Julia Astro Lady: „Świat wymaga od nas, żebyśmy działały po męsku”. O astrologii, intuicji i współczesnych wiedźmach [WYWIAD]
Astrologia wróciła do mainstreamu, ale czy umiemy korzystać z niej świadomie? Julia Astro Lady opowiada, dlaczego horoskop nie jest wyrokiem, jak czytać kosmiczne cykle i po co współczesnym kobietom kontakt z intuicją.

Astrologia coraz śmielej wychodzi z niszy i zaczyna grać realną rolę w tym, jak opowiadamy o sobie, relacjach, codziennych napięciach i większych zmianach, które trudno nazwać innym językiem. Feed na TikToku zalewają prognozy, informacje o zbliżających się tranzytach i ostrzeżenia przed retrogradacją Merkurego, a kolektywne stawianie tarota dla znaków zodiaku powoli przestaje dziwić nawet tych, którzy jeszcze niedawno traktowali astrologię z dużym dystansem.
Ale czy astrologia z internetu rzeczywiście pomaga lepiej zrozumieć siebie, czy raczej spłaszcza temat do kilku chwytliwych haseł? Gdzie kończy się jakościowa wiedza, a zaczyna powtarzanie stereotypów o Skorpionach, Baranach i Wodnikach? I dlaczego, jak mówi Agata Foksa-Biegaj, znana jako Julia Astro Lady, „nie jesteśmy tylko jednym znakiem zodiaku”?
Rozmawiam z astrolożką stojącą za podscastem „Astrokultura”, w którym łączy astrologię z kulturą, popkulturą i językiem współczesności. Pytam ją o to, czym astrologia jest naprawdę, jak korzystać z niej mądrze, dlaczego wróciła do mainstreamu i czy horoskop może być czymś więcej niż internetową ciekawostką.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Na wstępie chciałabym Cię zapytać, jak najprościej tłumaczysz osobie sceptycznej, czym naprawdę jest astrologia?
Ja lubię powtarzać, że nie wierzę w astrologię, bo to nie jest kwestia wiary. Ja po prostu sprawdziłam, że astrologia działa. To system, który bardzo precyzyjnie opisuje to, co zapisane jest w horoskopie urodzeniowym, czyli potencjał konkretnej osoby: jej mocne i słabe strony, to, jak może się wyregulować, jak nawiązuje relacje, jak kocha i jak się komunikuje.
Ale astrologia pomaga też spojrzeć szerzej. Cykle astrologiczne pozwalają zrozumieć, w jakim momencie jesteśmy i jak odnosi się to do historii. O tym w zasadzie jest cała konferencja Forum Futurum, którą organizujemy w sobotę: żeby spotkać się i zobaczyć, jak to, co dzieje się na niebie, łączyło się dotąd z wydarzeniami historycznymi i co może nam powiedzieć o najbliższej przyszłości.
Dla mnie astrologia jest więc szukaniem schematów. Bo one się powtarzają. Kiedyś też nie wierzyłam w astrologię, byłam bardzo sceptyczną, racjonalną osobą. Ale zaczęłam sprawdzać, że to działa. Że kiedy na przykład Pluton jest w Wodniku, dzieją się rzeczy, które odpowiadają temu archetypowi.
Słuchałam ostatnio twojego podcastu „Astrokultura” i w jednym z odcinków wspomniałaś, że astrologia jest właśnie takim zegarem, któremu wszyscy podlegamy, sposobem uczenia się cykliczności.
Dokładnie. Astrologia jest rodzajem zegara, którego działanie można prześledzić i sprawdzić. Oczywiście wymaga to pewnej wiedzy astrologicznej, ale wystarczy też pójść do astrologa i przeanalizować własne cykle. Robię to od lat, przeprowadziłam tysiące konsultacji i jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby to się nie potwierdziło. Kiedy pojawia się na przykład tranzyt Saturna czy Plutona, aktywują się określone cykle, a wraz z nimi tematy, za które te planety symbolicznie odpowiadają. To działa jak szwajcarski zegarek.
