O koreańskiej pielęgnacji i kosmetykach z tego kraju:

 Dlaczego koreańskie rytuały piękna nie zawsze nam służą? Z prostej przyczyny: Koreanki mają inny rodzaj skóry, żyją w odmiennym klimacie, stosują różniącą się od naszej dietę. Przy wyborze kosmetyku trzeba się kierować przede wszystkim potrzebami i rodzajem cery: tym, czy jest mieszana, tłusta czy raczej sucha. A także szerokością geograficzną, na której mieszkamy.

Pielęgnacja musi być dopasowana do warunków, w jakich na co dzień żyjemy. W Azji panuje kult wybielania, praktycznie każdy kosmetyk ma rozjaśniać i wyrównywać koloryt cery, likwidować przebarwienia. Azjatki mają też naturalnie grubszą i bardziej porowatą skórę niż Polki. U nas po czterdziestym roku życia robi się ona cieńsza, rozszerzają się pory. Do tego często zmagamy się z trądzikiem różowatym, przesuszeniem, alergiami. Dlatego kosmetyk, który na Dalekim Wschodzie jest hitem, niekoniecznie sprawdzi się w polskich warunkach” – mówi flebolożka, lekarka medycyny estetycznej i anti-aging  Iwona Radziejewska-Choma.

Pielęgnacja po polsku:

Po pierwsze, oczyszczanie: „To podstawa codziennej pielęgnacji. Nawet jeśli wracasz po całonocnej imprezie, bezwzględnie usuń makijaż, bo on bardzo zatyka pory skóry” – tłumaczy Iwona Radziejewska-Choma.

Czysta sprawa z olejem: Od produktów do oczyszczania twarzy, pod którymi uginają się półki w drogeriach, można dostać zawrotu głowy. Do wyboru mamy żele, mleczka, śmietanki, pianki, emulsje, musy i  olejki myjące. Te ostatnie, oparte na naturalnych olejach, stanowią podstawę demakijażu Koreanek i robią międzynarodową karierę. W swojej ofercie ma je również coraz więcej polskich marek. Ale czy równie dobrze sprawdzą się na skórze Polek?

Cel na micele: Zanim przyzwyczaiłam się do olejowego demakijażu z „poślizgiem”, przez lata byłam wierna  płynom micelarnym. Dzięki temu, że są lekkie jak woda i nie zostawiają żadnych śladów na skórze, to ulubiony produkt makijażystek gwiazd. Znajdziesz je też w każdym gabinecie dermatologicznym. Tajemnica ich sukcesu tkwi w mikroskopijnych cząsteczkach, micelach, które działają jak magnes – przyciągają i wchłaniają nadmiar sebum, resztki makijażu i wszelkie zanieczyszczenia.

Ale uwaga. „Micele zostają na skórze i przyczepiają się jak rzep do naszych gruczołów łojowych, komórek naskórka oraz cementu międzykomórkowego, który go spaja. Naturalne sebum na powierzchni skóry też potraktują jak zanieczyszczenie. W rezultacie mogą więc wysuszać” – ostrzega kosmetolożka Wioletta Kaniewska. Aby tego uniknąć, po oczyszczeniu twarzy płynem micelarnym przemyj ją wodą zwykłą lub termalną albo tonikiem. Tak samo z mleczkiem i śmietanką do demakijażu – zmyj ich resztki, aby nie pozostawiać na skórze tłustej warstwy i przywrócić prawidłowy poziom pH.

I pamiętaj: płyn micelarny to nie to samo co  tonik. Nie stosuj tych produktów zamiennie. „Płyn micelarny ma za zadanie zmyć makijaż i zanieczyszczenia, a tonik tonizuje, to znaczy przywraca skórze naturalne pH, zwęża pory, zapobiega stanom zapalnym i przygotowuje twarz do przyjęcia kolejnych kosmetyków” – wyjaśnia Iwona Radziejewska-Choma.

Esencja natury:  Tonik możesz zastąpić  hydrolatami, czyli wodami roślinnymi zawierającymi naturalne ekstrakty i wyciągi z ziół, kwiatów i owoców. Sięga po nie coraz więcej Polek.

Akcja eksfoliacja: Po demakijażu twoja skóra jest gotowa na peeling, który pobudzi krążenie, pomoże w usuwaniu zanieczyszczeń i obniży napięcie mięśni twarzy.

Maskę włóż: Peeling i maska – to mój ulubiony sposób na wieczorne ekspresowe domowe spa z Netflixem w tle. Często sięgam po jednorazowe maski w płachtach: łagodzące z ekstraktem z róży, bawełny albo zielonej herbaty, mocno nawilżające z kolagenem i rozjaśniające z witaminą C.

Olejowa odnowa: W ramach nocnej regeneracji dobrze sprawdzą się też  oleje. Lubię sięgać po nie w okresie zimowym, gdy skóra jest smagana zimnem i wiatrem, a jednocześnie przesuszona przez ogrzewanie. Nieraz zdarzyło mi się przesadzić z ich ilością, przez co moja buzia świeciła się jak księżyc w pełni. Dlatego stosuję je na noc i dozuję z aptekarską precyzją – wystarczy dosłownie kilka kropli.

