Na początku XX wieku za sprawą Paula Poireta i jego projektu sukni w stylu empire, z talią umiejscowioną tuż pod biustem, kobiety dostały szansę, aby uwolnić się od nadmiaru krępujących fiszbin. Jak stwierdził sam francuski projektant: „To również w imię wolności ogłosiłem śmierć gorsetu i narodziny biustonosza”. Sufrażystki miały powód do świętowania, kobiety mogły w końcu odetchnąć pełną piersią. Pytanie, czy były na to gotowe? Okazało się, że nowa moda nie do końca się przyjęła, „płeć piękna” nie była w stanie porzucić marzeń o idealnie wymodelowanym ciele na rzecz stanika. Stary model gorsetu został zastąpiony przez nowy, nieco bardziej elastyczny. Można powiedzieć – kobiety kobietom zgotowały ten los.

Stare Hollywood też miało swoich influencerów. Które gwiazdy zawładnęły wyobraźnią milionów?>>

Początek lat 50. – moda na niewygodę

A może to nie do końca wina kobiet, tylko projektantów? Weźmy przykład Christiana Diora, który w 1947 roku zaproponował rewolucyjny powrót wielkich rozkloszowanych spódnic oraz wąziutkiej talii. Strój mało praktyczny i dość nieoczekiwany, biorąc pod uwagę, że jeszcze do niedawna w wojennym reżimie materiał był wydawany na kartki, a kobiety mogły nosić ubrania, które nie ograniczały swobody ich ruchów. Chyba nie muszę mówić, jakie nastawienie do nowej mody miały walczące o emancypację feministki. Abyście mogli wyobrazić sobie jak ciasne były suknie Diora, wystarczy powiedzieć, że żaden z ówcześnie produkowanych manekinów nie sprostał oczekiwaniom projektanta. Legenda głosi, że Dior własnoręcznie potraktował manekin młotkiem, by nadać mu upragniony kształt. Kolekcja, którą Carmel Snow, redaktor naczelna Harper’s Bazaar, nazwała „The new look” porażała swoim zbytkiem i wywoływała pożądanie po latach wojennych oszczędności. Niedługo potem każda szanująca się gospodyni domowa porządkowała dom z mocno ściśniętą talią. Chcesz być piękna, to cierp!

Lata 50. – biustonosze pociskowe

Skoro mowa o nietypowych kształtach, chyba czas poruszyć inny bieliźniany trend, który odegrał istotną rolę w latach 50. Bullet bras, czyli staniki pociskowe, zostały wynalezione przez firmę Maidenform Brands i, jak sama nazwa wskazuje, charakteryzowały się stożkowatym kształtem, który ciężko było przeoczyć nawet pod wierzchnim ubraniem. O sukcesie nowatorskiego projektu zadecydowała m.in. seria odważnych – jak na ówczesne realia społeczne – reklam pt. „Śniło mi się…”, w których kobiety ubrane w biustonosz zostały sfotografowane w sceneriach rodem z ich najśmielszych fantazji. Bohaterki kampanii wyobrażały sobie siebie w rolach wojowniczek czy bohaterek westernów.

Do popularyzacji pociskowego stanika w równym stopniu przyczyniły się hollywoodzkie wytwórnie.

Producenci, osaczeni przez obowiązujący kodeks moralności, poszukiwali sposobów, by ukazać na dużym ekranie zgrabne kształty, nie odsłaniając przy tym ani trochę ciała. Tak narodził się kult obcisłego sweterka. Archetyp sweater girl został zapoczątkowany jeszcze przez Lanę Turner w filmie „Zapamiętają” (1937 r.). Jak się później okazało, przylegająca dzianina z łatwością polubiła się z bullet bra – dowodem na to są stylizacje Jayne Mansfield oraz, rzecz jasna, Marilyn Monroe. Chociaż akurat ta druga podobno rzadko nosiła bieliznę. Stożkowaty kształt osiągała za pomocą wszytych do miseczek sukni guzików. Ten ekscentryczny zabieg gwarantował optyczne zmniejszenie już i tak szczupłej talii oraz podkreślenie sylwetki idealnej klepsydry – tak wówczas u gwiazd kina pożądanej. Niestety, jak dobrze wiemy, talent aktorski w tamtych czasach nie wystarczał. Nie bez powodu firma bieliźniana Frederick’s of Hollywood wynaleziony przez siebie i pierwszy w historii stanik typu push-up nazwała „The Rising Star” (ang. „Wschodząca gwiazda” – przyp. red.).