A czym astrologia jest dla Ciebie? Językiem, narzędziem, praktyką duchową, sposobem patrzenia na świat?
Chyba wszystkim po trochu. Myślę, że astrologia jest przede wszystkim językiem, którym można opisać właściwie wszystko, i to, co na niebie, i to, co na ziemi. Jest też zegarem, bo pozwala mi orientować się zarówno w moich osobistych cyklach, jak i w tym, co dzieje się wokół. Pomaga rozpoznawać schematy, które się aktywują, a dzięki temu daje mi poczucie, że w tym całym szaleństwie jest jednak jakaś metoda.
Nie wiem, czy nazwałabym ją praktyką duchową. Lubię myśleć o astrologii jako o dość racjonalnym systemie. Oczywiście można wejść też w zagadnienia astrologii karmicznej, gdzie pojawia się temat karmy czy reinkarnacji, a to już trudniej obronić rozumem z zachodniego punktu widzenia. Ten kierunek też jest mi bliski, więc pewnie po części astrologia jest dla mnie również jakąś praktyką duchową.
Przede wszystkim jednak jest fantastycznym narzędziem do obserwowania siebie i pracy nad sobą. To jest dla mnie jej największa moc: patrząc w horoskop, swój albo czyjś, można zobaczyć mocne i słabsze strony, rozpoznać potencjały, sprawdzić, co warto wzmacniać, a nad czym dobrze byłoby popracować.
Mogę też powiedzieć, czym astrologia dla mnie nie jest, bo to bardzo ważne. Nie jest deterministycznym narzędziem, które mówi: „będzie tak i koniec”. Podobnie jest z tarotem, którym też się posługuję. Jestem daleka od mówienia ludziom w stu procentach, jacy są albo jacy mają być. Nie uważam, że jeśli przychodzi jakiś trudniejszy tranzyt, to na pewno będzie ciężko i nie da się nic z tym zrobić.
Jestem raczej zwolenniczką myślenia, że kreujemy naszą rzeczywistość i możemy nad sobą pracować. Zauważyłam też taki trend zasłaniania się astrologią: „jestem zazdrosna, bo jestem Skorpionem”. Nie. To, że jesteś Skorpionem i możesz mieć do tego tendencję, oznacza raczej, że tym mocniej warto nad tym pracować. To jest moje podejście.
Czy pamiętasz moment, w którym astrologia przestała być ciekawostką, a stała się czymś, co zaczęło porządkować twoje myślenie o sobie i świecie?
To chyba był proces. Zaczęłam interesować się astrologią w 2018 roku, kiedy przyjechałam do pracy do Trybunału Praw Człowieka. Pamiętam moment, w którym zaczęłam zgłębiać astrologię bardziej świadomie, wychodząc poza ogólne horoskopy. Pojawiło się wtedy poczucie: to naprawdę się zgadza. Było to zderzenie mojego dotychczasowego, bardzo racjonalnego sposobu myślenia z zupełnie innym porządkiem rozumienia rzeczywistości. Coś, co wcześniej uważałam za ezoteryczną ciekawostkę, nagle okazało się spójnym systemem, który rzeczywiście działa. Wtedy postanowiłam zgłębiać go już na poważnie.
W twojej pracy spotykają się różne obszary: astrologia, prawo, działalność społeczna i praca z kobietami. Jak łączysz te porządki: racjonalny, symboliczny i praktyczny?
Myślę, że te porządki bardzo dobrze się łączą. Doszłam do momentu, w którym część racjonalna i ta, nazwijmy ją duchową, przestały się ze sobą wykluczać. Wcześniej wydawało mi się, że trzeba wybrać: albo jedno, albo drugie. Z czasem zobaczyłam, że one mogą się fantastycznie uzupełniać.
Nie możemy, i chyba nie powinnyśmy, funkcjonować wyłącznie w tym racjonalnym porządku, którego świat często od nas wymaga, zwłaszcza zawodowo. Ogromny potencjał jest też w części intuicyjnej, którą lubię nazywać wiedźmią: tej, która wie, która ma dostęp do kobiecej intuicji i subtelniejszych warstw rzeczywistości. Staram się łączyć te obszary na co dzień.
