Reklama

Dramat true crime „Jedyny świadek” trafił na Netflix 4 czerwca. Serial powraca do jednej z najbardziej wstrząsających spraw kryminalnych lat 90., zabójstwa 23-letniej Rachel Nickell na Wimbledon Common w Londynie. Opowieść o zbrodni, błędach śledztwa, publicznej obsesji, traumie rodziny i dziecku, które zostało jedynym świadkiem niewyobrażalnej tragedii, momentalnie podbija streaming.

W tym artykule:

  1. Trzy odcinki i efekt domina. „Jedyny świadek” podbija Netflix
  2. „Jedyny świadek” bazuje na prawdziwych wydarzeniach
  3. Twórcy i obsada „Jedynego świadka”
  4. Pierwsze recenzje miniserialu „Jedyny świadek”

Trzy odcinki i efekt domina. „Jedyny świadek” podbija Netflix

Pewne historie nie potrzebują wielu sezonów, by zostać z widzem na długo. „Jedyny świadek” zamyka się w zaledwie trzech odcinkach, ale emocjonalnie działa z siłą znacznie większej produkcji. Ten rodzaj miniserialu ogląda się szybko, niemal jednym tchem, a później jeszcze długo próbuje poukładać w głowie.

Tuż po premierze tytuł trafił na szczyt zestawień Netfliksa, zajmując pierwsze miejsce w 54 krajach, w tym w Polsce. W polskim rankingu wyprzedził m.in. „Everwood”, „Dam ci lekcję”, „Berlin i Dama z gronostajem”. Ten wynik mówi wiele o tym, czego dziś szukają widzowie: historii krótkich, gęstych, skupionych bardziej na konsekwencjach niż na samej sensacji.

„Jedyny świadek” bazuje na prawdziwych wydarzeniach

Punktem wyjścia fabuły jest atak na Rachel Nickell, do którego doszło 15 lipca 1992 roku na Wimbledon Common w Londynie. Rachel miała 23 lata. Była na spacerze z dwuletnim synem Alexem, a w części opisów sprawy pojawia się także informacja o obecności psa. To właśnie mały Alex stał się jedynym naocznym świadkiem zabójstwa matki.

W „Jedynym świadku” ten fakt nie zostaje potraktowany jak dramaturgiczny chwyt. Jest ciężarem determinującym całą opowieść. Serial pokazuje nie tylko moment zbrodni, ale przede wszystkim to, co nastąpiło później: chaos, lęk, medialną presję i życie rodziny, która z dnia na dzień straciła poczucie bezpieczeństwa.

Szczególnie mocno wybrzmiewa historia André Hanscombe’a, partnera Rachel. Po jej śmierci został samotnym ojcem straumatyzowanego dziecka. W obawie o bezpieczeństwo syna wyjechał z Alexem do Francji.

Jedyny świadek na Netflix
mat. prasowe

Jednym z najważniejszych wątków są błędy popełnione w śledztwie. Przez długi czas uwaga organów ścigania koncentrowała się na Colinie Staggu, który stanął przed sądem, ale w 1994 roku został uniewinniony. W praktyce oznaczało to nie tylko dramatyczną pomyłkę, lecz także kolejne miesiące i lata bez odpowiedzi dla bliskich Rachel.

To właśnie ten aspekt sprawia, że „Jedyny świadek” nie jest klasycznym true crime’em; buduje napięcie wokół pytania: kto zabił? Znacznie ważniejsze staje się pytanie, co dzieje się wtedy, gdy system zawodzi, a rodzina ofiary zostaje sama z żałobą, lękiem i brakiem sprawiedliwości.

Dopiero w 2008 roku do zbrodni przyznał się Robert Napper, opisywany jako seryjny przestępca seksualny. Ten jeden fakt nadaje całej historii szczególnie bolesny wymiar, bo sprawca pozostawał na wolności przez 16 lat.

Twórcy i obsada „Jedynego świadka”

Za scenariusz „Jedynego świadka” odpowiada Rob Williams, a reżyserem jest Alex Winckler. W obsadzie znaleźli się m.in. Jordan Bolger jako André, Jahsaiah Williams i Max Fincham jako Alex na różnych etapach życia, a także James Bradshaw, James Dryden, Kevin Eldon, Kerry Godliman i Neil Maskell.

Szczególnie istotne jest to, że Alex i André uczestniczyli w produkcji jako konsultanci. Ten fakt zmienia sposób oglądania serialu. Trudno traktować go jak kolejną rekonstrukcję głośnej sprawy kryminalnej. To opowieść tworzona w cieniu realnej traumy, dlatego wymaga od widza większej uważności.

Tego samego dnia Netflix udostępnił również dokument „Morderstwo Rachel Nickell”, który rekonstruuje sprawę od początku, m.in. z wykorzystaniem wywiadów, materiałów archiwalnych i udziału ekspertów. Dla widzów to propozycja oglądania w duecie: fabularna miniseria porządkuje emocje, a dokument dopowiada fakty i kontekst.

Jedyny świadek na Netflix
mat. prasowe

Pierwsze recenzje miniserialu „Jedyny świadek”

Warto dodać, że w momencie publikacji materiałów o „Jedynym świadku” jego ocena na IMDb wynosiła 6,6/10. Jednak pierwsze komentarze widzów pokazują, że „Jedyny świadek” działa przede wszystkim jako intensywna, emocjonalna opowieść, szczególnie dla osób, które wcześniej nie znały sprawy Rachel Nickell. W recenzjach powtarza się, że serial jest „ciekawy”, „trzymający w napięciu” i zdecydowanie wart obejrzenia. Widzowie zwracają też uwagę na jego przejmujący charakter oraz fakt, że momentami aż trudno uwierzyć, że przedstawiona historia wydarzyła się naprawdę. Pojawiają się drobne zastrzeżenia, m.in. wobec finału, uznanego przez część odbiorców za nieco zbyt mocno podkreślający swoje przesłanie. Mimo to ogólny ton pierwszych opinii jest bardzo pozytywny, a określenie „super miniserial” dobrze oddaje reakcję tych, którzy dali się wciągnąć tej trzyodcinkowej historii.

„Jedyny świadek” nie potrzebuje wielu odcinków, by poruszyć. Trzy wystarczą, by przypomnieć, że za każdą głośną sprawą kryminalną stoją nie tylko akta, nagłówki i policyjne błędy, ale przede wszystkim... ludzie.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...