Nie zapomnę tego, 
    prawie umarłam! 

– Kątem oka zobaczyłam, że Mateusz ma w komórce niepodpisany imieniem numer. „Kto to?” – zapytałam. „Nie wiem, mogę wykasować, jeśli chcesz” – odpowiedział. „Oho, dziwne” – pomyślałam. Udało mi się wejść w SMS-y z tego numeru, a tam – same serduszka! „On mnie zdradza!”, krzyknęłam w myślach – opowiada Agnieszka. Ich małżeństwo było akurat w kryzysie, prawdę mówiąc, zamierzała odejść. Ale kiedy zobaczyła te serduszka, była w szoku. Potem okazało się, że to stary numer ich córki. 

Agnieszka (38 lat, miasto średniej wielkości, prowadzi małą cukiernię) i Mateusz (33 lata, informatyk, pracuje w domu – projektuje aplikacje dla podróżników) jeszcze się nie rozstali, ale los ich małżeństwa wisi na włosku. Także dlatego, że do Agi na Facebooku odezwał się ukochany ze studiów. Piętnaście lat temu spędzali razem każdą noc. Gdyby była wstydliwa, czerwieniłaby się na ich wspomnienie. Teraz, kiedy z sobą piszą, wydaje się jej, że namiętność ożyłaby w sekundę. I nie wie, czy spotkać się i sprawdzić, czy rzeczywiście tak jest? Zastanawia się, czy to będzie zdrada, czy działanie na rzecz obecnego związku – przekona się, że już nie jest tą Agą ze studiów i spokojnie zamknie ten etap. 

– Może zdrada nie zawsze jest zdradą? – pytam Agnieszkę. Jest dla siebie surowa: – Mikrozdrada to po prostu zdrada. Ale nazwa świetna – idealnie pasuje do tego stanu, kiedy człowiek nie potrafi przyznać się sam przed sobą, że myśli o kimś innym. A przecież pisanie z kimś na Messengerze, serduszka i fantazje to emocjonalne angażowanie się. I mimo że dzieje się to tylko na ekranie smartfona, jest zdradą – stwierdza. Interesujące, że koncepcja mikrozdrady pojawiła się w czasach, gdy jesteśmy tak otwarci na temat seksualności i związków. Wiemy już, że nie każda relacja jest heteronormatywna, zrozumieliśmy, czym jest gender, i poznaliśmy terminy takie jak poligamia i poliamoria. Jednak są granice. Jeśli twój mąż skomentuje wpis koleżanki w mediach społecznościowych ikonką bakłażana, brzoskwini (skojarzenia z kształtami narządów płciowych) lub buźką z serduszkami zamiast oczu – czujesz niepokój. 

Wszystko zależy 
    od jakości związku

– Jeśli mamy w nim jasność, pewność, wiele nas łączy, to mikro zdrady pozostają bez echa. Zresztą zawsze jest między nami niepisany kontrakt: dobrze wiemy, gdzie są granice, czyli jakie zachowanie zrani naszego partnera – porządkuje temat prof. Katarzyna Popiołek, dziekan Wydziału Psychologii Uniwersytetu SWPS w Katowicach. Zwraca jednak uwagę, że czaty i aktywności w mediach społecznościowych to złodzieje czasu. Można by było poświęcić go swojemu partnerowi i poprawie jakości związku. – Pewien mężczyzna opowiadał mi, że jego żona ciągle ogląda jakieś seriale. No to on czatuje wtedy z koleżanką, z którą ma wspólne zainteresowania. Jest w tym pewne niebezpieczeństwo: ich rozmowy w końcu zejdą na tematy intymne, będą komentować bieżącą rzeczywistość, a nie tylko zainteresowania. Uzależnią się od swojej obecności. I tu kolejny problem, wcale nie mniej ważny: ta trzecia osoba może zacząć liczyć na coś więcej. Pamiętajmy, że możemy zranić nie tylko własną partnerkę, ale jeszcze koleżankę z czatu – mówi prof. Katarzyna Popiołek. 

Czasem mikro 
    zamienia się w makro 

– Mikrozdrada? Supersłowo dla hashtagu – ożywia się moja kolejna rozmówczyni, projektantka wnętrz, Ewelina (27 lat), która na studia przeprowadziła się z małego miasteczka do Warszawy. Razem z partnerem, Wojtkiem. – Puszczenie uśmiechu do faceta na imprezie to nie zdrada. Nawet wypicie z nim drinka. Dodanie do znajomych też nie. Flirtowanie w mediach społecznościowych? Nie wiem. Ale pewnie wszystko, co chciałabym ukryć przed swoim partnerem na temat innego mężczyzny, to już mikrozdrada. Dla każdej pary mikrozdrada oznacza co innego. A nawet dla każdego z partnerów – stwierdza.