Wydaje mi się też, może trochę przewrotnie, że wszystkie rzeczy, którymi się zajmuję, wcale się nie wykluczają. Działam również na rzecz Odry w Fundacji Osoba Odra i praca na rzecz rzeki jest dla mnie analogiczna do pracy z kobietami. Pomagam kobietom dotknąć tej naszej wiedźmiej strony, która przez lata była tłumiona przez patriarchalny porządek. Podobnie myślę o rzekach. Dla mnie są one odpowiednikiem kobiecych jakości, a to, co się im robi, chociażby przy katastrofie na Odrze, jest dość podobnym mechanizmem.
To się nie wyklucza. Przeciwnie, mam poczucie, że moja edukacja, doświadczenie i ekspertyza są mocno związane z moją misją. Ta intuicja nie przeszkadza mi w sprawach ziemskich, tylko bardzo często mi w nich pomaga. I bardzo bym chciała, żeby kobiety nie musiały się tej części siebie wypierać. Żeby świat przestał od nas wymagać wyłącznie racjonalności i działania „po męsku”, a pozwolił nam być sobą w pełni.
Jako ekspertka, kiedy widzisz, że ktoś zaczyna naprawdę rozumieć astrologię, a nie tylko powtarzać stereotypy o znakach zodiaku, jak ten, o którym wspominałaś wcześniej przy Skorpionie?
Myślę, że umiejętność odczytania horoskopu urodzeniowego jest w astrologii prawdziwym „game changerem”. To moment, w którym horoskop zaczyna żyć. Lubię mówić, że na początku poznajemy pojedyncze dźwięki: wiemy, że Słońce jest w Skorpionie, Księżyc w innym znaku i tak dalej. Ale kiedy umiemy to wszystko połączyć, zaczyna powstawać z tego symfonia.
Wtedy z pojedynczych elementów robi się cała opowieść. I to jest dla mnie sygnał, że ktoś naprawdę zrozumiał podstawy astrologii, które później pozwalają wejść dużo głębiej.

Nie wiem, czy jesteś na TikToku, ale kiedy wpadnie się w odpowiedni algorytm, widać, że astroświat jest tam naprawdę potężny. Jak myślisz, dlaczego astrologia właśnie teraz tak mocno wróciła do mainstreamu?
Właśnie zanim zadałaś to pytanie, sama pomyślałam o TikToku. Przy astrologii z TikToka dość szybko widać, czy ktoś naprawdę ma pojęcie, o czym mówi, czy tylko powtarza treści, które akurat gdzieś się niosą.
Myślę, że ten powrót astrologii może wynikać z kryzysu zaufania do instytucji, do obecnego porządku, do tego, w co i komu mamy wierzyć, a może nawet częściowo do nauki. Jest też związany z tiktokową estetyzacją astrologii i szerzej, z figurą współczesnej wiedźmy. To jest dziś atrakcyjne wizualnie, modne, ładne i dobrze funkcjonuje w popkulturze.
Mam wrażenie, że nie chodzi tylko o astrologię, ale o cały trend wokół bycia współczesną wiedźmą, w który wpisuje się też tarot. Coraz mniej się tego wstydzimy. Celebryci i znane osoby zaczynają mówić o tym głośno. Madonna, Dua Lipa, Olga Tokarczuk, która oficjalnie przyznaje się do korzystania z astrologii. Zresztą w jej książce „Prowadź swój pług przez kości umarłych” jest bardzo dużo astrologicznej, i to dobrze podanej, wiedzy.
Astrologia toruje sobie drogę w popkulturze i uważam, że to świetne, bo jest językiem, który bardzo chciałabym uczynić dostępnym dla wszystkich. Naprawdę ułatwia życie. Możemy na przykład zerknąć w horoskop dziecka, czyli młodego człowieka, którego jeszcze właściwie nie znamy, nie wiemy, z czym przychodzi, a tam pojawiają się pewne podpowiedzi: czego to dziecko może potrzebować, jakie ma predyspozycje.
