Na bloga Basi Stareckiej zaglądamy często w poszukiwaniu przepisów na warzywne pyszności (sprawdźcie koniecznie jej sposób na kwiaty cukinii i wiosenny krem z kalarepki) i recenzji nowo otwartych knajpek. Ale odkąd trzy tygodnie temu dziennikarka wraz ze swoim partnerem podzieliła się w sieci wiadomością o zakupie tradycyjnego domku z ogrodem na Podlasiu, kulinaria zeszły w naszej redakcji zdecydowanie na dalszy plan. Zakochaliśmy się w relacjach (szukajcie ich na instagramie @nakarmiona_starecka) niemal spod białoruskiej granicy, w drewnianej architekturze, ławeczce tuż pod płotem, w widoku na sad, w starym kredensie i vintage kubeczkach w jagódki z Tułowic, w których gospodarze będą już niedługo serwować kompot. 

Skąd w ogóle pomysł na przeprowadzkę w tamte strony? - Podlasie po pierwsze pewnie dlatego, że oboje mamy predylekcję do tamtych stron, oboje mamy przodków pochodzących ze Wschodu. Od razu się tam nam spodobało i poczuliśmy się u siebie. Dodatkowo odkryliśmy Festiwal Wielu Kultur i Narodów (od 26 lat odbywa się w Czeremsze), gdzie totalnie oczarowała nas muzyka ludowa. Regularnie tam bywamy, przy okazji zjeździliśmy kawałek Podlasia na rowerach, rozpoznawaliśmy tę całą okolicę, uczyliśmy się jej. Bardzo odpowiada nam też tamtejsza serdeczność i ogromna życzliwość mieszkańców. Jestem takim typem, który lubi zagadywać do ludzi, a tutaj jest dużo miejsca na dialog. Do tego ten zakątek jest barwny kulturowo i przepiękny jeżeli chodzi o przyrodę - różnorodny pod względem fauny i flory kawałek Polski, raj dla ptasiarzy. Amatorsko podglądam ptaki i to także bardzo mnie cieszy - tłumaczy Basia Starecka. 

Poszukiwania swojego miejsca na Podlasiu Basia i Piotr zaczęli na luzie. Podczas wycieczek i spacerów po prostu rozpytywali miejscowych o domy, które ewentualnie są na sprzedaż. Pandemia koronawirusa zrewidowała różne plany i scenariusze na życie, co więcej zdecydowanie przyspieszyła tempo poszukiwań. Oboje na zabój zakochali się w trzecim oglądanym domku, a w lipcu tego roku stali się jego właścicielami. Teraz krążą jeszcze między Warszawą a wsią, ale to w podlaskiej chatce czują się już jak w domu. 

Stara chata wymaga sporo czułości i zrozumienia. Oczywiście szykuje się tu generalny remont, ale Basia chce, by wnętrze na tyle, na ile to możliwe, zachowało swój oryginalny klimat. W zmianach pomaga zaprzyjaźniony architekt. - Działamy z dużym szacunkiem do tego co jest.  Chcemy wyeksponować to stare drewno - podkreśla dziennikarka. W domku pojawił się też zdun, żeby ocenić stan imponujących pieców kaflowych. Na szczęście piec kuchenny z dużym zapieckiem okazał się sprawny. - Poszedł dym z komina. Odpaliliśmy ten "brzuch" domu. To nas raduje najbardziej. Planujemy już wkrótce upiec tu chleb albo podpłomyki - cieszy się Basia.  

Podlaska chatka odkrywa przed nowymi właścicielami coraz to nowe skarby. Czasem jest to tapeta w gałązki kwitnącej wiśni, czasem stare obrazy, albo znaleziony na strychu akordeon, a jeszcze innym razem kredens ze szklanymi drzwiczkami i zestawem ząbkowickich salaterek. W przyszłości gospodarze chcą dzielić się tym miejscem ze swoimi gośćmi. - Chcemy stworzyć miejsce spotkań, zwłaszcza, że już mamy entuzjastyczny odbiór wśród znajomych. Chcemy prowadzić tak zwany dom otwarty, chcemy dobrze karmić. Myślimy o tym, by szeroko otworzyć nasz ganek, a w głównym pomieszczeniu postawić duży stół - planuje Basia Starecka. Możliwości są ogromne. Od noclegów w sielskiej atmosferze, po warsztaty kulinarne (oczywiście kuchnia roślinna z warzywami z własnej grządki!). Przebojem ich menu ma szansę stać się podlaski specjał - kisiel owsiany. Życzymy wszystkiego, co najlepsze.