Przepastne kaptury, wielowarstwowe kurtki, nadruki w geometrycznych kształtach, kolorystyczne układanki szarości i czerwieni - wiemy już w czym wystąpi polska reprezentacja na zimowej olimpiadzie w Pjongczang. Pokaz kolekcji olimpijskich 4F miał miejsce pod nowoczesnymi kopułami oświetlonymi dynamiczną wizualizacją tuż przy siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego. I był to pokaz z rozmachem - wyreżyserowany przez Kasię Sokołowską i współprodukowany przez Eurosport, rozpoczęty występem bębniarzy, zakończony pochodem modeli i zespołu projektantów pod dowodzeniem dyrektor kreatywnej Ranity SobańskiejNa trybunach tuzy sportu, na ściance zaproszone gwiazdy, a w materiałach prasowych świetnie sfotografowany lookbook. Wszystko po to, by uczcić kolejne sukcesy marki: piątą sportową reprezentację w portfolio (po Polsce, Łotwie, Serbii i Chorwacji OTCF ubierze greckich sportowców), rosnące zyski i ekspansję na kolejne rynki.

Anna Lewandowska ambasadorką 4F! Zobacz pierwsze zdjęcia z trenerką >>

4F tym wieczorem zademonstrowało, że nie ma kompleksów wobec globalnych sportowych marek. Bo i historia właściciela spółki OTCF brzmi jak american dream. Nie każdy wie, że założyciel spółki, Igor Klaja w wieku 18 lat zaczynał od pracy sprzedawcy śpiworów i dystrybucji polarów w hipermarketach. Dziś jest jednym z nazwisk z okładek Forbesa i bez zahamowań prowadzi swoje marki na kolejne rynki. Kolekcje olimpijskie otwierają mu zaś kolejne drzwi...

4F PyeongChang 2018 - lookbook kolekcji olimpijskiej

O plany 4F w kontekście pokazu zapowiadającego Pjongczang zapytaliśmy samego prezesa Igora Klaję i jego prawą rękę, od lat zarządzającą kolekcjami spółki Ranitę Sobańską.

Igor Klaja, założyciel i prezes OTCF S.A. właściciela marki 4F

Igor Klaja, założyciel OTCF - właściciela marek 4F, Outhorn i 4Faces

ELLE: Jest Pan z czegoś wyjątkowo dumny?

Igor Klaja: Na pewno z tego, że udało się nam stworzyć markę, która może być konkurencyjna na arenach międzynarodowych. Oczywiście ktoś mógłby złośliwie powiedzieć, że nie ubraliśmy przecież jeszcze reprezentacji Niemiec i USA, ale powtarzam od zawsze: na globalny sukces trzeba zapracować i on jest dopiero przed nami. Jesteśmy pierwszą polska firma która ubiera 5 reprezentacji. Konkurować z Nike czy domami mody? Mówi się, że duży może więcej, ale mały może lepiej. My mamy tę satysfakcję, ze na igrzyskach w Pjongczang grecka reprezentacja defilująca jako pierwsza podczas ceremonii otwarcia będzie ubrana właśnie w kolekcję 4F.

ELLE: Jak zdobywa się takie kontrakty? Produktem, znajomościami, pieniędzmi? Macie na koncie umowy już z 5 krajami...

W przypadku wszystkich współpracujących z nami reprezentacji za każdym razem scenariusz był ten sam - my wykonaliśmy świetną pracę, ubierając polską reprezentację a kolejne zgłosiły się do nas same, obserwując nasze produkty. Żadnej reprezentacji nie odmówiliśmy - każda jest narodową dumą, takim propozycjom współpracy nie mówi się nie. Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia przedyskutowania warunków, czasem na tym etapie plany się weryfikuje, ale jesteśmy dumni, że komitety reprezentacji same do nas przychodzą. To efekt kuli śnieżnej, oparty na rekomendacjach i wewnętrznych rozmowach między reprezentacjami, które często brzmią: "Jak tam wasz produkt? Dobry, niedobry?". Z tego, co wiem w odpowiedzi padały zawsze superlatywy. A wyzwanie jest niemałe - sami Państwo widzieli, że pokazaliśmy pięć zupełnie innych kolekcji.

4F PyeongChang 2018 - lookbook

ELLE: Ubieranie zagranicznych reprezentacji jest dla Was kwestią wizerunkową czy przekłada się to na sprzedaż w nowych kanałach, na nowych rynkach?

Oczywiście wizerunek trzeba łączyć z biznesem. Po to ubieramy inne kraje, żeby budować sprzedaż i to istotnie nam się udawało i udaje, więc łączymy przyjemne z pożytecznym. Satysfakcja ze wspierania sportowców musi iść w prarze z działaniami biznesowymi. 

ELLE: Tę świadomość biznesową miał Pan chyba od nastolatka. Zaczynał Pan u progu lat dwutysięcznych od dystrybucji często wspominanych przez Pana śpiworów i polarów. Dziś istnieć na rynku jest łatwiej?