Anatomia trendu: naked dress>>

Lata 60. – stanik jako symbol polityczny

Jeżeli bieliźnianym kamieniem milowym lat 50. było wymyślenie dobrze podtrzymującego biustonosza, to miarą lat 60. był jego całkowity brak. Zaczęło się od Germaine Greer, ikony feminizmu, która ogłosiła, że biustonosze to absurd. To wystarczyło, by intymna część garderoby z prywatnej sprawy zmieniła się w figurę polityczną i zniknęła z szaf wielu kobiet. Kojarzycie stereotyp o feministce palącej stanik? To krzywdzące dziś skojarzenie powstało, kiedy w 1968 roku na znak protestu przeciwko wyborom Miss America około 400 kobiet podpaliło swoje staniki w koszu na śmieci z napisem „Freedom” (ang. „Wolność” – przyp. red.). A to było dopiero pierwsze wystąpienie ruchu Burn the Bra.

W celebryckim świecie prym w niechęci do stanika wiodła Brigitte Bardot. Francuska aktorka opalająca się topless na plaży w Saint-Tropez wywołała niemały skandal obyczajowy. Wkrótce jednak brak stanika przestał budzić tak wielkie emocje, a tym samym stracił też swoją polityczną moc. W latach 60. i 70. nietrudno było spotkać kobietę bez biustonosza na ulicy, a trend zaczął przenikać także na czerwone dywany. Jest takie kultowe zdjęcie Jane Birkin z premiery filmu „Slogan” (1969 r.), na którym brytyjska aktorka stoi na tle ubranych w garnitury mężczyzn, mając na sobie jedynie przezroczystą mini sukienkę i skąpe figi, a w ręku trzyma swój nieodłączny wiklinowy koszyczek. Birkin sprawia wrażenie nieświadomej piorunującego wrażenia, jakie robi na zgromadzonych, choć musiała wiedzieć, że spojrzenia wszystkich kierują się właśnie w jej stronę. 45 lat później pomysł podchwyciła Rihanna i na rozdanie CFDA Fashion Awards wybrała prześwitującą kreację wyszywaną kryształkami Swarovskiego. Niby Ameryki nie odkryła, ale i tak jeszcze długo mówiono tylko o jej modowym wyborze.

7 stylizacji z lat 70, które mamy ochotę odtworzyć jeden do jednego>>

Lata 80. – bielizna wystawiona na widok publiczny

Dotąd skrywane, intymne części ciała ujrzały światło dzienne, ale co w takim razie stało się z bielizną? Wcale nie przeszła do lamusa, po prostu czekała na swój moment. I czekać długo nie musiała. Wielki comeback nastąpił w latach 80. za sprawą naczelnej modowej prowokatorki, Vivienne Westwood, która zamiast schować satynowe staniki swojego projektu pod bluzy, nieoczekiwanie założyła je na wierzch i to właśnie one grały pierwsze skrzypce na wybiegu. Co zabawne, anarchizująca projektantka związana ze sceną punkową postanowiła dać nowe życie również gorsetom. I tak niedawny symbol opresji zyskał funkcję stroju wieczorowego.

Na lata 80. przypada nie tylko początek samodzielnej kariery biustonosza, ale także ikony muzyki pop – Madonny. Jej występ podczas trasy koncertowej Blond Ambition przeszedł do historii nie tylko ze względu na popisy wokalne, ale także za sprawą gorsetu projektu Jeana-Paula Gaultiera.

