Chcąc zaoszczędzić (a może i zarobić) decydujemy się na kupowanie i wystawianie ofert na serwisach aukcyjnych. Miejsca typu Vinted, Olx, czy samo Allegro mają pełno ogłoszeń dotyczących sukienek na lato, kurtek na zimę, butów do biegania, czy toreb typu "shopper". Business of Fashion podaje, że ten trend dotyczy również kosmetyków, co więcej, jest hitem wśród oszczędnych millenialsów w Japonii, gdzie przecież konsumpcjonizm mieszkańców tego kraju jest na bardzo wysokim poziomie. Za to w USA powstały już platformy typu Glambot, Poshmark, czy MUABS, gdzie możemy kupić niechciane przez kogoś produkty do pielęgnacji lub makijażu. Na niektórych z nich kremy czy szminki muszą być w prawie nowym stanie (Poshmark), za to na wspomnianym Glambot kosmetyki muszą mieć cenę co najmniej o połowę niższą od kwoty sklepowej. Z jednej strony wiele z nas ma za sobą momenty, gdy odcień podkładu okazuje się być źle dobrany, a z palety cieni używamy tylko trzech z dziewięciu dostępnych kolorów. Część osób oddaje takie kosmetyki mamom, czy koleżankom. Za to inne sprzedają je właśnie w internecie. Czy taki produkt jest dla nas, a zwłaszcza dla naszej skóry bezpieczny?

Czy kosmetyki używane są zdrowe dla naszej skóry?

To pytanie zadała dziennikarka amerykańskiej edycji ELLE. "Ważna jest jakość i źródło, z którego kupujemy używany kosmetyk" - stwierdziła dermatolog Doris Day z centrum medycznego NYU Langone. "Produkty z drugiej ręki nie oznaczają, że wcześniej należały do kogoś, a dokładnie, że były używane. Jeśli dostajemy coś za o wiele niższą cenę, ale w oryginalnym opakowaniu, to możemy się tylko cieszyć" - dodała. Niestety nie zawsze jesteśmy w takiej sytuacji. Czytanie opisów, czy dopytywanie o to, ile dany kosmetyk był używany, może nas uchronić przed wystąpieniem wysypki, choroby czy niedoskonałości na skórze. Jesteście ciekawi o jakie chodzi? Infekcje bakteryjne i wirusowe, powodujące zapalenie mieszków włosowych, liszaj, czy zakażenia grzybiczne. Zapalenia spojówek możemy dostać od brudnej maskary, kredki do oczu i sztucznych rzęs. Wirus opryszczki może pojawić się po użyciu pomadki, błyszczyka lub konturówki. Już nie mówić o bliznowaceniu. Nie brzmi to dobrze...

"Gdy kupujesz produkt ze sklepu, wiesz że jest czysty i niezanieczyszczony, ale jeśli decydujesz się na kosmetyk z drugiej ręki, tak naprawdę nie wiesz, co dokładnie dostajesz i szczerze mówiąc, wiele osób jest po prostu nieuczciwych, próbując sprzedać swój produkt jako nowy" - przyznał dr Joshua Zeichner, ordynator oddziału dermatologii w szpitalu Mount Sinai w Nowym Jorku.

Nigdy nie ma 100% gwarancji, że dany produkt jest zgodny z opisem, czy opublikowanym zdjęciem. Czy był dobrze przechowywany? Co z datą ważności? Na co był narażony? Ile osób go używało? Jak były używane? Czy posiadaczka tego produktu przechodziła przez jakieś choroby skóry w trakcie używania kosmetyku? Środki konserwujące nie tylko przedłużają ważność danego kremu czy serum, ale mają też chronić przez bakteriami. Jednak zawsze jest szansa zakażenia. To zmartwienie najbardziej dotyczy marek sprzedających kosmetyki naturalne, bez konserwantów.

Jeśli już chcemy kupić kosmetyki używane to warto wybierać produkty w formie proszku (lub pudru) oraz opakowania w formie tubki z małym otworem lub z pompką. Unikamy słoiczków. "Nigdy nie kupuj tuszów do rzęs, kredek do oczu i błyszczyków (gdy aplikator zostanie zanieczyszczony, cała tubka narażona jest na zakażenie)" - przyznała dr Day. A co ze szminkami? W ostateczności można odciąć końcówkę pomadki oraz spryskać ją produktem zawierającym alkohol w celu odkażenia.

Kupowanie kosmetyków używanych jest  z jednej strony świetnym pomysłem - oszczędzamy pieniądze, zwiększamy długość "życia" produktów, opakowania nie trafiają też tak szybko na wysypisko śmieci (a to sprawia, że kupujemy mniej nowych produktów). Jednak zawsze trzeba pamiętać o ryzyku z jakim to się wiąże.