Dawno, dawno temu szklane flakony z pipetą jawiły mi się jako produkt prawdziwie luksusowy. Traktowałam je na równi z oldschoolowymi perfumami z pompką i pudrem w perełkach. Niczym urokliwy bibelot doskonale prezentujący się na podświetlanej toaletce, ale nie jako obowiązkowy etap urodowych rytuałów. Ach, jak bardzo się myliłam! Dalej nie doczekałam się toaletki, a z perfum korzystam bardzo okazjonalnie, ale na mojej łazienkowej półce zawsze znajdzie się miejsce dla dobrego serum do twarzy. Jednak „dobre” to bardzo ogólne słowo, przejdźmy więc do szczegółów. Dlaczego warto uwzględnić serum w swojej pielęgnacji? I jak wybrać dla siebie najlepszy kosmetyk?

Czy warto stosować serum do twarzy?

Nawet jeśli deklarujesz się jako przeciwniczka rutyny, jest jedno miejsce, w którym przestrzega jej każda z nas. Oczywiście mam na myśli łazienkę. Rutyna pielęgnacyjna jest zakodowana w naszych głowach i jak automat kieruje dłońmi sięgającymi po kolejne kosmetyki. Na nasze nawyki wpływ mają wizyty u dermatologów, porady skinfluencerów i przyjaciółek, deklaracje producentów czy… kobiece magazyny. A od natłoku informacji o dopiero co opatentowanych składnikach, pytań o to, czy powinnaś myć twarz rano i jak uniknąć zmarszczek sennych, może rozboleć głowa. Nic dziwnego, że czasem mamy ochotę zostać urodowymi minimalistkami i ograniczyć się do kremu nawilżającego. Niestety na ten luksus pozwolić sobie mogą tylko osoby łagodnie potraktowane przez Matkę Naturę.

Większość z nas na co dzień zmaga się z mniej i bardziej uciążliwymi „defektami”, które mogą szczególnie nasilać się w określone dni cyklu czy wraz z wiekiem.

Jeśli chcemy pożegnać się z dręczącymi nas niedoskonałościami, warto zdecydować się na produkt z wysokim stężeniem składników aktywnych. I tutaj do akcji wkracza serum do twarzy. Dlaczego ten rodzaj kosmetyku zadziała lepiej niż krem czy maseczka? Sekret tkwi przede wszystkim w formule serum. Jest ona maksymalnie skoncentrowana, dzięki czemu dociera do głębszych warstw skóry. Sera zwykle są tworzone z myślą o konkretnej potrzebie. Możesz więc precyzyjnie dobrać produkt do swoich oczekiwań, takich jak chęć poprawy elastyczności, zniwelowanie blizn potrądzikowych czy oznak starzenia. Duża zawartość składników aktywnych pozwoli na szybsze uzyskanie zadowalających rezultatów i ich podtrzymanie.

Jak wybrać serum do twarzy?

Na początek zdecyduj, na jakim problemie chciałabyś się skupić w danym momencie. Pamiętaj, że niektóre substancje niekoniecznie dobrze zadziałają w połączeniu ze słońcem. Z tego powodu kurację z dodatkiem kwasu glikolowego warto odłożyć na jesień lub w jej czasie obficie smarować twarz kremem z filtrem. Z kolei witamina C doskonale nada się na wakacjach ze względu na właściwości antyoksydacyjne. Jeśli właśnie wymamrotałaś pod nosem: „Witamina C i kwas glikolowy? Czy to nie jest już passé?”. W żadnym wypadku! Mimo że doniesienia o innowacyjnych składnikach brzmią kusząco, najlepiej wybrać serum do twarzy, które było obiektem wielu badań.

Im lepiej opisane działanie poszczególnych składników, więcej opublikowanych tekstów naukowych i recenzji, tym większe szanse na wymierne efekty.

Z tego powodu sama szukam w składzie znanych substancji, a nie najnowszych odkryć. Wprawdzie o większości z nich słyszałaś już wiele razy i może brzmieć to wręcz nachalnie, ale być może to niacynamid czy kwas hialuronowy są dokładnie tym, co jest Ci niezbędne w codziennej pielęgnacji. Pamiętaj, że dobrze jest zacząć od niższego stężenia składników i stopniowo je zwiększać. Tym samym unikniesz podrażnień, szczególnie jeśli jesteś posiadaczką cery nadreaktywnej. Jeszcze jedna rada? W czasie kuracji nie rezygnuj z kremu nawilżającego. Serum do twarzy to jedynie uzupełnienie rutyny, a nie cudowny środek zastępujący każdy kosmetyk w Twojej łazience (chociaż do „cudu” wcale nie jest mu daleko!).