Zawsze było z tym dość trudno. Wtedy było ciężko, ale tamte czasy, tamten rynek to była inna historia. Dzisiaj musimy reagować inaczej. Mimo, że jako marka mamy dzięki doświadczeniu większy pakiet możliwości, to zawsze gdy stawiamy dwa kroki do przodu, jeden jest w tył. Oby zawsze pozostały dwa do przodu.

ELLE: W wielu wywiadów z Panem pada data 2020. Co w życiu spółki musi się wydarzyć, żeby mógł Pan powiedzieć, że odnieśliście sukces?

2020 to igrzyska w Tokio, więc niewątpliwie to dobry moment, żeby rozmawiać z kolejnymi komitetami olimpijskimi. Jesteśmy już w 5 krajach ze sklepami detalicznymi. Chcemy zbudować solidną dystrybucję w tych krajach, wzbogacić portfolio o kolejne reprezentacje, uruchomić w Polsce nowe sklepy reaktywowanej marki Outhorn. To jest realne - mamy dwa i pół roku. 

ELLE: Jak dziś funkcjonuje biznesowo i produktowo Pana spółka?

Branża sportowa jest uzależniona przede wszystkim od mody ale także pory roku i impulsu. Zdecydowanie cieszymy się, że mamy produkty całoroczne. Nasi klienci są wierni, za co zawsze im serdecznie dziękuję. Rozwijamy markę, która może być swoistą wizytówką polski. Nie ma takich dużo, niewiele jest tych, które potrafią globalnie funkcjonować. Odzież sportowa to wbrew pozorom temat oparty na emocjach - my mamy po prostu przyjemność z produkcji naszych kolekcji.

ELLE: Macie w planach rozszerzenie gamy produktów o kolejne dyscypliny sportu takie jak surfing, snowboard?

Tak, zdecydowanie. Jednak póki co chcemy się skoncentrować na dyscyplinach olimpijskich z racji naszej strategii wspierania ruchu olimpijskiego. Na pewno poszerzymy segment do biegania, na rower i do sportów zespołowych. Już pojawiła się piłka ręczna i obiecuję, że nie jest to ostatnia dyscyplina. Mamy marzenia współpracować z drużynami siatkówki, piłki nożnej i właśnie takie piękne gałęzie polskiego sportu wspierać. Plany są, teraz trzeba je tylko zrealizować. Pytanie: "kiedy?" pozostawię jednak otwarte :)

ELLE: A rozwój portfolio? Wasza pierwsza marka Outhorn została właśnie reaktywowana. Głównie z myślą o rodzinach?

Marka Outhorn nie jest skierowana tylko dla rodzin. Przede wszystkim dla osób aktywnych. Bardzo na nią liczymy, gdyż może być idealnie wpasowana w potrzeby naszego klienta Polsce. Jest bardzo mocno ukierunkowana na wspieranie aktywności. Poprzez aktywność mówimy o zwykłym spacerze, o pójściu do lasu. Tu nasza misja to zachęcanie Polaków do aktywności. Stawiamy na dostępność dla wszystkich, produkt ma być bardzo smart, mądrze skonstruowany żeby użytkownik, osoba, która go kupuje, nie wydawała niepotrzebnie pieniędzy.

ELLE: Estetycznie będzie odbiegała od 4F?

Nie, nie. Będzie to tak samo ładny i kolorowy produkt ale bez elementów, które sugerują tylko profesjonalne zastosowanie a użytkowe.

ELLE: Nike w 2015 zwiększyło zyski dzięki rozbudowaniu linii damskiej. Mierzycie taki potencjał? Jak rozkładają się proporcje kolekcji w 4F?

Kobieta jest bardzo ważna dla naszych marek. Chcemy jeszcze bardziej zaopiekować się damską linią. Poza tym dobrze wiemy, że w domu to kobieta podejmuje decyzje zakupowe.

ELLE: Od lat to kobieta dowodzi też w marce pracami zespołu projektantów...

Tak - nad kolekcją na igrzyska PyeongChang 2018 pracowało kilkudziesięciu projektantów pod kierownictwem artystycznym Ranity Sobańskiej i we współpracy z Polskim Komitetem Olimpijskim, który konsultował poszczególne elementy kolekcji już na etapie ich tworzenia. Korzystając z nowoczesnych technologii projektanci opracowali ubrania gwarantujące wytrzymałość i sprawność. Dlatego zamiast standardowych szwów wykorzystano spawane. Każda kolejna kolekcja jest jak bomba, którą uda się rozbroić lub nie. Modele ubrań w naszych kolekcjach zostały naszpikowane nowoczesną technologią, tak aby sportowcy zaopatrzeni byli w stroje najwyższej jakości. Dodajmy do tego estetykę projektu, który jest udaną, w naszym odczuciu, próbą stworzenia czegoś ponadczasowego. W kolekcji pojawiają się kolory narodowe i szarość, która jest tłem dla detali w kolorach białym i czerwonym. Współpraca z Polskim Komitetem Olimpijskim zaowocowała świetną kolekcją ubrań zimowych dla Olimpijczyków i Paraolimpijczyków. Jestem przekonany, że nasi sportowcy, jak zwykle, zdobędą podczas nich wiele medali.

