Z Moniką Jagaciak redaktorka ELLE spotyka się w jej liceum. Właśnie pisała maturę próbną z angielskiego. Ma na sobie czarne rurki, płaskie buty, skórzaną kurtkę. Zero makijażu, włosy spięte w koczek. W rodzinnym Puszczykowie pod Poznaniem jest zwyczajną 19-latką. Nie różni się od koleżanek. Tyle że one mają torebki z Zary, a ona Givenchy. Po światowych wybiegach chodzi jako Jac, top modelka, która w rankingu portalu Models.com zajmuje miejsce w pierwszej dwudziestce. Brała udział w kampaniach reklamowych Diora, Valentino i YSL, sesjach dla „Vogue’a”, „Numero”, „V” i „W”. Zna najważniejszych ludzi w branży. Za kulisami pokazu Diora rozmawia z Rafem Simonsem. Legendarnego fotografa Petera Lindbergha nazywa dziadkiem. Jest gwiazdą na świecie, ale nie celebrytką w Polsce. Nie chodzi na bankiety, rzadko współpracuje z polskimi markami i magazynami. Dla ELLE zrobiła wyjątek.

ELLE Stroisz się do szkoły?

M.J. Wstaję o 6 rano, nie mam czasu na stylizację. Biorę prysznic, wkładam dżinsy i wybiegam z domu. Do pracy ubieram się porządnie i maluję, bo wiem, że ludzie mody to doceniają.

ELLE Co masz w szafie najcenniejszego?

M.J.Swoją ukochaną granatową torebkę 2.55 Chanel i drugą – czarną. Kurtki Acne, Balmain, Alexander Wang. Buty Isabel Marant, Valentino, Louboutin.

ELLE Co włożyłaś na studniówkę?

M.J. Obcisłą sukienkę Herve Leger, którą kupiłam dawno temu w butiku vintage w Paryżu.

Monikę odbiera ze szkoły mama, nauczycielka wf w podstawówce. Jedziemy do Mosiny, miejscowości niedaleko Puszczykowa, w której rok temu rodzice Moniki postawili dom. Wcześniej mieszkali w blokach nauczycielskich. Tata jest nauczycielem wf w liceum i trenerem lekkoatletycznym. Starsza siostra Anna trenuje skoki w dal, jest mistrzynią świata juniorów. Jako dziewczynki obie siostry spędzały popołudnia w sali gimnastycznej, a wakacje na obozach sportowych. Tata chciał, żeby Monika trenowała skoki wzwyż. – Pojechała na ogólnopolskie zawody dla dzieci. Była czwarta. Potraktowała to jak porażkę – opowiada. Początek jej kariery nie przypomina bajki o Kopciuszku. Monika sama zgłosiła się do agencji. – Nasze życie z dnia na dzień wywróciło się do góry nogami – mówi mama.

Monika Jac Jagaciak, fot. Remi Kozdra i Kasia Baczulis

Przeczytaj dalszą część wywiadu z Moniką Jac Jagaciak >>>

Monika Jac Jagaciak, fot. Remi Kozdra i Kasia Baczulis

ELLE Pewnego dnia po prostu zdecydowałaś, że zostaniesz modelką?

M.J. Gdy wpisałam „agencja modelek” do wyszukiwarki, Gagamodels wyskoczyła jako pierwsza. Nic nie mówiąc mamie, wysłałam e-maila do właścicielki Kasi Rusin, że mam wymagany wzrost, ale dopiero 12 lat. Poszłam na zdjęcia próbne do Starego Browaru. Na miejscu nie było ani jednego bookera, tylko fotograf. Znudzony, bo ciągle wchodziły kolejne dziewczyny, a on cykał zdjęcia. Jeszcze tego samego dnia zadzwoniła Kasia. Chciała od razu podpisać umowę.

ELLE Co wiedziałaś o świecie mody?

M.J. Nic. Byłam totalnie zielona. Podeszłam do tego sportowo, jak do nowego wyzwania. Miałam szczęście, bo od razu trafiłam do czołówki. Nie musiałam przekupywać agencji, pracować dla mało znanych marek, czekać na przełom.

ELLE Zanim trafiłaś do Paryża, pracowałaś w Polsce?