ELLE.pl testuje sera do twarzy IT Cosmetics

Przyszła pora na wyznanie – nie jestem wierna kosmetykom. Redakcyjny beauty room kusi co i rusz nowymi produktami, a ja niestrudzenie szukam idealnych rozwiązań dla wymagającej skóry. Niedawno w moje ręce trafiły propozycje IT Cosmetics. Jeśli zdarza Ci się odwiedzić perfumerie Douglas, ta marka mogła już wpaść Ci w oko. Niezaznajomionym z tematem pokrótce ją przedstawię. IT Cosmetics powstało w Stanach Zjednoczonych. Jedną z założycielek jest dziennikarka i przedsiębiorczyni Jamie Kern Lima, która przez lata zmagała się z trądzikiem różowatym i hiperpigmentacją. Na bazie osobistych doświadczeń postanowiła stworzyć perfekcyjnie kryjące produkty do makijażu.

Z czasem portfolio marki wzbogaciło się o profesjonalną (i wegańską!) pielęgnację odpowiednią nawet dla bardzo wrażliwej i problematycznej cery. Wsparcie nowych technologii i chirurgów plastycznych, skrupulatne testy kliniczne i „składniki kochające skórę” – właśnie to leży u podstaw jednej z ulubionych marek Amerykanek. Czy produkty wyróżniają się jakością również po drugiej stronie Atlantyku? Jeszcze jak! W ostatnich tygodniach przyjrzałam się (z małym wsparciem koleżanek) 4 serom do twarzy IT Cosmetics z gamy „Bye Bye”. Zobaczcie, czy rzeczywiście pomogły nam pożegnać się z kompleksami.

Serum na rozszerzone pory z kwasem glikolowym i kwasem hialuronowym 

Serum „Bye Bye Pores” nie podzieliłam się z koleżankami. Widoczne ciemne punkty na nosie od zawsze stanowiły dla mnie nie lada wyzwanie, dlatego z chęcią włączyłam do rutyny produkt skupiony właśnie na tej kwestii. Moja cera ma skłonności do przetłuszczania, ale jednocześnie jest wrażliwa. Ostatnio próbowałam walczyć z rozszerzonymi porami przy pomocy kultowego toniku z kwasem salicylowym i glinki. Niestety doprowadziło to do zaczerwienienia i uciążliwego łuszczenia się skóry (a przy tym problem wcale nie zniknął).

Bye Bye Pores Serum opiera się na kwasie glikolowym, czyli najrzetelniej przebadanym kwasie AHA. Niezliczone testy nie tylko potwierdziły jego zbawienny wpływ na skórę, ale też potwierdziły, że jest to środek łagodny. 10% stężenie powinno wystarczyć do oczyszczenia porów, ale też delikatnego usunięcia martwego naskórka i odsłonięcia gładszej warstwy skóry. Zgodnie z instrukcją używałam go raz dziennie (głównie w okolicy nosa), a następnie pokrywałam grubą warstwą kremu z filtrem SPF. IT Cosmetics obiecywało, że pory będą wyraźnie zmniejszone już po tygodniu. Jak było w moim przypadku?

Po 7 dniach zauważyłam, że faktura skóry zmieniła się na plus. Stała się wyczuwalnie miększa i nawilżona. Same zaskórniki były mniej widoczne.

Dodatek kwasu hialuronowego sprawił, że nie doszło do nieestetycznego łuszczenia się naskórka. W następnych dniach efekty były jeszcze lepsze. Choć pory dalej nie wyglądają jak po zastosowaniu instagramowego filtra (czy to w ogóle możliwe?), to rezultaty są satysfakcjonujące i na pewno będę kontynuować kurację!

Serum na przebarwienia z niacynamidem i etylowitaminą C

Skoro na nosie testowałam serum na rozszerzone pory, to co działo się z resztą twarzy? Nie pozostawiłam jej samej sobie. Do towarzystwa dostała supergwiazdę świata beauty – niacynamid. To środek o udowodnionym działaniu przeciwzapalnym, przeciwstarzeniowym i... rozjaśniającym. Mnie interesuje ostatni punkt, ponieważ Bye Bye Dark Spots Serum ma być remedium na wszelkie przebarwienia. Formuła zawiera 4% niacynamidu, 1% etylowitaminy C i witaminę E. Moje przebarwienia to ślady po wszelkich niedoskonałościach, ale produkt IT Cosmetics ma być odpowiedni również dla osób z plamami starczymi i melasmą. Czy serum dało radę w praktyce? Tak jak pozostałe sera z gamy pozostawia cerę dobrze nawilżoną i nie podrażnia jej. A do tego chroni przed szkodliwym wpływem promieni słonecznych i zanieczyszczeń środowiskowych.