Oczywiście ciemną stroną jest sytuacja, w której ktoś mówi: „horoskop mojego dziecka pokazuje to i to, więc będę je teraz w tym kierunku cisnąć, bo musi zrealizować ten talent”. To nie o to chodzi. Uważam, że astrologia jest fantastycznym narzędziem, ale jej znajomość ma też swoją ciemną stronę.
Powiedziałaś, że w przypadku astrologii na TikToku dość szybko widać, czy ktoś naprawdę wie, o czym mówi, czy tylko powtarza popularne hasła. A czy osoba, która nie ma dużej wiedzy astrologicznej, też może to jakoś rozpoznać? Na co warto zwracać uwagę?
To może być trudne, jeśli ktoś nie ma żadnej wiedzy astrologicznej. To trochę jak z nauką obcego języka. Jeżeli go nie znasz, trudno ci ocenić, czy słowa i zdania, które ktoś podaje, rzeczywiście mają sens.
Bardzo często spotykam się z powtarzaniem stereotypów i myleniem cykli astrologicznych: gdzie znajduje się dana planeta, jak długo tam będzie, co to właściwie oznacza. Mam wrażenie, że bywa w tym obszarze totalny Dziki Zachód. Oczywiście jest też sporo treści bardzo dobrej jakości, ale osobie bez podstawowej wiedzy nie zawsze łatwo się przez to przebić.
Tym bardziej że astrologiem może nazwać się każdy. To nie jest w żaden sposób regulowane prawnie. Dlatego warto zachować ostrożność, szczególnie kiedy idziemy do astrologa czy tarocisty. Jeśli usłyszymy, że „czeka nas to albo tamto”, bardzo łatwo można się nakręcić i zacząć czekać na zapowiadany kataklizm. A zupełnie nie o to w tym chodzi.
A kiedy trafiamy w sieci na horoskopy tygodniowe czy miesięczne, w których najpierw opisuje się aktualne tranzyty, a potem pojawia się rozpiska dla poszczególnych znaków zodiaku, czy warto traktować je jako narzędzie dla osób początkujących? Zakładając oczywiście, że same tranzyty są opisane prawidłowo. Czy taka zbiorowa prognoza astrologiczna ma sens, czy z perspektywy astrologii jest zbyt dużym uproszczeniem?
To trochę mija się z celem, chociaż moja ulubiona odpowiedź brzmi: to zależy. Tradycja astrologii sięga mniej więcej 3000-2000 wieku przed naszą erą, a horoskopy gazetowe pojawiły się dopiero około 1930 roku, więc są bardzo świeżą sprawą.
Mam mieszane uczucia wobec ogólnych prognoz tygodniowych czy miesięcznych. Z jednej strony dobrze jest znać taką „astroprognozę pogody”, bo pewne zjawiska mogą być odczuwalne zbiorowo, jak choćby retrogradacja Merkurego, kojarzona z opóźnieniami, problemami komunikacyjnymi czy powrotami z przeszłości. Z drugiej strony taka prognoza nigdy nie zastąpi indywidualnej interpretacji horoskopu urodzeniowego. Może się zdarzyć, że ogólne „astrowiatry” wydają się niesprzyjające, a my mamy akurat bardzo wspierające tranzyty i praktycznie tego nie odczujemy.
Dlatego prognozy dla znaków słonecznych, czyli na przykład dla wszystkich Baranów czy Wodników, mają ograniczony sens z astrologicznego punktu widzenia. Dużo bardziej bronią się prognozy przygotowane dla ascendentu, czyli znaku wschodzącego. Najlepiej oczywiście działają prognozy indywidualne, kiedy astrolog widzi cały horoskop danej osoby i może odnieść aktualne tranzyty do jej konkretnego układu.
Zauważyłam też, że czasem robi się prognozy tarotowe dla znaków zodiaku. Wtedy nie jest to już prognoza astrologiczna, tylko raczej odczyt dla pewnej grupy osób, na przykład wszystkich osób ze Słońcem w Baranie. I to też może mieć więcej sensu niż klasyczna prognoza astrologiczna dla samego znaku słonecznego.