Ranita Sobańska, Dyrektor Kreatywna 4F

Ranita Sobańska, Dyrektor Kreatywna 4F

ELLE: Kolekcja olimpijska, która pojedzie na PyeongChang 2018 doczekała się dobrego pokazu i chyba jeszcze lepszej stylizacji. Kto jest jej autorem?

Ranita Sobańska: Sami jej projektanci. To oni wiedzą najlepiej, jak ich projekty powinny być wyeksponowane. Nie zaprosiliśmy więc do współpracy żadnego stylisty z zewnątrz. 

ELLE: Od ponad siedmiu lat pracuje Pani nad kolekcjami olimpijskimi. Czym ta różni się od poprzednich?

Jest minimalistyczna. Tym razem nie szaleliśmy z kolorami czy nadrukami jak przy Rio. W Soczi odeszliśmy od barw narodowych - teraz po wielu dyskusjach i wykonanych grafikach do nich wracamy. Inspiracją jest oczywiście flaga Polski. Kolekcja ma być zaś bardzo technologiczna i funkcjonalna. Najbardziej dumni jesteśmy z długiego, pikowanego płaszcza z odpinanymi rękawami.To nasza perełka - mocna, nowoczesna i dynamiczna.  Można go nosić jako kamizelę w stylizacjach na co dzień - na tym polega styl athleisure, który jest mi bardzo bliski. 

ELLE: Modele z kolekcji olimpijskiej trafiają do sprzedaży ogólnodostępnej? Mogę mieć taką kurtkę, jak np. Justyna Kowalczyk?

Tak, lecz jest to bardzo limitowana kolekcja, ceny są też wyższe. Trzeba na nią polować :)

ELLE: Jest Pani absolwentką łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych. Czy to przygotowało Panią do projektowania praktycznej mody sportowej?

Generalnie wykształcenie akademickie nie przygotowuje do projektowania odzieży sportowej. Wprawdzie uczelnię skończyłam już kilkanaście lat temu, ale nie czułam się przygotowana nawet do projektowania tzw. "fashion". Nie wiem, jak jest teraz. Jako 4F dostaliśmy już jednak kilka propozycji utworzenia kierunku projektowania mody sportowej na uczelniach wyższych i chyba się tego podejmiemy. Także dlatego, że musimy mieć skąd pozyskiwać nowych, zdolnych pracowników, kontruktorów, technologów. Wykształcimy ich więc. 

ELLE: Jak widzi Pani w związku z tym przyszłość projektowania mody sportowej? Wierzy Pani w mocny udział nowoczesnych technologii, w wearables?

Wierzę przede wszystkim w to, że ludzie zawsze będą chcieli ubierać się wygodnie, komfortowo i z funkcją. Mam nadzieję, że generalnie funkcjonalność przenika coraz mocniej do świata mody - nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy nie nosić pięknych ale jednocześnie nieprzemakalnych trenczy z wodoodporną powłoką DWR. Technologia powinna jednak bardziej służyć modzie niż na odwrót. Technologiczne show trwa tylko moment, ważniejsza jest prawidzwa użyteczność. W ubraniach chcemy czuć się dobrze i to akurat nie jest chwilowa moda.

ELLE: Czego jeszcze klienci wymagają dziś od odzieży sportowej, a czego nie wymagali kiedyś?

Pewne rzeczy się nie zmieniają - odzież sportowa ma być nieprzemakalna, ma oddychać. Zmienia się natomiast jakość - dziś możemy używać lepszych, bardziej zaawansowanych materiałów. Kiedyś też był wyraźniejszy podział między dizajnem sportowym a modą. Dziś ta granica się zaciera - rzeczy sportowe są projektowane według trendów. Sama o to postulowałam, przychodząc do 4F. Sportowe kolekcje żyją też w tempie fast fashion - kolekcje wymieniamy co dwa tygodnie nie raz na sezon, jak miało to miejsce w modzie sportowej kiedyś.

ELLE: Dostosowujecie się do nowego stylu życia klientów? 4F będzie mieć np. surfingową kolekcję?

Skupiamy się na wiodących w Polsce aktywnościach: rower, bieganie, narciarstwo. Ale kto wie, może w OTCF stworzymy kiedyś nową markę dedykowaną bardziej selektywnym dziedzinom sportu. Trudno w ramach jednej marki projektować i dla narciarzy, i dla surferów. Zimowa kolekcja sprzedaje się tak poza tym lepiej niż letnia - ludzie nadal są skłonni wydać więcej na tzw. "porządną kurtkę" niż t-shirt czy szorty.