11 września 2001 roku – dzień, w którym oczy wszystkich skierowane były na World Trade Center. Właśnie wtedy rozegrała się jedna z największych tragedii w historii Stanów Zjednoczonych, która wstrząsnęła całym światem i na zawsze zmieniła życie tysięcy rodzin, które w jednej chwili straciły swoich bliskich. Trauma po tamtych wydarzeniach przez lata powracała w literaturze i kinie, jednak niewiele filmów opowiada o niej tak kameralnie jak „Zabić wspomnienia” (ang. „Reign Over Me”). Zamiast rekonstruować samą tragedię, produkcja skupia się na tym, co dzieje się później – na żałobie, samotności i próbie powrotu do życia, kiedy wszystko, co było wcześniej, nagle przestaje istnieć.
WIDEO…
„Zabić wspomnienia” – dramat bez filtrów
Film „Zabić wspomnienia” wraca do tragicznych wydarzeń z 2001 roku, jednak zamiast na nowo je odtwarzać, koncentruje się na ofiarach oraz ich rodzinach i zadaje pytanie, jak pogodzić się z największą stratą.
Charlie Fineman boleśnie przekonał się, co to znaczy stracić wszystko. Śmierć jego rodziny odcisnęła na nim olbrzymie piętno i od tego czasu nie potrafi wrócić do dawnego życia. Wszystko zmienia się, gdy nagle spotyka dawnego znajomego ze studiów – Alana Johnsona. Mężczyzna, widząc, z jak ciężką sytuacją mierzy się Charlie, postanawia mu pomóc. W ten sposób odnowiona przyjaźń zaczyna rzucać nowe światło na życie obu mężczyzn.
To przede wszystkim opowieść o tęsknocie, przyjaźni i powolnym oswajaniu się z nieobecnością. Produkcja pokazuje, jak wiele wysiłku kosztuje pogodzenie się ze stratą, oraz stawia pytanie, czy jest to w ogóle możliwe. Nie ma w niej miejsca na proste odpowiedzi. Dramat boleśnie podkreśla, że nie da się cofnąć czasu, obdzierając widza ze złudzeń i naiwnych nadziei.
Adam Sandler w jednej ze swoich mniej oczywistych ról
„Duże dzieci”, „Żona na niby”, „Zabójczy rejs”, „Farciarz Gilmore” – to właśnie między innymi te produkcje zagwarantowały Adamowi Sandlerowi tytuł króla komedii. Określenie to przylgnęło do aktora tak naturalnie, że do dziś jest kojarzony przede wszystkim z tym gatunkiem.
Dlatego dla wielu jego rola Charliego w „Zabić wspomnienia” może być dużym zaskoczeniem. Tutaj nie ma miejsca na typowo hollywoodzki humor. Główny bohater jest przygaszony i zamknięty w sobie, a największą siłą tej kreacji stają się emocje. Właśnie dlatego to jedna z mniej oczywistych ról Sandlera, która przełamuje stereotyp kryjący się za jego popularnym nazwiskiem.
Aktorowi na ekranie towarzyszy Don Cheadle. Gwiazda „Odmiennych stanów moralności”, „Iron Mana” i „Gliniarza z Brooklynu” wciela się w postać Alana Johnsona. W obsadzie znaleźli się również Jada Pinkett Smith, Liv Tyler, Saffron Burrows oraz zdobywca honorowego Oscara – Donald Sutherland. Za scenariusz i reżyserię filmu odpowiada Mike Binder, który na początku XXI wieku próbował również swoich sił w aktorstwie.
„Zabić wspomnienia” wkrótce zniknie z Netflixa
Kiedy „Zabić wspomnienia” otrzymało od Netflixa drugie życie i w kwietniu pojawiło się na platformie, niemal natychmiast trafiło do TOP 10 najchętniej oglądanych filmów. Mimo że od premiery minęło prawie 20 lat, a fabuła dotyczy wydarzeń z początku XXI wieku, dziś jest to przede wszystkim wzruszający dramat poruszający uniwersalne tematy straty, tęsknoty i samotności. To produkcja dla osób, które nie boją się trudnych historii i są przygotowane na to, że mogą one wymagać niejednej paczki chusteczek.
Prawda jest taka, że takie wyciskacze łez najlepiej ogląda się pod kocem, a jesienne wieczory tylko dodają im nostalgii. Na nadrobienie tej zaległości nie zostało jednak zbyt wiele czasu. Mimo że film pojawił się w streamingu zaledwie w kwietniu, teraz ma z niego zniknąć. Dramat z Adamem Sandlerem opuszcza ofertę Netflixa 13 października, dlatego warto dodać go do listy „do obejrzenia”, dopóki jeszcze jest dostępny.