Wspominałaś wcześniej, że prowadzisz konsultacje astrologiczne. Z jakimi potrzebami najczęściej przychodzą do ciebie osoby zainteresowane swoim kosmogramem?
Przeprowadziłam już tysiące konsultacji i spotkałam się chyba z pełnym przekrojem możliwych pytań. Z mojej perspektywy szczególnie cenne jest jednak zrobienie porządnej analizy horoskopu od A do Z. U mnie taka konsultacja trwa trzy godziny i, jeśli dana osoba jest na to otwarta, obejmuje również historię karmiczną.
Wtedy człowiek dostaje coś w rodzaju instrukcji obsługi siebie, manualu do swoich ustawień fabrycznych. Uważam, że każdy powinien zrobić sobie taką analizę raz w życiu, ale porządnie.
Dużo osób wraca też do mnie cyklicznie, na przykład raz w roku, żeby sprawdzić swoje tranzyty i zobaczyć, jaka „pogoda” czeka je w najbliższym czasie. Dla mnie prognozowanie astrologiczne jest właśnie trochę jak prognoza pogody. W jednym okresie świeci słońce, więc warto to wykorzystać, wysyłać CV, popychać sprawy do przodu, bo dostajemy, jak ja to mówię, czterolistną koniczynę do ręki. W innym momencie lepiej coś przeczekać, żeby się nie frustrować i nie uderzać głową w ścianę, bo pewne rzeczy i tak mogą zwolnić.
Astrologia osadza nas więc w tym, co przed nami. Pokazuje, w jakim jesteśmy momencie, co dzieje się na tym zegarze czy kalendarzu.
Skąd wzięło się u ciebie łączenie astrologii z kulturą i popkulturą? Co daje takie spojrzenie?
Nie wiem, czy mogę tak odpowiedzieć, ale powiedziałabym, że z moich niespełnionych marzeń o studiowaniu historii sztuki. Po prostu bardzo lubię kulturę i popkulturę. Mój mąż jest muzykiem, zresztą nagrałam z nim sporo odcinków.
Uważam, że takie spojrzenie na astrologię jest świeże i ciekawe. Astrologii bardzo dobrze uczy się na przykładach znanych osób, o których coś wiemy i których historie możemy odnieść do konkretnych faktów z ich życia. Trochę więc wymyśliłam sobie, że właśnie w ten sposób będę ją popularyzować.
To wydaje mi się dużo bardziej przystępne niż klasyczny wykład. Trochę tak, jakbym uczyła języka nie w szkolny sposób, tylko przez konkretne przykłady z kultury i popkultury. A przy okazji sama dobrze się przy tym bawię, bo jestem wielką fanką popkultury. Stąd odcinki, na przykład ten z Karoliną Sulej o Lady Gadze czy o Taylor Swift.
Pamiętam też odcinek o Lanie Del Rey, którą bardzo lubię. Zawsze rezonowała ze mną jej poetyckość i kiedy opowiadałaś o niej astrologicznie, wszystko nagle zaczęło mieć sens.
A czy patrzyłaś kiedyś, czy masz z Laną jakieś astrologiczne podobieństwo? Nie wiem, na ile znasz swój horoskop, ale może masz coś w Raku albo w Skorpionie?
Mam Ascendent w Skorpionie.
To tak jak Lana. I to jest też to, bo ja też to często powtarzam, że osoby, z którymi rezonujemy, osoby z popkultury, piosenkarze, piosenkarki, coś nas w tym porusza, bo zawsze jest jakieś połączenie między nami, a tą osobą i jej horoskopem. I „Astrokultura” też pozwala to w jakiś sposób sprawdzić.
Pamiętam, że na początku mojej pracy w ELLE jednym z pierwszych tekstów, które pisałam, był materiał o Venus Dressing, czyli ubieraniu się zgodnie ze swoim znakiem Wenus. Oczywiście temat wyrósł z trendu na TikToku.
