Kino potrafi być ucieczką od codzienności, ale czasem jego największa siła tkwi w czymś zupełnie innym. W przypominaniu nam o historiach, obok których w prawdziwym życiu moglibyśmy przejść obojętnie. O ludziach, których decyzje, błędy i okoliczności nie mieszczą się w prostych kategoriach „dobry” i „zły”. O tym, że za jednym wyborem często stoi znacznie więcej, niż jesteśmy w stanie zobaczyć z zewnątrz.

WIDEO…

player placeholder

Są filmy, po których po prostu wyłączamy ekran i przechodzimy do kolejnego punktu dnia. Są też takie, które zostają z nami trochę dłużej. Wracamy do pojedynczych scen, zastanawiamy się nad bohaterami, czasem nawet próbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie, co zrobilibyśmy na ich miejscu. Bo kino po to jest - żeby na chwilę pozwolić nam wejść w czyjeś życie i spojrzeć na świat z perspektywy, której sami być może nigdy byśmy nie poznali.

„Żyjemy dalej” Tylera Perry’ego właśnie z takiej potrzeby wyrasta. To miejski dramat o samotności, trudnej przeszłości, nieoczywistej relacji i drugiej szansie. Film od 2 października jest dostępny na Netflixie, a obecnie zajmuje wysokie miejsce wśród najpopularniejszych filmów platformy - i ja kompletnie się temu nie dziwię. 

Zobacz także:

„Żyjemy dalej”. O czym jest film, który podbija Netflixa?

Żyjemy dalej
mat. prasowe

Główną bohaterką jest Anika Morrison, samotna matka, która każdego dnia walczy o utrzymanie swojej rodziny. Jej życie dalekie jest od łatwego, a przyszłość nie wygląda tak, jak zapewne kiedyś sobie wyobrażała. Na jej drodze pojawia się Carousel White, mężczyzna odbywający karę pozbawienia wolności. Ich pierwsze spotkanie nie zapowiada historii, która mogłaby zmienić życie obojga. Wszystko zaczyna się jednak od listów. Z czasem korespondencja przestaje być tylko wymianą słów, a między Aniką i Carouselem rodzi się więź, której żadne z nich się nie spodziewało.

Relacja dwojga ludzi z bardzo różnych światów staje się centrum filmu. Carousel ma za sobą przeszłość, od której próbuje się odciąć, Anika natomiast mierzy się z własnymi problemami i odpowiedzialnością za rodzinę. Oboje potrzebują czegoś, czego niełatwo znaleźć: poczucia, że mimo wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej, przyszłość nie jest jeszcze przesądzona.

„Żyjemy dalej” działa jako historia o drugiej szansie. Nie tej filmowej, łatwej i oczywistej, ale takiej, która wymaga od człowieka konfrontacji z tym, co już się wydarzyło.

Naomi Baker i Jay Reeves w głównych rolach

Żyjemy dalej
mat. prasowe

Naomi Baker wciela się w Anikę, a Jay Reeves gra Carousela. Dla Baker jest to jedna z jej pierwszych dużych ról filmowych - wcześniej mogliśmy oglądać ją m.in. w „All American: Homecoming”. Reeves ma natomiast na koncie role w „The Six Triple Eight” oraz produkcjach telewizyjnych.

W obsadzie znaleźli się także Tamberla Perry jako Cathy, Karen Obilom jako Trina, Jasmine Sargent jako Lisa oraz Danielle Moné Truitt jako Denise. Netflix wymienia również w obsadzie Lucky'ego Johnsona, Cali Rae Benard, Marley Jade Benard i Cornella Younga IV. Za kamerą stanął Tyler Perry, który jest jednocześnie scenarzystą, reżyserem i producentem filmu. „Żyjemy dalej” jest jego kolejnym projektem przygotowanym dla Netflixa, po takich produkcjach jak „Sześć potrójnych ósemek”, „Mea Culpa” czy „A Jazzman’s Blues”.

Film, który nie ucieka od trudnych tematów

Żyjemy dalej
mat. prasowe

„Żyjemy dalej” nie jest wyłącznie historią romantyczną. W centrum znajduje się pytanie o to, czy człowiek może naprawdę zacząć od nowa, kiedy jego przeszłość zdążyła już zdefiniować go w oczach innych. To także opowieść o samotności i niewidzialności. Anika jest kobietą, która musi radzić sobie z codziennością i odpowiedzialnością za rodzinę, a Carousel wychodzi z miejsca, w którym łatwo przestać wierzyć, że poza nim czeka jeszcze jakiekolwiek życie. Ich relacja daje im coś więcej niż romantyczne zauroczenie - pozwala spojrzeć na siebie inaczej niż przez pryzmat tego, co już się wydarzyło.

Netflix określa film jako dramat romantyczny i historię o nadziei, odkupieniu oraz miłości wbrew przeciwnościom.

„Żyjemy dalej” ma 6,6/10. Czy warto obejrzeć?

Żyjemy dalej
mat. prasowe

Pierwsze oceny są jeszcze bardzo świeże, ale „Żyjemy dalej” zdążyło już zebrać na Filmwebie 6,6/10 przy 93 ocenach. Na Rotten Tomatoes nie ma obecnie jeszcze ani recenzji krytyków, ani ocen widzów, więc na pełniejszy obraz odbioru filmu trzeba będzie jeszcze poczekać. Nie oznacza to jednak, że film trzeba traktować wyłącznie jako kolejny tytuł do odhaczenia w netflixowym TOP-ie. Jego największą siłą jest historia oparta na bardzo prostym, ale wciąż potrzebnym pytaniu: czy przeszłość naprawdę musi decydować o tym, kim będziemy jutro?

„Żyjemy dalej” ma w sobie coś z tych miejskich dramatów, które nie potrzebują wielkich słów, żeby opowiedzieć o rzeczach naprawdę ważnych. O samotności. O potrzebie bliskości. O tym, że czasem człowiek najbardziej potrzebuje nie kolejnego osądu, ale kogoś, kto zobaczy w nim coś więcej niż jego historię.

Warto dać temu filmowi szansę. Nie tylko jeśli lubicie wzruszające dramaty i historie miłosne, ale także wtedy, gdy macie ochotę na kino, które przypomina, że ludzkiego życia nie da się zamknąć w jednej decyzji, jednym błędzie czy jednej etykietce.