Błyszczący stanik miał formę bullet bra rodem z konserwatywnych lat 50., jednak na niepokornej piosenkarce już nie nasuwał tak grzecznych skojarzeń. Kultowy kostium powstał najprawdopodobniej na fali wspomnień z czasów dzieciństwa francuskiego projektanta, który już jako mały chłopiec badał konstrukcje gorsetów swojej babci i szył ich miniaturki dla swojego misia. Współpraca duetu nie zakończyła się na słynnym tournée. Rok później, w podobnym stroju – złożonym z jedwabnego biustonosza i slipek – Madonna pojawiła się na festiwalu w Cannes, co było dość odważnym posunięciem, biorąc pod uwagę obowiązujący black tie. Jednak największy zamęt piosenkarka wywołała podczas pokazu Gaultiera w 1992 roku, kiedy wyszła na wybieg w sukni eksponującej jej nagi biust.

Lata 90. – wolność dla sutków

A jaką biustonoszową sensacją ekscytowała się opinia publiczna na przełomie wieków? Okazuje się, że wielomilionowa widownia „Przyjaciół” zasiadała przed ekranami telewizorów nie tylko z potrzeby obejrzenia kolejnego odcinka ulubionego sitcomu, ale również,  by rozwikłać zagadkę biustu Jennifer Aniston. Serialowa Rachel zawsze miała na sobie stanik, a mimo to, pod materiałem jej doskonale dobranych stylizacji, wyraźnie było widać zarys sutków. Przesłanie „free the nipple” głosiła również w tamtych czasach Samantha z „Seksu w wielkim mieście”. Co więcej, w zgodzie z perwersyjnymi upodobaniami bohaterki, twórcy serialu poszli o krok, a nawet kilka dalej. Jedną z erotycznych zabawek Samanthy były sztuczne silikonowe sutki, które wkładała podczas gry wstępnej, aby dodatkowo podniecić swoich kochanków.

Natomiast najchętniej wspominaną „negliżową” stylizacją z końca wieku jest chyba przezroczysta slip dress, którą młodziutka Kate Moss założyła na przyjęcie agencji Elite w 1993 roku. Jeśli wierzyć słowom samej modelki, prowokacyjny outfit został wybrany całkiem nieświadomie – ponoć nie zdawała sobie sprawy z tego, że sukienka prześwituje w mocnym świetle. Nie był to zresztą jedyny mocny bieliźniany moment ikony modelingu. Rok wcześniej Kate Moss zapozowała topless do kampanii bielizny Calvina Kleina, mając na sobie jedynie jeansy i kultowe majtki inspirowane męskimi bokserkami. „Uważam, że jest coś niesamowicie pociągającego w obrazie kobiety, która ma na sobie bieliznę swojego chłopaka” – to słowa samego projektanta. I chyba nie tylko jemu podobała się ta wizja. Bokserki z charakterystyczną gumową taśmą ozdobioną logotypem wyprzedawały się na pniu, a i dziś bez problemu znikają ze sklepowych półek.

Hipisowskie farbowane ubrania tie-dye wracają do mody. A jak się tam znalazły? [Anatomia trendu]>>

*

Opowieść o stanikowych rewolucjach rozpoczęłam od Diora i na Diorze skończę. Dom mody, który niegdyś „opakował” kobiety w ciasne stroje, dziś nadaje gorsetowi zgoła inne znaczenie. Jeden z popularniejszych modeli sukni projektanta interpretuje motyw bieliźniany na nowoczesną modłę. Projekt składa się z mocno wymodelowanej gorsetowej góry, zamaszystej spódnicy i jest… zupełnie przezroczysty. W różnych wariantach materiałowych i kolorystycznych tego modelu była widziana chociażby jedna z najsłynniejszych modelek nowego pokolenia, słynącą z nonszalanckiego sposobu bycia, Bella Hadid. Nowy gorset Diora zdaje się być nie próbą ucisku, a wręcz przeciwnie – celebracją nieskrępowanej kobiecości. Odczarowaniem wizerunku marki z powodzeniem zajmuje się jej dyrektor kreatywna, Maria Grazia Chiuri, pierwsza kobieta na tym stanowisku. Podczas pokazu jej debiutanckiej kolekcji, modelki wyszły na wybieg ubrane w białe T-shirty z napisem „We Should All Be Feminists”. Od tamtej pory nie było już wątpliwości, jakie klimaty są bliskie sercu projektantki. No cóż, historia lubi zataczać koło, ale także odwracać kota ogonem.