To wcale nie jest powierzchowne, nawet jeśli wyrosło z TikToka. Każda Wenus ma określone jakości i kiedy dowiadujemy się, jaka jest nasza, łatwiej nam zrozumieć, co pomaga nam poczuć się kobieco, dobrze, pięknie. Jest duża szansa, że jeśli będziemy ubierać się i wyrażać w zgodzie z naszą Wenus, poczujemy się bardziej „nakarmione” na tym poziomie.
I to trochę pokazuje, o co w astrologii chodzi. Kiedy rozumiem swoją Wenus, wiem, co zrobić, żeby poczuć przyjemność, piękno, tę wenusjańską energię. Kiedy rozumiem swój Księżyc, wiem z kolei, co pomaga mi odpocząć, zregenerować się, zaopiekować ciałem. Dlatego uważam, że to jest bardzo ciekawe i naprawdę użyteczne.
Uważasz, że popkultura pomaga oswoić astrologię, czy czasem ją spłaszcza?
Myślę, że jedno i drugie. Astrologia jest naprawdę obszerną dziedziną i niełatwo podać ją w formie przystępnej dla kogoś, kto jej nie zna. W pewnym sensie próbuję to robić przez „Astrokulturę”, czyli przez łączenie astrologii z kulturą i popkulturą.
TikTokowe trendy, takie jak ubieranie się zgodnie ze swoją Wenus czy rozwijanie kobiecości na podstawie znaku Wenus, też są oczywiście pewnym uproszczeniem, ale niekoniecznie takim, które odbiera astrologii jakość. To może być po prostu dobre, przystępne podanie tematu.
Można więc zrobić coś „tiktokowo”, a jednocześnie nie rezygnować z jakości. Mam jednak wrażenie, że jest też wysyp treści w rodzaju: „jakim daniem polskiej kuchni jesteś na podstawie swojego znaku zodiaku”. One czasem są zabawne i to jest w porządku, jeśli mają jakieś uzasadnienie, jakieś astrologiczne osadzenie. Ale bywa też tak, że wyglądają jak wygenerowane na totalnym randomie, tylko po to, żeby podpiąć się pod trend.
Jakie zjawisko popkulturowe ostatnich lat najlepiej tłumaczy astrologię?
Bad Bunny jest świetnym przykładem. Zrobiłam o nim ostatni odcinek „Astrokultury”, przy okazji jego half-time show. Mówiłam tam o koniunkcji Saturna i Neptuna, która działała wtedy na niebie. Saturn odpowiada za struktury i granice, a Neptun za ich rozpuszczanie, przekraczanie, transcendencję. Kiedy te dwie planety się spotykają, uruchamia się bardzo konkretna symbolika. To była ta sama koniunkcja, przy której w 1989 roku upadł mur berliński i zmienił się cały ówczesny porządek Europy.
W przypadku Bad Bunny’ego ta koniunkcja wypadła dokładnie na jego Wenus, czyli planetę związaną między innymi ze sztuką, wyrażaniem siebie, pięknem i miłością. Ponieważ mówimy o artyście, trzymajmy się przede wszystkim sztuki. I to, że zrobił performance po raz pierwszy w historii w pełni w języku hiszpańskim, odwołując się do krajów Ameryki Południowej i Północnej, jest dla mnie bardzo czytelnym przekroczeniem granic.
To uosabia znaczenie astrologiczne tego czasu właściwie jeden do jednego. Wydarzyło się podczas tej koniunkcji, a on poprzez swoją sztukę pokazał, że granice można przesuwać, rozpuszczać, przekraczać. Dla mnie to bardzo mocny przykład tego, jak astrologiczna symbolika może odbijać się w popkulturze.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Wspomniałaś na początku o Forum Futurum, wydarzeniu, które łączy astrologię z rozmową o przyszłości, kulturze i różnymi perspektywami patrzenia na zmieniający się świat. Skąd pomysł na taki format?
Lubię mówić o sobie, że łączę światy. Z jednej strony jestem prawniczką, aktywistką, prowadzę fundację, a z drugiej zajmuję się astrologią, pracuję z kobietami i, nazwijmy to, duchowością. „Astrokultura” też jest dla mnie takim połączeniem różnych porządków: astrologii, kultury i popkultury.
