Zaklęci w czasie” nie są wyłącznie kolejnym romansem z fantastycznym elementem. Film stawia pytanie, co właściwie oznacza wspólne życie, jeśli nie można być pewnym nawet tego, że ukochana osoba będzie obecna w konkretnej chwili. Henry i Clare próbują stworzyć namiastkę normalności, choć ich codzienność jest daleka od normalnej.

Za kamerą stanął Robert Schwentke, a scenariusz napisał Bruce Joel Rubin, autor scenariusza do jednego z największych romantycznych klasyków - „Uwierz w ducha”. Film jest ekranizacją bestsellerowej powieści Audrey Niffenegger o tym samym tytule.

Film, który zamiast happy endu wybiera emocje

Zaklęci w czasie
mat. prasowe

„Zaklęci w czasie” nie są produkcją, która próbuje przekonać widza, że prawdziwa miłość zawsze rozwiązuje wszystkie problemy. Przeciwnie – pokazują uczucie wystawione na próbę przez coś, czego nie można pokonać siłą woli. Film ma obecnie 7,3/10 na Filmwebie oraz 7,1/10 na IMDb. Krytycy byli bardziej powściągliwi – na Rotten Tomatoes produkcja otrzymała 38 proc. pozytywnych recenzji. Widzowie od lat reagują jednak na tę historię znacznie cieplej niż profesjonalni recenzenci.

To zresztą jeden z tych romansów, które najlepiej ogląda się wtedy, gdy mamy ochotę na coś więcej niż przewidywalne „żyli długo i szczęśliwie”. Historia Henry'ego i Clare przypomina, że miłość nie zawsze polega na tym, by mieć przed sobą wspólną, idealną przyszłość. Czasem chodzi o to, żeby wybrać siebie nawzajem także wtedy, gdy przyszłość nie daje żadnych gwarancji.

„Zaklęci w czasie” pojawią się na Netflixie 8 września 2026 roku. Jeśli więc macie słabość do romansów, które potrafią wycisnąć łzy nawet wtedy, gdy doskonale wiemy, że to tylko film, warto zapisać tę datę.