Jessica Chastain, Becky G i Tara Davis-Woodhall robią kariery w zupełnie różnych dziedzinach – kinie, muzyce i sporcie – ale o sukcesie myślą podobnie. Nagrody, wyniki i imponujące CV nie są dla nich jedyną miarą spełnienia. Równie ważne okazują się relacje, wzajemne wsparcie i umiejętność doceniania innych kobiet. Właśnie na tej idei opiera się kampania BOSS Bottled Beyond for Her. Jej trzy ambasadorki rozmawiają z ELLE o ambicji, siostrzeństwie, perfekcjonizmie i sposobach radzenia sobie z presją. Pojawiają się też bardziej osobiste wątki – wrażliwość, momenty zwątpienia i znaczenie ludzi, którzy potrafią dostrzec w nas coś więcej niż zawodowe osiągnięcia.

Becky G: razem możemy więcej
Becky G jest wokalistką, autorką tekstów, przedsiębiorczynią i aktywistką, a jej utwory odtworzono na całym świecie ponad 28 miliardów razy. W ciągu ostatniej dekady stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów swojego pokolenia. W projektach „ESQUINAS” z 2023 roku i „ENCUENTROS” z 2024 roku podejmowała tematy tożsamości, pochodzenia i wrażliwości. Zdobyła m.in. American Music Awards, Latin American Music Awards, E! People’s Choice Awards i Billboard Music Award. W czerwcu 2025 roku podczas Tribeca Festival w Nowym Jorku premierę miał jej osobisty film biograficzny „REBBECA”, a w tym samym roku artystka znalazła się na liście TIME100 Next. W swojej twórczości czerpie z meksykańsko-amerykańskich korzeni, a dziś realizuje się w muzyce, modzie, filmie i działalności społecznej.
Kiedy jednak mówi o Jessice Chastain i Tarze Davis-Woodhall, zamiast wyliczać ich zawodowe osiągnięcia, wspomina przede wszystkim o tym, jakie są prywatnie:
Kiedy patrzysz na ich CV, myślisz: wow, co za niesamowite kobiety. Ale kiedy naprawdę je poznałam, odkryłam, jak są życzliwe i bezpośrednie. Nie bały się pokazać swojej wrażliwości. Świetnie się razem bawiłyśmy i bardzo dużo śmiałyśmy. Na tym etapie życia szczególnie cenię świadomość, że nasza wartość nie zależy od tego, co osiągnęłyśmy, ale od tego, kim jesteśmy. Właśnie to podziwiam w nich najbardziej: że mogłam poznać je jako ludzi, a nie przez pryzmat ich osiągnięć.
Becky G często powtarza po hiszpańsku „Juntas somos más” – „razem możemy więcej”. Jak podkreśla, sukces innej osoby nie sprawia, że nasze własne osiągnięcia stają się mniej ważne. – To, że ktoś błyszczy, nie sprawia, że twoje własne światło staje się słabsze. Dlatego tak ważne jest, żeby umieć doceniać siebie, a jednocześnie cieszyć się sukcesami razem z innymi – mówi.
Dla niej samej od zawsze ogromne znaczenie miało poczucie wspólnoty. Dorastała w dużej rodzinie i nawet w trudniejszych chwilach wiedziała, że nie jest sama. Zarówno od strony mamy, jak i taty jest jedną z dziewiętnaściorga wnucząt, a do tego najstarszą z czworga rodzeństwa. Ta świadomość pomaga jej zachować własny kierunek także w branży, która chętnie narzuca gotowe wyobrażenia o tym, kim należy być. Poczucie przynależności porównuje do Gwiazdy Polarnej – punktu odniesienia, który pomaga jej nie zgubić własnej drogi.
Nie oznacza to, że zawsze dokładnie wie, co robić dalej. Becky G zauważyła, że mniej więcej co pięć lat, niemal jak w zegarku, przychodzi w jej życiu większy kryzys. Z czasem zaczęła jednak inaczej patrzeć na takie doświadczenia. Momenty, w których najbardziej się bała i musiała zmierzyć się z czymś trudnym, często okazywały się początkiem ważnych zmian. Jak mówi, czasem wyobraża sobie tę przyszłą siebie czekającą po drugiej stronie i zapewniającą: „dziewczyno, dasz radę”.

W trudniejszych chwilach wraca też myślami do dzieciństwa. Zanim dowiedziała się, jakie ograniczenia może narzucać świat, pozwalała sobie marzyć bez zastanawiania się nad tym, czy coś jest możliwe. Dziś próbuje odzyskać część tamtej dziecięcej pewności siebie. Przypomina sobie również, że moment, w którym wydaje nam się, że wszystko się rozpada, może być początkiem czegoś nowego.