Dlatego myślę, że Forum Futurum jest dla mnie naturalnym kolejnym krokiem. Razem z Tomkiem ze „Spokojnie, to tylko astrologia”, który poza tym, że jest astrologiem, jest też wykładowcą akademickim, chcieliśmy stworzyć wydarzenie, które nie będzie wyłącznie astrologiczne. Zależało nam na tym, żeby zaprosić ekspertów z innych dziedzin i wspólnie porozmawiać o zmieniającym się świecie.
Mam poczucie, że dzięki temu łatwiej będzie zobaczyć, że często mówimy o tym samym, tylko różnymi językami. Astrologia naprawdę potrafi opisywać te zmiany, po prostu robi to swoim kodem. Każda z zaproszonych osób została poproszona o pewną predykcję dotyczącą najbliższych lat i mam przekonanie, graniczące wręcz z pewnością, że te perspektywy okażą się bardzo podobne, nawet jeśli nie wszyscy eksperci znają astrologię.
Myślę więc, że to będzie dobry sposób, żeby pokazać, czym astrologia jest i jak działa.
Czy to jest skierowane dla osób, które siedzą już głęboko w astrologii?
Absolutnie nie. To nie jest konferencja stricte astrologiczna, przeznaczona tylko dla astrologów. Zapraszamy raczej osoby, które nie mają alergii na astrologię, a nawet jeśli mają, to mogą przyjść i może uda nam się ją trochę odczarować.
Nie trzeba mieć zaawansowanej wiedzy. Wystarczy podstawowa znajomość astrologii albo po prostu otwarta głowa.
Twoim eksperckim zdaniem, jakie tematy astrologiczne będą najmocniej wybrzmiewać w najbliższym czasie?
Myślę, że jednym z najmocniejszych tematów będzie postęp technologiczny i zupełnie nowy sposób komunikowania się. Mówimy o zmianach, których być może nie jesteśmy jeszcze w stanie w pełni przewidzieć.
Mam poczucie, że najbliższy czas będzie początkiem nowej ery i nie boję się użyć tego określenia. Wszystkie planety pokoleniowe zmieniły znaki, więc naprawdę wchodzimy w nowy etap, a każda z tych planet będzie mówiła o czymś trochę innym.
Ja teraz bardzo siedzę w Plutonie w Wodniku, bo o tym jest moje wystąpienie. To będzie temat nowych technologii, ale też pewnego rodzaju rewolucji społecznej. Pluton w Wodniku pojawiał się między innymi w czasie rewolucji francuskiej i amerykańskiej, więc niesie symbolikę decentralizacji, przewartościowania władzy, trochę takiego „gilotynowania” tych, którzy są na górze.
Ciekawym popkulturowym przykładem była dla mnie zeszłoroczna Met Gala i kontrowersje wokół niej. Jedna z celebrytek, przebrana za Marię Antoninę, powiedziała „let them eat cake”, a wszystko zbiegło się z oblężeniem Strefy Gazy. Dla mnie to było bardzo wyraźne echo Plutona w Wodniku z poprzedniego okresu, kiedy przy rewolucji francuskiej też pojawiło się społeczne: dość. To właśnie miałam na myśli, mówiąc o rozpoznawaniu wzorców, które się powtarzają.
Myślę też o nowym poziomie globalizacji, hiperpołączonym świecie, jeszcze mocniejszym przenoszeniu życia do internetu. W momencie, kiedy Pluton wszedł do Wodnika, ChatGPT stał się szeroko dostępny. To też się zbiegło i dla mnie nie jest przypadkiem, tylko kolejnym przykładem działania tego astrologicznego zegara.
Na pewno ważne będą też relacje między Chinami a Stanami Zjednoczonymi, geopolityka, nowe idee, możliwe odkrycia i postęp naukowy. Myślę, że świat bardzo przyspieszy. Będziemy mieć dużo powietrza, więc wszystko będzie działo się jeszcze szybciej niż do tej pory. Pogłębi się też temat fake newsów i trudności z odróżnianiem tego, co jest prawdą, od tego, co nią nie jest. To będzie dla nas duże poznawcze wyzwanie.
