Przeciwnie – czasem dopiero wtedy pojawia się przestrzeń na pytanie: „czego właściwie chcę ja?”. Można zmienić pracę. Wyjechać gdzieś samej. Zakochać się, choć zupełnie nie było tego w planach. Albo po prostu zorientować się, że życie, które przez lata wydawało się całkiem w porządku, już do nas nie pasuje.

WIDEO…

player placeholder

Literatura coraz częściej opowiada o kobietach w średnim wieku bez narracji o „jesieni życia”. Jest za to pożądanie, humor, menopauza, nowe związki, stare małżeństwa, przyjaźnie, podróże i to przyjemne odkrycie, że wciąż można zrobić coś, czego nikt – łącznie z nami – się po nas nie spodziewał.

Oto książki, które warto wtedy mieć pod ręką.

Zobacz także:

„Na czworakach”, Miranda July

To prawdopodobnie jedna z najciekawszych powieści o kobiecym kryzysie wieku średniego ostatnich lat. Chociaż słowo „kryzys” nie do końca oddaje to, co Miranda July robi ze swoją bohaterką.

Ma 45 lat, jest artystką, ma męża i dziecko. Pewnego dnia postanawia przejechać samochodem z Los Angeles do Nowego Jorku. Tyle że mniej więcej pół godziny po wyjeździe z domu zjeżdża z autostrady, wynajmuje pokój w motelu i rozpoczyna zupełnie inną podróż.

„Na czworakach” jest zabawna, dziwna, zmysłowa i momentami bardzo niegrzeczna. July pisze o perimenopauzie, seksie, małżeństwie i kobiecym ciele bez skrępowania.

„Życie Violette”, Valérie Perrin

Jeśli „Na czworakach” jest nieprzewidywalne i lekko szalone, „Życie Violette” działa zupełnie inaczej. To książka, w której chciałoby się na chwilę zamieszkać.

Violette pracuje jako dozorczyni cmentarza w niewielkim miasteczku w Burgundii. Brzmi ponuro? Paradoksalnie jest dokładnie odwrotnie. Jej świat wypełniają kwiaty, kawa, ogród, rozmowy z ludźmi i ich historie. Sama Violette ma za sobą życie, które zdecydowanie nie potoczyło się tak, jak planowała.

Valérie Perrin pisze o stracie, samotności i nowych początkach, ale robi to z ogromną czułością. To opowieść o kobiecie, która po trudnych doświadczeniach powoli pozwala sobie ponownie być ciekawą świata – i ludzi.

„Olive Kitteridge”, Elizabeth Strout

Olive Kitteridge Strout Elizabeth

Olive nie jest bohaterką stworzoną po to, żeby ją bezwarunkowo polubić. Bywa szorstka, uparta, trudna i kompletnie nie zainteresowana tym, czy robi na innych dobre wrażenie. I właśnie dlatego jest tak świetna.

Elizabeth Strout pokazuje ją na przestrzeni kolejnych lat: w małżeństwie, w relacji z synem, wobec samotności, starzenia się i zmian, których nie da się zatrzymać.

„Lekcje chemii”, Bonnie Garmus

Lekcje chemii (dodatkowe rozdziały) Bonnie Garmus

Elizabeth Zott jest młodsza od pozostałych bohaterek tego zestawienia, ale trudno ją pominąć. Zwłaszcza jeśli szukamy książki o odwadze do napisania własnego scenariusza.

Jest chemiczką w świecie zdominowanym przez mężczyzn, samotną matką, a później – zupełnie nieoczekiwanie – gwiazdą telewizyjnego programu kulinarnego. Tyle że Elizabeth nawet przed kamerą nie zamierza zachowywać się tak, jak oczekują od niej inni.

„Lekcje chemii” są inteligentne, zabawne i bardzo satysfakcjonujące. A przy okazji przypominają o czymś, co przydaje się niezależnie od wieku: to, że inni przyzwyczaili się widzieć nas w określonej roli, nie oznacza, że musimy w niej zostać.

„Hotel Marigold”, Deborah Moggach

A gdyby tak naprawdę wszystko zostawić i zacząć od nowa kilka tysięcy kilometrów od domu?

Bohaterowie powieści Deborah Moggach przenoszą się z Wielkiej Brytanii do Indii, gdzie ma na nich czekać komfortowy hotel dla seniorów. Oczywiście rzeczywistość szybko okazuje się znacznie bardziej skomplikowana.

Bo pod egzotyczną scenerią kryje się bardzo przyjemna opowieść o tym, że potrzeba przygody, bliskości, flirtu czy zwyczajnej ciekawości świata nie znika wraz z kolejnymi urodzinami. Bohaterowie zakochują się, zaprzyjaźniają, podejmują kiepskie decyzje i odkrywają siebie w nowych rolach.

Na podstawie książki powstał film „Hotel Marigold” z Judi Dench, Maggie Smith i Billem Nighym – warto obejrzeć!

„Mam na imię Lucy”, Elizabeth Strout

Mam na imię Lucy Strout Elizabeth

Lucy Barton jest pisarką, matką dwóch córek i kobietą, która przez dużą część życia próbowała oddalić się od trudnego dzieciństwa.

Kiedy trafia na dłużej do szpitala, odwiedza ją matka, której nie widziała od lat. Kilka dni pozornie zwyczajnych rozmów uruchamia wspomnienia o biedzie, samotności i skomplikowanych rodzinnych relacjach.

Popkultura przez lata przyzwyczajała nas do historii, w których „stawanie się sobą” odbywa się gdzieś pomiędzy pierwszą pracą, pierwszą wielką miłością a trzydziestymi urodzinami. Później powinnyśmy już mniej więcej wiedzieć, kim jesteśmy i czego chcemy.

Te książki udowadniają, że wcale tak nie jest. Ich bohaterki zmieniają zdanie, zakochują się, zaczynają od nowa, podejmują nieoczekiwane decyzje i odkrywają, że życie może zaskoczyć także wtedy, kiedy wydawało się już całkiem nieźle poukładane. I chyba właśnie dlatego tak dobrze się je czyta.