Osobne wyzwanie to dla niej zachowanie autentyczności w mediach społecznościowych. Becky G podkreśla, że to, co pokazujemy w Internecie, zawsze stanowi jedynie niewielki fragment naszego życia. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy przejmować się tym, jak widzą nas inni, i podporządkowywać temu własne życie. Dla niej ważnym elementem dbania o zdrowie psychiczne jest otaczanie się przyjaciółmi i „wybraną rodziną” – ludźmi, którzy znają ją niezależnie od zawodu i publicznego wizerunku. Jak przyznaje, jest wdzięczna za możliwości, które dał jej Internet, ale dorastała razem z nim i doskonale wie, jak dużą presję potrafi wywierać. I wcale nie trzeba być gwiazdą popu, żeby ją odczuwać.
Z czasem zmienił się również jej stosunek do perfekcjonizmu. Przez lata mobilizował ją do rozwoju, ale nauczyła się dostrzegać moment, w którym wysokie wymagania wobec siebie zaczynają działać na jej niekorzyść. Jej zdaniem perfekcjonizm sam w sobie nie musi być czymś złym. Warto jednak uczciwie przyjrzeć się temu, co kiedyś nam dawał, i umieć z niego zrezygnować, jeśli przestał nam służyć. – Nie muszę być idealnym wzorem do naśladowania. Wolę być prawdziwym przykładem. Największą odpowiedzialność ponoszę wobec samej siebie. Nie da się zadowolić wszystkich – mówi. Młodym kobietom radzi więc, by dały sobie więcej wyrozumiałości i przestrzeni na znalezienie własnej drogi.
W rozmowie pojawia się również temat pamięci zapisanej w zapachach. Dla Becky G właśnie BOSS Bottled Beyond for Her będzie kojarzył się z konkretnym etapem życia. W czasie pracy nad kampanią przygotowywała swój nowy album „Baraha Babita”. Jest przekonana, że za dwadzieścia lat ten zapach natychmiast przeniesie ją myślami do tego okresu.
Tara Davis-Woodhall: liczy się to, co zrobisz po porażce
Tara Davis-Woodhall w 2024 roku zdobyła w Paryżu olimpijskie złoto w skoku w dal, a rok później po raz drugi została mistrzynią świata. W sezonie należały też do niej najlepsze wyniki na świecie w tej konkurencji. Pomogła również zorganizować zawody w skoku w dal na Times Square, zamieniając centrum Nowego Jorku w arenę lekkoatletycznych zmagań. Charakterystyczny styl i osobowość przyniosły jej popularność także poza stadionem. Razem z mężem, mistrzem paralimpijskim Hunterem Woodhallem, tworzy jedną z najbardziej wpływowych par w świecie sportu. Dziś angażuje się również w rozwój kobiecej lekkoatletyki, m.in. pracując z kolejnym pokoleniem zawodniczek. Lata spędzone w sporcie na najwyższym poziomie nauczyły ją, że nad pewnością siebie trzeba pracować tak samo jak nad formą fizyczną:
Pewność siebie przychodzi z doświadczeniem i wtedy, gdy pozostajesz wierna sobie. Trzeba ją budować i stale nad nią pracować. W budowaniu własnej pewności siebie mogła liczyć na wiele osób. Zapytana, kto szczególnie pomógł jej uwierzyć we własne możliwości, Davis-Woodhall wskazuje rodziców, a przede wszystkim ojca.
Sport nauczył ją również, jak radzić sobie z niepowodzeniami. Mimo przygotowań nie wszystko zawsze idzie zgodnie z planem. Davis-Woodhall nie uważa, że rozczarowanie trzeba tłumić. Jeśli nam na czymś zależy, mamy prawo je przeżyć. – Ostatecznie liczy się jednak to, jak się po tym podniesiesz. To jest prawdziwy klucz do sukcesu – podkreśla.
Jako jedna z najbardziej rozpoznawalnych lekkoatletek swojego pokolenia wie, że młodsze zawodniczki biorą z niej przykład. Chce więc przede wszystkim pozostać sobą i inspirować innych.

Nie zamierza też dopasowywać się do społecznych wyobrażeń na temat kobiecości. Dla niej oznacza ona przede wszystkim dostrzeganie własnego piękna i nieuleganie oczekiwaniom dotyczącym tego, jak kobieta powinna wyglądać. I – jak dodaje z przymrużeniem oka – używanie perfum przy każdej możliwej okazji.
W historii BOSS Bottled Beyond for Her zainteresował ją przede wszystkim wątek kobiecej pewności siebie. Jej zdaniem bycie BOSS oznacza pewność własnych decyzji i świadomość tego, dlaczego wybiera się właśnie tę drogę. Swoje życie na obecnym etapie opisuje trzema słowami: konsekwencja, rozwój i pokora.
