Jakie uczucia towarzyszyły Ci, gdy goliłaś włosy w akcji Łatwoganga?
WIDEO…
JULIA KUCZYŃSKA „MAFFASHION”: Stresowałam się, czułam powagę sytuacji, że to ma szerszy kontekst i ma zrobić zasięgi dla całej akcji. Byłam podekscytowana, strasznie mi waliło serce. Najpierw w imię solidarności z chorymi golili głowę mężczyźni, później była pierwsza dziewczyna - Kasix. Za mną poszły kolejne kobiety, m.in. Kasia Nosowska. Od początku też wiedziałam, że będę nosiła tę fryzurę dłużej.
Dlaczego?
Wiem, że utrata włosów to tylko kropla w oceanie tego, z czym zmagają się chorzy. To był taki symbol całej akcji. Osoby, które tracą włosy z powodu choroby, nie mają wyboru. Było dla mnie ważne, by pokazać wszystkim chorującym, że taka fryzura jest cool. Że nie jest powodem do wstydu, skrępowania. Wiesz, zaczynałam od mody i tworzenia stylizacji. Latami kobiety czerpały inspiracje z moich publikacji. Jeśli chociaż kilka chorych dziewczyn inaczej spojrzy na siebie w lustro ze zgolonymi włosami, będę bardzo szczęśliwa.
Włosy są dla Ciebie ważnym atrybutem?
Nigdy nie przywiązywałam do tego tematu nadmiernej wagi. Włosy były dla mnie elementem stylizacji. Często je zmieniałam - od długich po krótkie, doczepy, różowe, niebieskie. Z reguły nosiłam dłuższe, bo wmawiano mi, że mam dość chłopięcą figurę, mogłam się za tymi włosami niejako schować - czy jak miałam gorszy dzień, czy gorszą cerę albo byłam opuchnięta - przy niedoczynności tarczycy zdarza mi się to często. Choć od jakiegoś czasu z Gabrysią z Gaba Hair planowałam zrobić metamorfozę i ściąć włosy. I nagle wybuchła akcja Łatwoganga - od razu postanowiłam, że zgolę włosy. Przede wszystkim dlatego, że zobaczyłam w tym sens. Często wspieram akcje charytatywne, a tu oprócz wpłacenia pieniędzy mogłam dać także swoje zasięgi. I wszystko to było czymś więcej niż tylko kolejną metamorfozą. To było celem akcji - zwrócenie uwagi na temat i uzbieranie jak największej kwoty.
Widziałam na sesji, że super się czujesz w nowym wydaniu. Jesteś silna, pewna siebie, pewna swojego ciała i wizerunku. To przyszło wraz z nową fryzurą?
Myślę, że to wypadkowa wielu rzeczy. Z wiekiem nabrałam dystansu do siebie, jestem z sobą pogodzona, lepiej się czuję. Oczywiście doceniam, zachwycam się pięknymi włosami - kiedy patrzyłam na sesji na Sylwię Butor, myślałam „wow!”. Czuję, że brak włosów niczego mi nie zabrał, wręcz przeciwnie. Uwydatnił wszystko, co chciałam schować pod włosami.
Czyli co?
Podobne pytanie zadał mi mój terapeuta… Trochę mnie zaskoczył, jak zażartował, że z włosami obcinamy złą energię. Bo ja realnie to poczułam. Ale przede wszystkim dotarło do mnie, że włosy nie były czymś dla mnie ważnym.
A kiedy uświadomiłaś sobie, jak ważne jest ciało?
Niestety, zauważyłam i doceniłam ciało, kiedy zaczęłam tracić zdrowie. Głównie za sprawą stresu. Doszło do mnie, że nie jestem niezniszczalna. Nigdy nie byłam dla niego łaskawa - za mało spałam, za dużo pracowałam, analizowałam, nieustannie podróżowałam i ogólnie mój tryb życia był mało higieniczny. Może też nie zadbałam o siebie odpowiednio, kiedy przeżywałam najbardziej stresowy czas w moim życiu.
Zawsze lubiłaś to, jak wyglądasz?
Bardzo szybko polubiłam siebie. A „polubić” jest już bardzo dużym sukcesem i ułatwieniem. Akceptuję siebie.
Nie miałaś kompleksów?
Miałam, dalej mam! Ale wiele z nich oswoiłam. Szybko zrozumiałam, że jeśli moje niedoskonałości mnie nie zawstydzają i nie robię z nich problemu, to przestają być kompleksem. Akceptacja rzeczy, na które nie mamy wpływu, a które nas wyróżniają, to dobry początek. Jeśli chodzi o wygląd, to naprawdę nikt nie może mnie zawstydzić ani dotknąć, bo dla samej siebie jestem wystarczająca. Pewności siebie nie odebrał mi nawet narcystyczny związek (śmiech), bo wiem, że nie ma ludzi idealnych, a ja jestem OK.
Co definiuje Twoją kobiecość?
Przekornie myślę, że mam w sobie dużo męskiej energii - jestem sprawcza, zadaniowa, pragmatyczna, ogarniam milion rzeczy naraz i jestem decyzyjna. Kiedyś przeczytałam, że jak kobieta wchodzi w męską energię, to znaczy, że pojawiła się na to przestrzeń do wypełnienia. Kto wie? Dla równowagi uważam, że jestem też delikatna, wrażliwa, bywam romantyczna i zawsze uważna na innych ludzi oraz na zwierzęta. Jestem bardzo opiekuńcza i troskliwa.
Kiedy sobie uświadomiłaś, że jesteś atrakcyjna?
Ciężkie pytanie. Słuchaj, dostawałam w szkole walentynki (śmiech), ale nie zastanawiałam się, czy jestem ładna. Uważałam, że wiele dziewczyn jest o wiele atrakcyjniejszych ode mnie - miały krągłości, których nigdy nie miałam.
Kto był dla Ciebie wzorem kobiecości?
Moja mama. Nigdy o tym publicznie nie mówiłam - moja mama jako trzylatka trafiła do domu dziecka. Nie miała wzorca rodziny, a potrafiła dać nam miłość, której sama nie doświadczyła. Nie znam drugiej takiej osoby, która miałaby w sobie tyle ciepła. Kocham ją. Była i jest bardzo dobrą mamą, nieidealną, bo takich nie ma. Dała mnie i mojemu bratu mnóstwo ciepła, dużo swobody, a zarazem swojej obecności i troski. Wychowała dwoje dzieci i kilka pokoleń w moim rodzinnym Złotowie, bo pracowała w przedszkolu.
Kiedy czujesz się najpiękniejsza?
W bardzo różnych i niezależnych od siebie sytuacjach. Piękna czuję się w oczach ludzi, którzy mówią mi, że jestem dla nich ważna.



