M.J. Pojechałam do Warszawy na casting do serialu. Miałam grać córkę Bogusława Lindy. Nie miałam szans, byłam od niego o dwie głowy wyższa. Rozpłakałam się na zdjęciach próbnych. Nie dostałam roli, ale operator powiedział, że kamera mnie kocha.

Rodzice bali się o Monikę. – Zgodzić się na to, żeby 13-latka została modelką? Szaleństwo – mówi tata. – Zapytaliśmy jednak o radę dwie znajome z Puszczykowa, które pracowały jako modelki. Przekonały nas.

Monika pojechała z Kasią Rusin do Paryża na casting do kampanii Hermès, którą fotografował Peter Lindbergh. Agentka była zestresowana, Monika nie. Nie wiedziała, co to jest Hermès i kim jest Lindbergh. – Świat mody jest nieprzewidywalny. Siedzę na castingu, obok mnie dziesięć ładnych dziewczyn. Wybierają mnie – mówi Monika. Pierwsza praca i od razu wielka produkcja. – Mieszkałyśmy w Grand Hotelu w Normandii. Trzy filmowe przyczepy, pół plaży zajęte przez sprzęt. Zastanawiałam się, co ja tutaj robię – wspomina Monika. Gwiazdą kampanii była Daria Werbowy, ale Jac spodobała się szefom domu mody. Po kampanii zainteresowała się nią Japonia. Mama: – W wakacje poleciałyśmy do Tokio. To był nasz pierwszy wspólny wyjazd za granicę. Skok na głęboką wodę. Monika była rozczarowana, miała wszystkiego dosyć. Pracowała od 5 do 23. Mdlała z wyczerpania. A mama płakała z nerwów.

Monika Jac Jagaciak, fot. Remi Kozdra i Kasia Baczulis

Przeczytaj dalszą część wywiadu z Moniką Jac Jagaciak >>>

Monika Jac Jagaciak, fot. Remi Kozdra i Kasia Baczulis

ELLE W Japonii terminują modelki, które nie mogą pracować w Europie, póki nie skończą 16 lat. Nie byłaś tam szczęśliwa?

M.J. Przepracowałam się. Codziennie rano mama wyciągała mnie z łóżka i prowadziła pod prysznic. Miałam po trzy zlecenia dziennie. Katalogi, lookbooki, sesje. Komercyjna robota z ludźmi, którzy modę traktują jak rzemiosło. Nie było w tym pasji.

ELLE Dzięki tej pracy podpisałaś kontrakt z Chanel.

M.J.Jednym z moich pierwszych zleceń w Japonii była sesja adwertorialowa Chanel dla tamtejszego „Vogue’a”. Ale Peterowi Phillipsowi, dyrektorowi kreatywnemu Chanel Beauty, spodobałam się po pierwszych pokazach. Wtedy postanowił sfotografować mnie do reklamy podkładu. Nie miałam jednak jeszcze 16 lat, więc nie mogłam zostać ich twarzą. Czekali do moich urodzin, w prezencie wysłali torebkę i zaprosili do udziału w kampanii. Do dzisiaj jestem ich ambasadorką.

ELLE Od razu wróżono Ci wielką karierę?

M.J.Tak, ale traktowałam to z dystansem. Rodzice nie pozwolili mi odlecieć. Uczyli, żeby twardo stąpać po ziemi i nigdy się nie załamywać. Sama szybko się zniechęcam, lubię mieć efekty pracy od razu. Dlatego zamiast sportu wybrałam modeling.

ELLE Byłaś zagubiona w wielkim świecie?

M.J. Do dzisiaj przekręcam nazwy marek i nazwiska. Zdarzały nam się gafy. Nie wiedziałam, jak jeść siedmioma widelcami, ale obracałam to w żart.

ELLE Teraz czujesz się swobodniej? Coraz częściej jesteś zapraszana na gale.

M.J. W Szanghaju byłam gościem na pokazie Diora. Siedziałam w pierwszym rzędzie obok Natalii Vodianovej. Krępuję się jednak, gdy ktoś chce ze mnie zrobić gwiazdę.

