Szafę Kasi Sokołowskiej opisują świetnie dwa słowa: klasyka i ekstrawagancja. Najpopularniejsza w Polsce reżyserka i choreografka pokazów mody to nie tylko autorytet w branży, lecz także ikona stylu. Jest znana z zamiłowania do wysokich obcasów, a także ubrań prosto z wybiegu — te z najnowszych kolekcji odważnie miksuje z rzeczami z sieciówek lub perełkami vintage. Drzwi otwiera mi ubrana w zestaw z wegańskiej skóry od jednej z najgorętszych młodych projektantek — Nanushki, łososiowy golf 303 Avenue i rude kozaki Maison Margiela, do których wraca co sezon. – Czasem mam ochotę pozbyć się tych wszystkich ubrań — mówi mi przekornie, gdy otwiera szafy w swojej garderobie.

Przyznam, że zawsze chciałam zobaczyć jej królestwo szpilek. Od sufitu do podłogi piętrzą się zjawiskowe modele Aquazzura, Jimmy Choo, Gianvito Rossi czy jej autorskiej marki Emeralds and Crocodiles, nazwanej na cześć ulubionego hollywoodzkiego filmu. Mówi, że w chodzeniu na obcasach ma ponad dwudziestoletnie doświadczenie. Na co dzień uczy początkujące modelki, a także uczestniczki programu „Top Model”, jak poruszać się w nich z klasą. Tej jej nie brakuje. – Mam zawodowy stosunek do mody — opowiada. To moja praca, zawsze staram się być obiektywna, nie wartościuję projektantów. Cieszy mnie zaś to, że po tylu latach w branży ubrania dalej potrafią mnie zachwycić — kontynuuje. Kasia jest przyjaciółką duetu polskich projektantów MMC, których ekstrawaganckie ubrania nosi równie chętnie co klasyczne garnitury Celine. Jest najlepszą ambasadorką polskiej mody, nosi rzeczy praktycznie wszystkich polskich projektantów, m.in. Kupisza, Wolińskiego, La Manii. Mówi, że przeszła już fazę eksperymentów i w jej szafie coraz więcej jest ponadczasowych projektów, ale nigdy nie zrezygnuje z szalonych akcesoriów. Jej znakiem charakterystycznym jest biżuteria (od lat jest związana z marką Apart) i okulary przeciwsłoneczne. — To najlepsze odświeżenie garderoby, dlatego zmieniam je co sezon — mówi, wyjmując z szuflady najnowszą parę Gucci. Równie chętnie kupuje też nakrycia głowy — kapelusze, toczki czy turbany pasują do niej jak do nikogo innego. — Ludzie mają zbyt poważny stosunek do mody, stresują się, czy dobrze wyglądają lub czy nie zostaną skrytykowani. Mam taki apel: miejmy więcej luzu, moda jest zabawą — tłumaczy. Ona nigdy nie bała się eksperymentować, dlatego spytałam, czy jest coś, czego nigdy by nie włożyła. — Nie noszę tylko tego, w czym źle się czuję. Do mody podchodzę instynktownie. Żeby coś znalazło się w mojej szafie, musi mnie po prostu zachwycić.