Jeśli „Notting Hill” znacie już na pamięć, a „Dziennik Bridget Jones” nie ma przed wami tajemnic, pora zrobić miejsce na inne historie. Dobra komedia romantyczna nadal może zaskoczyć – choćby tym, kogo stawia w centrum i jak pozwala bohaterom ze sobą rozmawiać. W tych trzech filmach jest miejsce na złośliwe żarty, rozczarowanie randkowaniem i zwyczajne ludzkie słabości. Zakochanie przychodzi wtedy, kiedy ktoś przestaje tak bardzo pilnować, jak wypada.

WIDEO…

player placeholder

„Rye Lane” (2023): Historia miłosna ze współczesnego Londynu

Dom nie radzi sobie po rozstaniu. Yas również ma za sobą nieudany związek, choć znacznie sprawniej przekonuje otoczenie, że wszystko jest w porządku. Kiedy ich drogi przecinają się w południowym Londynie, przypadkowa znajomość zamienia się we wspólnie spędzony dzień. Rozmowy o byłych partnerach prowadzą do coraz śmielszych zwierzeń i pomysłów, na które osobno pewnie by się nie odważyli. 

David Jonsson i Vivian Oparah tworzą duet oparty na różnicy temperamentów. On jest wycofany, ona chętnie przejmuje inicjatywę, ale ta to pozorna pewność siebie. Reżyserka Raine Allen-Miller daje im przestrzeń na śmieszność, skrępowanie i zmianę zdania o sobie nawzajem. Dużo przyjemności dostarcza sam Londyn jako sceneria miłosnej historii: kolorowy, ruchliwy, oglądany z dala od obowiązkowego zestawu turystycznych pocztówek. „Rye Lane” ma energię spontanicznego wyjścia, po którym wraca się do domu w lepszym nastroju. Nowa znajomość pomaga bohaterom przypomnieć sobie, że poza nieudanym związkiem istnieje jeszcze całkiem ciekawe życie. Trzeba tylko zostawić przeszłość za sobą.

Zobacz także:

„Sparowani” (2019): Szukam chłopaka na wesele

Alice i Ben są przyjaciółmi, singlami i mają przed sobą serię wesel. Zawierają więc praktyczny układ: będą sobie towarzyszyć na kolejnych uroczystościach. Łatwiej przecież znieść pytania o życie uczuciowe, przemowy i kolejne szczęśliwe pary, kiedy obok siedzi ktoś, z kim można wymienić znaczące spojrzenie. Maya Erskine i Jack Quaid dobrze wypadają jako ludzie, którzy znają swoje irytujące przyzwyczajenia i nie muszą odgrywać przed sobą idealnych kandydatów do związku. Alice ma cięty język i leczy świeżo złamane serce, Ben mocno trzyma się wyobrażenia o właściwej partnerce. Ich rozmowy bywają nieeleganckie, za to słychać w nich zażyłość. Film korzysta ze znanego motywu przyjaźni zmieniającej się w miłość, ale trafnie pokazuje też presję porównywania własnego życia z cudzym. Szczególnie przyjemnie ogląda się momenty, w których bohaterowie przestają traktować wesele jak dowód, że wszyscy inni są już o krok dalej i na pewno bardziej szczęśliwi.

„Odważ się zdobyć faceta” (2015): nie ta dziewczyna, właściwa rozmowa

Pod niezbyt subtelnym polskim tytułem kryje się brytyjska komedia „Man Up”. Nancy zostaje na londyńskim dworcu Waterloo wzięta za kobietę, z którą Jack umówił się na randkę w ciemno. Zamiast natychmiast wyjaśnić pomyłkę, postanawia sprawdzić, dokąd zaprowadzi ją ten nieoczekiwany wieczór. Lake Bell i Simon Pegg grają ludzi zmęczonych miłosnymi niepowodzeniami, którzy nadal chcieliby dać się komuś zaskoczyć. Kłamstwo Nancy oczywiście komplikuje sprawy, ale film Bena Palmera ma sporo czułości dla randkowej nieporadności. Pod dowcipem i kolejnymi wpadkami kryje się znajoma potrzeba: spotkać kogoś, przy kim nie trzeba przez cały wieczór prezentować najlepszej wersji siebie.