Czyli czeka nas dużo.
Na pewno świat, który znamy, właśnie się kończy. Nie boję się używać tak mocnych określeń, bo znajomość astrologii daje mi przekonanie, że w tym obszarze mam rację. A w sobotę będziemy mogli to sprawdzić, konfrontując tę perspektywę z ekspertami, jak to nazywam, „ziemskimi”.
Jak korzystasz z astrologii na co dzień? Do tej pory mówiłyśmy o szerszej, długofalowej perspektywie, ale czy astrologia wspiera cię też w codziennym życiu?
Nie sprawdzam codziennie tranzytów, bo nie chcę sobie psuć zabawy. Kiedy poznaję nową osobę, też nie zaglądam od razu w jej horoskop. Mam jednak świadomość astrologii i tego, co dzieje się w moich tranzytach.
Wiem, kiedy mam sprzyjające wiatry, i staram się wykorzystywać te momenty. Wtedy próbuję popychać do przodu sprawy, w których przydaje się odrobina szczęścia.
Astrologia bardzo pomaga mi też w życiu rodzinnym. Pozwala lepiej zrozumieć pewne dynamiki, na przykład to, dlaczego moje dziecko gorzej śpi, ma więcej energii albo jest czymś mocniej pobudzone. Czasem widać, że przy tranzytach Marsa po prostu je rozsadza.
Jest więc dla mnie bardzo przydatna i pomocna, także poza sprawami zawodowymi. Jednocześnie nie chcę wpadać w pułapkę codziennego sprawdzania wszystkiego, żeby, jak mówiłam, nie psuć sobie zabawy i nie nastawiać się z góry na określony scenariusz.
Czy jest jakieś astrologiczne pojęcie albo przekonanie, które szczególnie chciałabyś odczarować?
Przede wszystkim to, że jesteśmy czymś więcej niż tylko swoim znakiem zodiaku. Jesteśmy wielowymiarowi, a astrologia bardzo dobrze to pokazuje.
To ona uświadomiła mi też, że nie wszystkie ogólne rady działają na wszystkich. Na przykład często słyszymy: „wyjdź ze swojej strefy komfortu”. Ale jeśli ktoś jest bardzo mocnym Bykiem albo ma dużo ziemi w horoskopie, to wcale nie musi być dla niego najlepsza rada. Każdy ma swój indywidualny klucz.
Astrologia nauczyła mnie większej tolerancji wobec tego, że mamy różne sposoby bycia, mówienia, myślenia i działania. Nie da się sprowadzić człowieka do jednego znaku. Dużo łatwiej dać komuś naprawdę dopasowaną radę, kiedy patrzy się w jego horoskop, niż używać banałów w stylu: „odważ się, wyjdź ze strefy komfortu i na pewno będzie dobrze”.
Na koniec: jak wejść w astrologię mądrze i nie przebodźcować się treściami z internetu, który dziś jest przecież głównym źródłem wiedzy? Co byś poradziła osobom początkującym?
Poleciłabym pójście na kurs astrologii. Jeśli ktoś chce zdobyć rzetelną wiedzę od A do Z, zrozumieć horoskop czy tranzyty, to moim zdaniem trudno nauczyć się tego wyłącznie z TikToka.
Sama korzystam głównie ze źródeł anglojęzycznych i mam konkretne kursy czy podcasty, które mogłabym polecić, ale widzę też, że po polsku pojawia się coraz więcej jakościowych treści. Są rzetelni astrologowie, którzy dzielą się wiedzą na przykład na YouTubie. Dobrym przykładem jest Tomek ze „Spokojnie, to tylko astrologia”, z którym współtworzę Forum Futurum.
Najważniejsze jest chyba to, żeby nie uczyć się astrologii wyłącznie z krótkich, przypadkowych treści w social mediach. One mogą być inspirujące, ale jeśli ktoś naprawdę chce rozumieć astrologię, warto sięgnąć po bardziej uporządkowaną wiedzę.