Zdecydowanie zauważalny jest wpływ pochodnej witaminy C, ponieważ twarz stała się bardziej promienna.

Pozostałości po trądziku także zbladły. Co prawda kilka tygodni nie wystarczy, aby całkowicie się ich pozbyć. Mimo to jestem na tyle zadowolona z odbicia w lustrze, że mogę spokojnie zapomnieć o podkładzie i korektorze (uff, co za ulga w czasie upałów!).

Serum z kwasem hialuronowym, peptydami i witaminą B3 na pierwsze oznaki starzenia

To serum przekazałam do dobre ręce mojej przyjaciółki. Jako że sama zaklinam rzeczywistość i utrzymuję, że po mojej twarzy nie widać jeszcze upływu czasu. Ona podchodzi do kwestii starzenia z dozą realizmu i dostrzega na skórze drobne zmarszczki. Bye Bye Lines Serum z 1,5% kwasem hialuronowymi, peptydami i witaminą B5 od razu przykuło jej uwagę. Ten pierwszy składnik zachowuje się gąbka i zatrzymuje wodę wewnątrz skóry. Bijące ostatnio rekordy popularności peptydy mają właściwości zbliżone do botoksu i długotrwale niwelują zmarszczki mimiczne. Moja ulubiona testerka używała serum do twarzy IT Cosmetics przez niemal miesiąc. Co miała do powiedzenia na temat kosmetyku?

Serum ma przyjemną konsystencję i szybko się wchłania, dlatego mogłam bez komplikacji stosować go rano pod makijaż.

Po aplikacji twarz była komfortowa, a po użyciu innych serów zdarzało mi się odczuwać ściągnięcie. Po 4 tygodniach wydaje się bardziej elastyczna i nawilżona. Nie budzę się rano z uczuciem przesuszenia. Za to wydaje mi się, że cera jest bardziej jędrna. Zmarszczki rzeczywiście są nieco wygładzone, zmiany widzę szczególnie w przypadku bruzd nosowych”. Próbowałam dopytywać o ewentualne podrażnienia, ale żadne niepokojące objawy nie wystąpiły. Ostateczny werdykt? „Mocna piątka!”.

Serum z witaminą C dla poszarzałej skóry

Serum „Bye Bye Dullness” również powędrowało do domu jednej ze znajomych. Zaraz po sesji zdjęciowej i drobnej próbie uczuleniowej. Chociaż uwielbiam witaminę C, to wiem, że moja skóra potrafi zareagować na nią zaczerwieniem. Zwłaszcza w wysokim stężeniu, a 15% to całkiem porządna dawka. Sama na co dzień nie przekraczam 10%, ale z ciekawości postanowiłam nałożyć je na wrażliwe okolice policzków. Ku mojemu zaskoczeniu nie oblałam się rumieńcem, ani nie poczułam charakterystycznego szczypania. W tamtym momencie zaczęłam wierzyć, że „składniki kochające skórę” nie są tylko pustym sloganem.

Poza witaminą C formuła zawiera również witaminę E. Razem mają chronić przed działaniem wolnych rodników, przywracać jednolity koloryt i zdrowy blask. A do tego zobowiązują się zrobić to w 10 dni. Co po tym czasie powiedziała moja przyjaciółka?

Mimo tego, że dalej nie pilnuję higieny snu i dużo czasu spędzam przed ekranem, skóra wygląda na bardziej wyspaną.

Wcześniej patrząc w lustro, zastanawiałam się, czy nie jestem przypadkiem chora. Teraz twarz wydaje się wypoczęta, pełna życia. Jest też miła w dotyku”. Przyznała, że przy pierwszych aplikacjach odczuwalne było lekkie pieczenie, ale promienna cera zrekompensowała te drobne niedogodności. Dodam, że nie mamy do czynienia z zaawansowaną użytkowniczką witaminy C. Jeśli już wcześniej stosowałyście preparaty z tą substancją (a warto sięgnąć po nie szczególnie teraz!), to na pewno nie będzie towarzyszył Wam dyskomfort. My dodajemy do listy ulubieńców!

Pełna oferta kosmetyków IT Cosmetics dostępna jest na douglas.pl!