Reklama

Miniserial „Chłopiec pochłania wszechświat” jest dostępny na Netflix od 11 stycznia 2024 roku i ma wszystko, czego oczekuje się od mocnego, współczesnego dramatu: napięcie kryminału, emocje rodzinnej historii i nieoczywisty detal, który nadaje całości wyjątkowy rytm.

Akcja przenosi widzów do Brisbane (Australia) lat 80., gdzie nastoletni Eli Bell dorasta w świecie pełnym pęknięć: matka Frankie wychodzi z uzależnienia, ojczym Lyle handluje heroiną, a nad okolicą unosi się cień lokalnego barona narkotykowego, Tytusa Broza. Jest jeszcze Gus, brat, który nie mówi, ale rysuje i zdaje się widzieć więcej, niż się wszystkim wydaje.

„Chłopiec pochłania wszechświat”. Serial Netflixa na podstawie bestsellerowej powieści zachwyca widzów

Chłopiec pochłania wszechświat
mat. prasowe

Australijska opowieść działa tu jak precyzyjnie skrojony płaszcz: ciężka w temacie, ale prowadzona z wyczuciem proporcji. Eli ma kilkanaście lat i szybko uczy się, że dorastanie bywa nie tyle etapem, ile próbą charakteru. Rodzina nie przypomina bezpiecznej przystani, raczej miejsce, w którym każdy walczy o oddech. Frankie próbuje stanąć na nogi po uzależnieniu, Lyle wikła się w handel heroiną, a w tle pozostaje Robert, ojciec Eliego, którego chłopak niemal nie zna.

To właśnie w tak ciasno utkanym świecie serial stawia najważniejsze pytanie: jak nie stracić z oczu własnej przyzwoitości, kiedy codzienność uczy cynizmu szybciej niż szkoła? W dodatku nad wszystkim góruje Tytus Broz, człowiek, który kontroluje więcej, niż ktokolwiek chciałby głośno przyznać. Ten układ sił sprawia, że stawką nie jest wyłącznie bezpieczeństwo, ale także tożsamość i wybór, kim się jest.

Gus wprowadza do mroku nutę nieoczywistej magii

Chłopiec pochłania wszechświat
mat. prasowe

Ważnym wyróżnikiem miniserialu są elementy magicznego realizmu, które pojawiają się wokół postaci Gusa. Chłopak nie mówi, komunikuje się rysunkiem, a jego spojrzenie na rzeczywistość bywa zaskakująco przenikliwe. To dzięki niemu Brisbane lat 80. nie jest jedynie realistyczną scenografią dla kryminalnej historii, lecz przestrzenią, w której wyobraźnia ociera się o codzienność.

Wrażenie „czegoś więcej” nie przykrywa faktów i nie rozmywa dramatu. Przeciwnie: podbija emocje i sprawia, że nawet najciemniejsze wątki zyskują kontrapunkt. Ten ton jest konsekwentny przez 7 odcinków, dzięki czemu serial nie osuwa się w prostą opowieść o traumie. Zamiast tego prowadzi narrację o dorastaniu, w której wrażliwość i napięcie idą ramię w ramię.

„Chłopiec pochłania wszechświat” podbija Netflixa. Adaptacja bestselleru zbiera bardzo dobre opinie

Chłopiec pochłania wszechświat
mat. prasowe

Na pierwszym planie jest Felix Cameron jako młody Eli Bell. To debiut, który przyciąga uwagę, bo bohater jest jednocześnie kruchy i zdeterminowany. Obok niego pojawia się Travis Fimmel jako Lyle Orlik, a także Simon Baker w roli Roberta Bella. Anthony LaPaglia wciela się w Tytusa Broza, zaś Phoebe Tonkin gra Frankie.

Za reżyserię odpowiadają Bharat Nalluri i Kim Mordaunt, a producentem wykonawczym jest Joel Edgerton. Fundamentem historii pozostaje jednak literatura: miniserial jest adaptacją bestsellerowej powieści Trenta Daltona z 2018 roku, luźno opartej na jego dzieciństwie w Brisbane w latach 80. To pochodzenie materiału wyjściowego czuć w detalach świata przedstawionego: rodzinnych napięciach, drobnych gestach i w tym, jak serial prowadzi emocje bez popadania w łatwy sentymentalizm.

Odbiór? Widzowie reagują entuzjastycznie. Na Filmwebie tytuł ma ocenę 8,0/10 przy dużej liczbie głosów, a w opiniach powracają trzy elementy: gra młodego odtwórcy głównej roli, umiejętne balansowanie mroku i ciepła narracji oraz konsekwencja w opowiadaniu trudnej historii bez upiększeń. Jeśli więc szukasz miniserialu, który wciąga jak dobry kryminał, a jednocześnie zostawia po sobie emocjonalny ślad, ten tytuł warto dopisać do wieczornego planu.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...