Poranny rytuał: Jeśli używasz właściwie dobranych kosmetyków, rano twoja skóra powinna być świeża i wypoczęta. Po obudzeniu się nie musisz z nią wiele robić. Wystarczy, że opłuczesz twarz wodą i spryskasz tonikiem lub hydrolatem. Następnie użyj kremu lub emulsji nawilżającej, a na koniec zaaplikuj krem BB lub podkład z filtrem UV

 Mając skórę mieszaną, warto się zaopatrzyć w dwa kremy: jeden na strefę T, drugi na policzki, szyję i dekolt.

Z polskiej łąki, czyli składniki "made in Poland"

W Polsce mamy do dyspozycji bogactwo naturalnych składników. Skoro żyjemy w danym klimacie, powinniśmy wykorzystywać to, co w nim rośnie. Pochodzący z Haiti olej moringa nie przebije naszego z rokitnika. Spośród zalet tego ostatniego warto wymienić silne właściwości antyoksydacyjne i wysoką zawartość witaminy C. „Jest on też bogatym źródłem kwasów tłuszczowych omega-3, -6 i -9 i wzmacnia odporność, a dzięki zawartości witaminy E łagodzi stany zapalne i zaczerwienienia. Najlepiej dodaj dwie, trzy krople oleju z rokitnika do kremu, który stosujesz na co dzień. Krem zawiera nośniki, które zwiększą wchłanialność składników aktywnych rokitnika” – radzi Iwona Radziejewska-Choma.

 Wraz z rozwojem polskich marek kosmetycznych do łask wróciły nieco zapomniane rodzime składniki. Jednym z nich jest ekstrakt z korzenia rabarbaru , który znajdziemy w kremie odżywczym i toniku-esencji nawilżającej Resibo. „Aktywuje on naturalne mechanizmy nawilżenia skóry. Oczywiście żeby zastosować w praktyce te możliwości rabarbaru, potrzeba było jeszcze zaawansowanej nauki i technologii, ale jego właściwości naprawdę robią wrażenie” – mówi Ewelina Kwit-Betlej, właścicielka Resibo. W kosmetykach karierę robi też olej lniany . „Dzięki zawartym w nim kwasom tłuszczowym ma fantastyczne właściwości regeneracyjne, a do tego wspaniale sprawdza się u osób o tłustej skórze, gdyż wspomaga regulowanie wydzielania sebum".

"Oleje z nasion malin czy  pestek śliwek to surowce, które wróciły do łask i obecnie królują w naturalnych kosmetykach. Są wyjątkowo bogate, odżywcze i regenerujące, więc uwielbiamy je zarówno jako solistów, jak i w mieszankach i bardziej skomplikowanych recepturach” – tłumaczą Anna i Urszula Bieluń z Ministerstwa Dobrego Mydła.

Lista zakupów

Nadmiar kosmetyków nie służy ani naszej skórze, ani portfelowi, ani środowisku. Aby uniknąć „chomikowania”, warto podczas zakupów trzymać się kilku zasad.

Produkty pierwszej potrzeby

Zacznij od tego, co jest ci naprawdę potrzebne, czyli od produktów do oczyszczania, nawilżania i złuszczania. Powinnaś zawsze mieć je na swojej półce i dobrze, by to były produkty sprawdzone – przez ciebie. Nie kupuj kompulsywnie, na zapas. Często same prowokujemy problemy skórne przez niewłaściwą pielęgnację. Kobiety, które mają kłopoty z cerą, wydają najwięcej na kosmetyki, bo ciągle coś testują, i przez to ich skóra jest w jeszcze gorszym stanie” – mówi Anna Grela.

Dlaczego? „Używając zbyt wielu preparatów ze składnikami aktywnymi, możesz się nabawić nadwrażliwości lub alergii. Nadmiar kosmetyków obciąża skórę i sprawia, że wygląda gorzej, zamiast lepiej. Przy dużej ilości używanych produktów poszczególne ich składniki mogą nie współgrać ze sobą i wywoływać niepożądane reakcje. Lepsze efekty uzyskasz, jeśli będziesz stosować regularnie mniejszą liczbę kosmetyków i dasz im szansę zadziałać na skórę. Przyjrzyj się, czego twoja cera potrzebuje, co jej służy, i tego się trzymaj, a resztę odstaw” – radzi Anna Grela.

Nie za ciepło, nie za zimno

Większość kosmetyków najlepiej jest przechowywać w temperaturze pokojowej. „Nie wystawiaj ich na działanie słońca, zwłaszcza jeśli są w butelce, nawet ciemnej (jak witamina C), bo promieniowanie przenika przez szkło i powoduje utlenianie się substancji aktywnych. Nie trzymaj ich też przy kaloryferze, bo jest tam zdecydowanie za ciepło” – tłumaczy Wioletta Kaniewska.

Jednak zbyt niskie temperatury też nie służą kosmetykom. W mroźne dni nie wrzucaj więc kosmetyczki do bagażnika, wybierając się w dłuższą podróż. „Wyjątkiem są kremy, które trzeba trzymać w lodówce, bo na przykład nie zawierają w ogóle konserwantów. Podobnie produkty, które wykazują działanie chłodzące i obkurczające, jak żele do zmęczonych nóg, kolagenowe maski czy płatki pod oczy. Dla wzmocnienia efektu możesz trzymać je w lodówce, ale nie w zamrażarce” – dodaje Wioletta Kaniewska.