Liście lecą z drzew, wieczory robią się coraz dłuższe, a człowiek najchętniej zakopałby się pod kocem z czymś dobrym do czytania. Tyle że zbliżający się w kalendarzu weekend zwykle bywa intensywny. Najpierw przez korytarz przebiega chmara piszczących dzieci przebranych za duszki, potwory i ulubione postacie z anime, po czym zostajecie okradzeni ze wszystkich słodyczy. Oczywiście liczyliście, że chociaż kilka cukierków zostanie dla was. Naiwni!
WIDEO…
Potem przychodzi czas na rodzinne spotkania, wizyty na cmentarzach i rozmowy, które co roku mają zadziwiająco podobny scenariusz. Ciocia Stasia po raz siódmy opowiada, jak poznała wujka Mietka i jakim był wspaniałym człowiekiem, bo kiedyś naprawił sąsiadom kran za darmo. Ktoś dyskutuje o stroiku, ktoś inny zastanawia się, czy wypada założyć ten sam płaszcz co rok temu, a w kuchni czeka kolejna porcja ciasta. U mnie, nie oszukujmy się, równie ważny jest bigos.
Jeśli jednak w te dni macie dość harmidru i marzycie o chwili tylko dla siebie, mam coś w sam raz. Cztery książki, które pomogą wam na moment odciąć się od codzienności. Będą kryminalne zagadki, rodzinne sekrety i horror z lokalnym kolorytem. Ale jest też powieść, którą zostawiłam na koniec, bo Halloween to jedno, a 1 listopada to zupełnie inny nastrój.
Wszystkich Świętych potrafi przywołać wspomnienia o ludziach, których nam brakuje. I czasem właśnie wtedy, między jedną rundą po cmentarzu a kolejną porcją ulubionego ciasta, potrzebujemy historii, która pozwoli nam pobyć z tymi emocjami. Nie poradnika, który podpowie, jak przeżywać żałobę, lecz powieści, która przypomni, że miłość i pamięć nie znikają wraz z odejściem bliskich.
Oto cztery książki na ten weekend - możliwe do znalezienia w księgarniach, a jeśli chcecie uniknąć przedświątecznych tłumów, możecie sprawdzić również dostępność i zamówić je online.
1. „Rzeźnia” – Małgorzata i Michał Kuźmińscy
Dla tych, którzy lubią kryminały, w których każdy coś ukrywa.
Wojciech Szlachta, twórca mięsnego imperium z lat 90., umiera, nie zostawiając testamentu. Podział majątku okazuje się jednak znacznie bardziej skomplikowany, niż mogłoby się wydawać. Najstarszy syn biznesmena zaginął ponad dwadzieścia lat wcześniej, a ojciec nigdy nie uznał go za zmarłego. Rodzeństwo zatrudnia więc prywatną detektywkę Sylwię Nowak, by wyjaśniła, co stało się z Grzegorzem i pozwoliła rodzinie ruszyć ze sprawą spadkową.
Kiedy ginie były policjant, który przez lata zajmował się zaginięciem, staje się jasne, że ktoś zrobi wiele, by prawda nie wyszła na jaw. Sylwia zaczyna odkrywać kolejne rodzinne sekrety, a walka o fortunę zamienia się w niebezpieczną grę.
„Rzeźnia” Małgorzaty i Michała Kuźmińskich to propozycja dla czytelników, którzy lubią kryminały podszyte społecznymi obserwacjami. Jest tu rodzinny konflikt, pieniądze, przeszłość i pytanie, ile jesteśmy w stanie zrobić, żeby zachować to, co uważamy za swoje. Jeśli podczas rodzinnych spotkań macie czasem wrażenie, że każdy skrywa jakąś tajemnicę, ta historia może dostarczyć wam dodatkowych argumentów. A jeśli przypadnie wam do gustu styl pisania - warto sięgnąć po „Pionka” i „Ślebodę” - które zostały zekranizowane i są dostępne na platformie SkyShowtime.
2. „Martwa Góra” – Tomasz Duszyński
Dla fanów kryminalnych zagadek, gór i tajemnic, które przetrwały dekady.
Maj 1945 roku. W okolicach Dusznik-Zdroju rozbija się niemiecki samolot wojskowy, a prawda o jego tajemniczym ładunku zostaje pogrzebana na ponad osiemdziesiąt lat. Współcześnie mężczyzna próbujący wyjaśnić zagadkę katastrofy spada ze skalnego urwiska. Przy jego ciele policja znajduje misternie złożone papierowe skrzydła.
W tym samym czasie inspektor Arek Zimny, który dochodzi do siebie w pobliskim Karłowie, trafia na kolejne zwłoki. Śledztwo prowadzi go w przeszłość, a internetowe fora skrywają tropy, które mogą okazać się równie ważne jak dowody znalezione na miejscu zbrodni.