Chciałaby też, aby kobiety uwierzyły, że ich możliwości są niemal nieograniczone. – Jestem czarnoskórą zawodniczką specjalizującą się w skoku w dal, a żyłam w świecie, w którym mówiono mi, że nigdy mi się nie uda – mówi.
Jessica Chastain: sukces oznacza wolność
Jessica Chastain należy do najbardziej cenionych aktorek swojego pokolenia. Za rolę w „The Eyes of Tammy Faye” otrzymała Oscara dla najlepszej aktorki, a na koncie ma także nominacje do Złotych Globów, SAG Awards i Emmy. Za występ w „A Doll’s House” otrzymała nominację do Tony Award oraz Drama Desk Award. W 2024 roku uhonorowano ją American Cinematheque Award, a rok później odsłoniła swoją gwiazdę na Hollywood Walk of Fame. Od lat angażuje się również w działania na rzecz równości płci oraz inicjatywy humanitarne. Jak przyznaje, jej sposób myślenia o sukcesie w dużej mierze ukształtowały kobiety, które spotkała zarówno przed rozpoczęciem kariery, jak i już w Hollywood. Pierwsze wzorce miała jednak znacznie wcześniej. Dorastała wśród kobiet, które bardzo ciężko pracowały i brały na siebie ogromną odpowiedzialność, choć rzadko spotykały się za to z uznaniem.
– Największy wpływ miały na mnie kobiety, które wiedziały, że sukces jednej osoby nie musi odbywać się kosztem drugiej. Dzieliły się radami, otwierały przede mną drzwi i przypominały, że osiągnięcia innych kobiet nie są zagrożeniem dla moich własnych. Z biegiem lat zmieniła się także jej własna definicja sukcesu:
Przez długi czas kojarzył mi się przede wszystkim z tym, co widać z zewnątrz: nagrodami, liczbami, nagłówkami. Dziś oznacza dla mnie przede wszystkim wolność. Mogę wybierać projekty zgodne z moimi wartościami, pracować z ludźmi, których podziwiam, stwarzać szanse innym, a jednocześnie być obecna we własnym życiu.
Chastain sprzeciwia się także przekonaniu, że siła i wrażliwość wzajemnie się wykluczają. Przez całą karierę nie zgadzała się z przekonaniem, że aby kobieca siła była traktowana poważnie, musi przypominać tę tradycyjnie przypisywaną mężczyznom. – Współczucie nie jest słabością. Wrażliwość nie jest słabością. Życzliwość nie jest słabością. Możemy być ambitne, zdecydowane, wrażliwe, troskliwe, nieustępliwe i jednocześnie zabawne – mówi.
Także we własnej osobowości dostrzega cechy, które tylko pozornie się wykluczają. Jest ambitna i lubi rywalizację, ale jednocześnie ogromną satysfakcję daje jej współpraca. To właśnie dlatego dobrze odnajduje się zarówno w aktorstwie, jak i produkcji. Do pracy podchodzi niezwykle poważnie, za to poza nią z przyjemnością rozmawia o ogrodnictwie, książkach czy o tym, czy samodzielnie wyhodowane pomidory rzeczywiście smakują lepiej. – Im jestem starsza, tym mniej czuję potrzebę decydowania, która z tych stron jest bardziej „moja” – przyznaje.
Od lat Chastain głośno opowiada się za równością płci. Nadzieję na dalsze zmiany w Hollywood daje jej nie tylko większa liczba kobiet na ekranie. Jeszcze większe znaczenie ma dla niej rosnący wpływ kobiet na to, jakie filmy powstają. Coraz częściej pracują jako producentki i reżyserki, decydują o finansowaniu projektów, dobierają ekipy i wybierają historie, które trafią na ekran. – Historie kształtują kulturę. Obrazy, które pokazujemy światu, wpływają na to, jak młodzi ludzie postrzegają swoje możliwości i siłę. Dlatego obecność kobiet za kamerą jest tak ważna – podkreśla.

Inspirują ją przy tym nie tylko kobiety ze świata filmu. Wymienia nauczycielki, naukowczynie, aktywistki, przedsiębiorczynie, artystki, matki i opiekunki. Szczególnie podziwia te, które budują wokół siebie społeczności i tworzą możliwości nie tylko dla siebie, lecz także dla kobiet, które przyjdą po nich. Jak zauważa, wiele kobiet wykonuje niezwykłą pracę bez rozgłosu i uznania. Właśnie w tym Chastain widzi prawdziwe przywództwo.