Ewelina jest z Wojtkiem od matury, czyli 10 lat. Trudno jej wyobrazić sobie świat poza związkiem. Z drugiej strony pojawia się ciekawość doznań z innymi mężczyznami, żal, że coś ją omija. Tak, Ewelina zdradza. Nigdy nie myśli o tym, by kochanek zastąpił w jej życiu Wojtka. Zrobi zresztą wszystko, by mąż się nie dowiedział. Wieczorami nerwowo przeszukuje swój telefon, czy nie zapomniała usunąć jakiegoś śladu. Ale wlicza to w koszt. Jej zdaniem dzięki prawdziwym zdradom ratuje swój związek. – Rzadko się zdarza, żeby seks z kimś innym ożywił naszą stałą relację. Choć bywają zdrady, które uświadamiają partnerom, że ich związek się rozpada – są krzykiem o ratunek lub ratunkiem. Ale oboje musieliby być bardzo dojrzali, a najczęściej tam, gdzie pojawia się ból, trudno o rozsądek – komentuje prof. Katarzyna Popiołek. 

Wszystko 
    zaczęło się od pęsety 

– Któregoś pięknego jesiennego popołudnia znalazłam w aucie, na podłodze pod przednim siedzeniem, elegancką pęsetę – opowiada Marianna (45 lat, reżyserka castingu). – I już wiedziałam. Najdziwniejsze? Pomyślałam: „Uff, czyli ja nie będę musiała tego zrobić. To on odejdzie”. To ulga? – Każdy z nas ma w sobie głos dziecka, rodzica i dorosłego. Dziecko domaga się, pragnie czegoś, a jak ktoś mu odmówi, to jest nieszczęśliwe i tupie nogą. Na poziomie rodzica są normy, które przekazano nam w trakcie wychowania: co nam wolno, a czego nie. A trzeci poziom to dorosły. Umie wyważyć między tym, czego chce dziecko, a tym, czego zabrania rodzic, podjąć racjonalną decyzję, opierając się na świadomości samego siebie. Oczywiście ważne jest to, żeby decyzje podejmował dorosły, bo bierze pod uwagę wiele argumentów: sytuację, to, kim jesteśmy, etap relacji – mówi prof. Katarzyna Popiołek.

A kiedy potrzebuję 
    wianuszka adoratorów… 

– Zdarza się, że atrakcyjna kobieta gromadzi wokół siebie grono adoratorów – stwierdza prof. Katarzyna Popiołek. – Jej partner pozostaje jednak spokojny, bo wie, że ona tej adoracji potrzebuje. Jeśli ich związek jest szczęśliwy, mąż nie niepokoi się, że któryś z nich mógłby być jego konkurentem. Ale jeśli kobieta ma zaburzone poczucie własnej wartości albo wątpliwość co do jakości związku, sprawa może się skomplikować. Czy taka adoracja (ktoś mi przyniesie kwiaty, wyśle walentynkę) jest mikrozdradą? Jeśli nie potrafię bez tego żyć, a mąż nie zastąpi tych adoratorów, to może być niebezpieczna sytuacja. Trzeba umieć zajrzeć w siebie – tłumaczy. 

A może dać się ponieść szaleństwu? Bywa, że się kimś zachwycimy: tańczę z kimś na balu, bo świetnie prowadzi, albo podoba mi się szaleńczo jakiś przystojny mężczyzna. Anna Karenina źle skończyła po takim balu – przypominam sobie. – No właśnie, i to była scena decydująca! Ale jeśli ta scena nie ma kontynuacji, nie dążymy do tego, by się spotykać z tą osobą, to mikrozdrada nie niesie niebezpieczeństwa – uspokaja prof. Katarzyna Popiołek. I na koniec definiuje mikrozdradę: – To sytuacja nieplanowana, w której odczuwamy silne emocje wobec kogoś i okazujemy mu wyraźne zainteresowanie. Te zdarzenia bywają zaskakujące i mogą budzić niepokój partnera, ale w naszej intencji nie mają zagrażać związkowi. Traktujemy je jako ulotną rzeczywistość, przyjemną nagrodę od losu, która dodaje życiu barw. Zgodzisz się?

Tekst: Anna Luboń