Tomasz Duszyński łączy w „Martwej Górze” kryminalną intrygę z historią i atmosferą Gór Stołowych. To dobry wybór na wieczór, kiedy za oknem szybko robi się ciemno, a my mamy ochotę na zagadkę, która nie rozwiąże się po kilku stronach. Tutaj przeszłość wcale nie zamierza pozostać pogrzebana.
3. „Kachlok” – Beata Skrzypczak
Dla tych, którzy chcą poczuć prawdziwą grozę, ale lubią, gdy za nią stoi coś więcej niż strach.
Jeśli Halloween kojarzy wam się z nadnaturalnymi zjawiskami, niepokojącą atmosferą i historiami, po których inaczej patrzy się na znajome miejsca, „Kachlok” może być strzałem w dziesiątkę. Beata Skrzypczak zabiera czytelników na śląskie osiedle Hasi, gdzie granica między życiem a śmiercią od dawna nie przebiega tam, gdzie powinna.
Codzienność mieszkańców przenika się z tym, co nadprzyrodzone. Familoki, podwórka i kopalniane krajobrazy stają się tłem dla opowieści o lękach, tragediach i pamięci. Bo w tej historii niebezpieczeństwo nie kryje się wyłącznie w ciemności. Równie groźne może być zapominanie o ludziach, miejscach i wydarzeniach, które tworzą wspólnotę.
„Kachlok” jest kontynuacją powieści „Hasi”, więc jeśli nie znacie pierwszej części, warto wziąć to pod uwagę przed lekturą. To połączenie horroru i urban fantasy, które korzysta z lokalnego folkloru oraz śląskiego krajobrazu, zamiast sięgać po dobrze znane, uniwersalne dekoracje. Na halloweenowy wieczór pasuje idealnie, zwłaszcza jeśli macie ochotę na coś mrocznego, ale niepozbawionego emocjonalnej głębi.
4. „Pola makowe” – Nikki Erlick
Dla tych, którzy chcą się wzruszyć i przypomnieć sobie, że nawet po stracie można odnaleźć odrobinę nadziei.
Zostawiłam tę książkę na koniec nie bez powodu. Halloween sprzyja opowieściom o duchach, potworach i rzeczach, których nie potrafimy wyjaśnić. Ale 1 listopada przypomina nam o czymś znacznie bliższym: o ludziach, których kochaliśmy, a których nie możemy już zadzwonić zapytać, jak minął im dzień.
„Pola makowe” Nikki Erlick to powieść o niezwykłym ośrodku na kalifornijskiej pustyni, który obiecuje uwolnienie od żałoby. Wystarczy zasnąć na wiele tygodni, a po przebudzeniu smutek i ból mają zniknąć. Do tego miejsca zmierza grupa nieznajomych, z których każdy próbuje poradzić sobie z własną stratą. Ava chce odnaleźć starszą siostrę, strażak Ray szuka ukojenia po śmierci brata, a Sasha próbuje zrozumieć, dlaczego odmówiono jej przyjęcia do ośrodka. Ich drogi splatają się w historii o tym, co tracimy, próbując za wszelką cenę przestać cierpieć.
Powieść stawia pytanie, które może zostać z nami na długo po odłożeniu książki: czy naprawdę chcielibyśmy wymazać ból, gdybyśmy mogli to zrobić? A może razem z nim zniknęłoby coś, co wciąż łączy nas z osobą, której już nie ma?
Nie chcę obiecywać wam łatwego wzruszenia ani gotowej recepty na przeżywanie żałoby. „Pola makowe” to nie poradnik, lecz powieść o stracie, przyjaźni, miłości i próbie odnalezienia sensu po trudnych doświadczeniach. Jest w niej miejsce na łzy, ale również na nadzieję i ciepło, które potrafią pojawić się nawet wtedy, gdy wydaje nam się, że wszystko w środku zamarło.
Jeśli więc 1 listopada przynosi wam nostalgię, tęsknotę albo wspomnienia, do których nie zawsze łatwo wracać, ta książka może okazać się dobrym towarzyszem. Nie po to, by powiedzieć wam, że czas leczy wszystkie rany. Raczej po to, by przypomnieć, że nie musimy zapominać o tych, których straciliśmy, żeby znów poczuć radość.
Niech ten weekend będzie trochę mniej o pośpiechu, a trochę bardziej o czasie dla siebie. Nawet jeśli oznacza to czytanie pod kocem, z kubkiem herbaty, kawałkiem ciasta i talerzem bigosu na stoliku obok. Nie oceniamy. W końcu jesień jest po to, żeby czasem zaszyć się z dobrą książką i dać światu radzić sobie samemu.