Młodszym kobietom radzi, by nie czekały na niczyją zgodę, zanim zdecydują się zawalczyć o więcej. – Nie czekaj, aż ktoś da ci pozwolenie – to nie to samo co szansa. Niewiele osób stoi z boku, gotowych powiedzieć kobietom, że mogą zająć należne im miejsce, przewodzić czy domagać się więcej. Szanuj swój talent, ufaj swojej inteligencji i znaj swoją wartość niezależnie od tego, czy inni ją potwierdzają – mówi.
Równie ważne jest dla niej to, co robimy z osiągniętą pozycją:
Kobiety, które mnie wspierały, zmieniły moje życie. Myślę, że jedną z najważniejszych rzeczy, jakie możemy zrobić, jest wykorzystanie swojej pozycji, by pomóc komuś innemu. Sukces nabiera większego znaczenia, gdy dzięki niemu także inni dostają szansę.
Trzy spojrzenia na jeden zapach
Współpraca odegrała ważną rolę także podczas tworzenia BOSS Bottled Beyond for Her. Nad wodą perfumowaną przez trzy lata pracowało troje perfumiarzy z domu Givaudan: Quentin Bisch, Benoist Lapouza i Louise Turner. Bisch i Turner mieli już za sobą wiele wspólnych projektów – perfumiarz nazywa ich nawet „zwycięskim duetem”. Benoist Lapouza dołączył do nich właśnie dlatego, że wcześniej nie mieli wielu okazji do wspólnej pracy. – I tak zaczęła się piękna historia naszej trójki – wspomina Bisch. W centrum kompozycji znalazło się nieoczywiste połączenie piwonii i syropu klonowego, zestawiające kwiatową świeżość z ciepłą, zmysłową słodyczą.
Największym wyzwaniem było znalezienie odpowiednich proporcji. – Właśnie nad tym pracowaliśmy przez trzy lata. Chcieliśmy wyważyć wszystkie elementy tak, żeby zapach nie był zbyt ciężki ani przesadnie słodki, ale też nie stał się zbyt kwiatowy czy świeży – tłumaczy Bisch.
Zapach miał być słodki, lekko gourmand i uzależniający, ale nie przytłaczający. O końcowym efekcie decydowały więc drobne zmiany w formule i kolejne próby, które stopniowo przybliżały perfumiarzy do właściwych proporcji.
Syrop klonowy okazał się interesujący nie tylko ze względu na swoją słodycz. Od początku miał wprowadzić do formuły apetyczny akcent gourmand, ale jego charakter jest znacznie bardziej złożony. Obok słodyczy pojawiają się w nim nuty drzewne, dymne i niemal skórzane. Zdaniem Bischa właśnie dzięki nim kompozycja zyskuje bardziej wyrafinowany, niemal haute couture’owy charakter, kojarzący się z perfumiarstwem niszowym.
Co ciekawe, motyw siostrzeństwa i wzajemnego wspierania kobiet nie był punktem wyjścia podczas tworzenia samej formuły. Bisch i pozostali perfumiarze skupiali się przede wszystkim na zapachu i próbie stworzenia nowej interpretacji kategorii gourmand – „nowego rodzaju kwiatowej kompozycji gourmand”.

Bisch zauważa też, że współczesne kobiece perfumy są znacznie bardziej różnorodne niż kiedyś. Mogą być bardziej drzewne, zdecydowane, słodkie albo intensywnie kwiatowe, a same kompozycje gourmand przybierają coraz bardziej różnorodne formy. Perfumiarze mają więc większą swobodę w łączeniu nut i tworzeniu mniej oczywistych zestawień.
Wspólną pracę nad zapachem Bisch porównuje do sztafety. Przy projekcie trwającym trzy lata łatwo w pewnym momencie stracić dystans do własnych pomysłów. Wtedy jedna osoba mogła na chwilę odsunąć się od pracy, a pozostali przejmowali projekt. Po przerwie wracała do niego ze świeżym spojrzeniem i ponownie „przejmowała pałeczkę”. Jak podkreśla Bisch, właśnie ta wymiana perspektyw była jednym z największych atutów wspólnej pracy.
Bisch chciał, aby gotowy zapach kojarzył się przede wszystkim z radością – był świetlisty, soczysty i pełen kolorów, niczym fajerwerki. – Chciałbym, żeby ludzie poczuli właśnie taką radość: coś jak fajerwerki, coś jasnego, soczystego i kolorowego – mówi. Czy ponownie zdecydowałby się pracować nad jednym zapachem wspólnie z dwojgiem innych perfumiarzy? Nie ma wątpliwości. – Zdecydowanie. Jak już mówiłem, to naprawdę była praca zespołowa – podsumowuje.
Materiał promocyjny marki Coty


