Monika Jac Jagaciak, fot. Remi Kozdra i Kasia Baczulis

Przeczytaj dalszą część wywiadu z Moniką Jac Jagaciak >>>

Monika Jac Jagaciak, fot. Remi Kozdra i Kasia Baczulis

Koledzy ze szkoły dowiedzieli się o sukcesie Moniki dopiero, gdy wróciła Japonii. Od tej pory żyje w dwóch równoległych światach. Agencja IMG, z którą Jac współpracuje na świecie, chciała wysłać ją do nowojorskiego college’u albo elitarnego prywatnego liceum. Rodzice jednak postawili warunek – Monika maturę zdaje pod ich okiem. Zależy jej na ocenach. W gimnazjum nie musiała się starać, teraz jest trudniej. Jej ambicja czasami na tym cierpi. Mama: – Ma tak dorosłe życie,

że dopiero jak zrobi coś głupiego, uświadamiam sobie, że wciąż jest nastolatką.

ELLE Są dwie Moniki – ta z Paryża i ta z Puszczykowa?

M.J. Na początku kariery chciałam rzucić szkołę, odciąć się od znajomych. Myślałam, że dużo osiągnęłam. Może powinnam mieć dorosłe życie, bo mnie na nie stać. Potem jednak robiłam sesję dla Chanel w Paryżu, a moja klasa była na wycieczce. Żałowałam, że mnie tam nie ma. W małym miasteczku łączą cię
z ludźmi silne więzi. Z nimi nie rozmawiam o modzie. Po szkole idziemy na piwo.

ELLE Nie krępuje ich, że tyle pracujesz, zarabiasz?

M.J.Nie rozmawiam o kasie. Mam ją na koncie, zatrudniam doradców inwestycyjnych, planuję założyć własny biznes. Moi znajomi jednak, a nawet mój chłopak, nie wiedzą, ile zarabiam.

ELLE Zdarza Ci się pracować tylko dla pieniędzy?

M.J. Największe domy mody nie mają dużych budżetów, a luksusowe magazyny w ogóle nie płacą za sesje. Gdy jednak dzwoni Steven Meisel, to się nie odmawia.
Z drugiej strony jak widzę sumę na komercyjnym kontrakcie, też trudno powiedzieć „nie”. Wtedy każde zdjęcie przeliczam na ciuchy, które sobie za nie kupię. A potem idę do sklepu i wychodzę z pustymi rękami, bo mi szkoda pieniędzy.

Supermodelkę pewnie podrywają milionerzy i gwiazdy show-biznesu? To tylko stereotyp. Jac woli spotykać się ze swoim całkiem zwyczajnym chłopakiem. Poznali się ponad dwa lata temu. Wojtek: – Właśnie zacząłem staż w dziale produkcji w „Fashion Magazine”. Sesja okładkowa z trzema modelkami. Nie wiedziałem, że Monika jest gwiazdą. Odprowadziłem ją na autobus, potem na pociąg. W domu wyguglowałem ją i szczęka mi opadła. Dziś spotykają się w weekendy. W wakacje byli na Ibizie. Monika wynajęła dom na miesiąc, zaprosiła przyjaciół. Ostatnie szaleństwo przed maturą. Potem Monika wyjeżdża do Warszawy na studia. Myśli o zarządzaniu lub socjologii.

Monika Jac Jagaciak, fot. Remi Kozdra i Kasia Baczulis

Przeczytaj dalszą część wywiadu z Moniką Jac Jagaciak >>>

Monika Jac Jagaciak, fot. Remi Kozdra i Kasia Baczulis

ELLE Przyjdzie taki moment, gdy powiesz sobie, że osiągnęłaś już wszystko?

M.J. Mój sekret polega na tym, że wcale tak mocno tej wielkiej kariery nie pragnę. Chcę być jak Daria Werbowy, która znika na rok, podróżuje po świecie, a potem wraca do mody i wszyscy znowu chcą z nią pracować. Nie chcę być jak Kate Moss, która żyje tylko modelingiem.

ELLE Jak długo chcesz zostać w branży?

M.J.Przede wszystkim chcę mieć normalne życie. Nie wyobrażam sobie, że mam dwoje dzieci, dzwoni do mnie agent i nagle muszę lecieć na drugi koniec świata.

ELLE A może zostaniesz aktorką jak wiele byłych modelek?

M.J. Nie chcę być aktorką tylko dlatego, że kiedyś byłam modelką i dobrze wyglądam przed kamerą. Chcę być najlepsza.

Zobacz wszystkie zdjęcia z sesji z polską topmodelką Moniką Jac Jagaciak w GALERII.

Tekst: Anna Konieczyńska

Zdjęcia: Remi Kozdra i Kasia Baczulis

Stylizacja: Maciej Spadło